Tereny Valfden > Dział Wypraw
Mądrość i Prawda
Anv:
Anv, dosiadł swego konia i podjechał bliżej Gunsesa. Był gotowy ruszać.
Szarleǰ:
Kruk lekko zdezorientowany obrotem wydarzeń odprowadził wzrokiem Gordiana, a gdy ten zniknął za linią horyzontu podszedł do Gunsesa.
- A więc, gdzie teraz w... dowódco? Peanut po szybkim przemyśleniu swoich słów w porę się ugryzł w język, gdyż jak mniemał "wampirze" mogło by nie tyle okazać brak szacunku wobec Gunsesa co obrazić. A nie chciał narażać się komuś takiemu.
Gunses:
Gunses wzrócił się do Peanuta
- Zamienię słowo z właścicielem tego majątku. Wy kierujcie się do karczmy. Zakwaterujcie się. Zjedzcie coś i napijcie się. Wszystkie potrzebne wydatki, przekażcie to oberżyście, zapłaci Hrabia Cadacus. Gdy tylko słońce trochę rozgrzeje powietrze ruszymy - po tych słowach podjechał do szlachcica. Zaczął z nim cichą rozmowę nie fatygując się, aby zsiąść z konia. Upewnił się, czy wszystko w porządku i czy zamierza zatrzymać przy sobie ludzi. Widocznie zadowolony z pożegnał się z właścicielem i odjechał niespiesznie.
Szarleǰ:
Peanut skinął posłusznie głową na słowa Gunsesa po czym oddalił się w stronę karczmy. Drogę przebył wyjątkowo szybko, gdyż rozmyślając o ostatniej bitwie i o doświadczeniu, którego mu niewątpliwie rośnie "w oczach" wraz z każdą kolejną walką, ani się obejżał, a stał już w progu oberży. Gdy wszedł do środka od razu skierował się do karczmarza który o dziwo nie ścierał stołu, ani nie zamiatał podłogi, a siedział na krześle i czytał jakąś - wnioskując po przepełnionej do bólu fascynacją pomieszaną z zaskoczeniem, a zarazem ciekawością - fascynującą, zaskakującą oraz niewątpliwie ciekawą książkę. Po okładce Kruk zorientował się, że była to książka kucharska, lub coś na ten kształt.
- Witaj! Zagadnął Peanut na tyle głośno by oderwać karczmarza ode lektury. - Podaj piwo karczmarzu, jeśliś łaskaw, i przygotuj pokój na noc. Rzekł otwierając szeroko usta, tak by wszystkie słowa były zrozumiałe. Z twarzy karczmarza, na której malowała się bezdenna głupota wyczytał, że może kilku nie zrozumieć. Aż dziw brał, że on w ogóle umie czytać. - A najlepiej kilka pokoi - możesz się spodziewać jeszcze kilku gości. Dodał, zanim gospodarz zdążył otworzyć usta.
- Hrabia Cadacus kazał przekazać, iż cały dług ureguluje osobiście.
Zanim oberżysta zdążył cokolwiek powiedzieć Peanut czmychnął sprzed lady do najdalszego kąta w gospodzie. Nie chciał wdawać się w dyskusję z tym człowiekiem, gdyż intuicja mu podpowiadała, że nie prowadzi to do niczego dobrego.
Gunses:
Gunses przybył do karczmy. Konia oddał do stajni, sam zaś wkroczył do karczmy. Karczma składała się z trzech dużych sal odgrodzonych prowizorycznymi balustradami. Mnogość osób w karczmie świadczyła dobitnie o dobrym czasie dla karczmarzy. Po jesiennych, kończących kalendarz rolniczy, pracach wielu farmerów i ziemian rusza do karczmy aby wspomagając się ostrością wódki przeżyć nadchodzący zimny czas. Gunses odnalazł wzrokiem członków wyprawy. Szepnął do Domenica
- Za kilka godzin wyruszamy - po czym usłyszawszy od krasnoluda relację z rozmowy z karczmarzem odnalazł wzrokiem wspomnianego Maga zasiadającego w dobrze oświetlonej części sali
- Posilcie się, bo niedługo wymarsz - to rzekły odszedł do swoich kompanów i podszedł do Maga.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej