Tereny Valfden > Dział Wypraw

Mądrość i Prawda

<< < (43/74) > >>

Szarleǰ:
Peanut spojrzał na Altaira lekko zdezorientowany, lecz po krótkiej chwili otrząsnął się i odpowiedział.
- Napad bandytów na pewien... dwór. Nic wielkiego. Niewiele wiem, tylko tyle, że wszyscy nie żyją. W każdym razie teraz to już nie jest ważne. Rzekł do Altaira. Wziął głęboki łyk piwa, które chwilę wskazał mu wolne krzesło obok Zelerisa, po czym sam opadł ciężko na krzesło.
- Dziękuję magu. Piwa nie powinno się pić na stojąco.

Altair:
Altair wykrzywił twarz w grymasie.
- Nie piję na szlaku, już mówiłem - omal nie zapomniał mimo wszystko o dobrych manierach - ale dziękuję, za propozycję.
Przysunął krzesło z powrotem i ruszył przed karczmę, by odetchnąć moment świeżym powietrzem.

Dragosani:
- W chwili obecnej na szlaku nie jesteśmy. - odparł od razu mag, lecz Altair zwiał już za drzwi. Flamel wzruszył ramionami. Odwrócił się do Peanuta.
- On tak zawsze? - zapytał. - Mniejsza z tym... Ale masz rację. Nie powinno się pić stojąc. Gdyby bogowie chcieli byśmy pili stojąc, nie stworzyliby nas z kolanami. - odpowiedział na stwierdzenie Kruka.

Hagnar Wildschwein:
-Notom się doczekał!- wyrzekł krasnolud na przywitanie. Wyrwany z przemyśleń i chwili odpoczynku otrząsał się jeszcze chwilkę z sennych wizji i mar.
-Kiedy ruszamy?- zapytał wznosząc kufel i życząc wielu, wielu lat wszystkim pijącym. Wychylił potężny łyk po czym skrzywił minę, bo kufel już długo stał przed nim na ławie dębowej. Nie wyrzekł jednak słowa, a skończył jednym chałstem całą pintę. Niebawem przyniesiono mu kolejne.

Gunses:
- Jak długo tu zabawisz Antuan? - spytał Gunses
- Jeszcze kilka dni. Opłaciłem tutaj pokój. Pokręcę się po okolicy, ale na całą zimę wracam do miasta. Choć urzekająco tutaj, nie można liczyć na zbyt wiele. W mieście jest lepiej. Czemu pytasz?
- Zastanawiałem się, czy jeszcze kiedyś się spotkamy. Nie wiadomo co dla każdego z nas szykuje los.
- Oj na pewno się jeszcze spotkamy. Czyżbyście już ruszali?
- Tak - oznajmił Gunses spoglądając na Aragorna - Pora nam w drogę. Rozgrzaliśmy się i odpoczęliśmy od wygód kulbak. Bywaj mości Magu. Miło było poznać.
- Wzajemnie Hrabio. Powodzenia! - zakrzyknął Antuan Mass
- Przyda się... - wyszeptał Wampir. Gunses zszedł z platformy na której znajdowały się stoły w bardziej oświetlonej części sali. Wampir przelawirował i dotarł do Domenica, Flamela i Peanuta
- Ruszamy na szlak. Zbierzcie ludzi i wyprowadźcie konie. Pogoda chodź mroźna jest rześka. Miła będzie jeździe - to rzekły przecisną się do lady. Karczmarz podszedł i od razu rzucił
- Kadacus a? Twoje to kumoterstwo opróżniło moje beczki?
- Moje.
- 150 sztuk złota. Gotówką nie wekslem i w tej chwili won mi z karczmy! - burknął karczmarz.
- Ten bimber kupny czy sam pędzisz na zapleczu? - zapytał Wampir - Nie widziałem tutaj żadnej szopy ani spichlerza, siano i obrok dla koni kupujecie, czy kradniecie chłopom? Z Twej kuchni śmierdzi gotowanym kotem czy mi się wydaje? Jedna z kelnerek jest aż tak bardzo rozwiązła, że słyszę jej jęki stąd, czy pozwalasz szumowinom prać swą córkę ile wlezie? Czy wiesz, że obecnie pod moją komendą jest kilku chłopów, którzy umieją zmienić twarz w krwawą miazgę? Ile płacę?
- Odejdźcie stąd panie... Przepraszam - odrzekł w wybałuszonymi oczyma Karczmarz. Gunses odwrócił się i przemaszerował przez karczmę. Kiedy znalazł się na zewnątrz uderzył w jego twarz chłód powietrza. Zauważył ruch. Był to mężczyzna w sile wieku. Jego oczy wskazywały na duże doświadczenie życiowe. Ruchy dawały dobitne sugestie, że człowiek ten przyzwyczajony jest do ciężkich rycerskich zbrój. I zwał się Altair, jak kojarzył Gunses.
- Altairze - wzrócił się Cadacus - Czas ruszać. Bądź niebawem gotów - po tych słowach Gunses skierował się do stajni przy zajeździe. Tam posłał pachołka po swego konia. Kara klacz rżeniem powitała Gunsesa. Wampir sprawdził, czy klacz została dobrze oporządzona. Złapał za wodze i poprowadził klacz na środek placu przed karczmą...

//Decydować. Chcecie mieć dzień czy noc?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej