Tereny Valfden > Dział Wypraw
Mądrość i Prawda
Anette Du'Monteau:
Skinąłem głową na starszego wojaka dając znak, że nic się nie stało.
-...ibn Uriel aep Natanael. - dokończyłem. Ale oczywiście wystarczy Zeyfar. Po prostu moje wychowanie nakazuje wspomnieć o ojcu jak i przodkach.
-A więc panie Altairze, domyślam się, że pańskimi poczynaniami kierowała ciekawość. Mówi się, że to jedna z największych sił napędowych tego świata. Zaś jeśli chodzi o tytuł to rozumiem mniej więcej o co panu chodzi. W końcu nie one są miarą człowieka, a czyny. To one tak naprawdę mówią o każdym z nas. Można być hrabią i kraść, jak również można być chłopem i pomagać potrzebującym czy odznaczać się inna cnotą.
Wspomniał pan, że pochodzi z Myrtany tak? Cóż, byłem tam jakiś czas. Nie powiem żeby było jakoś nieprzyjaźnie czy nieuprzejmie ze strony tamtejszej ludności. - zakończyłem swoją wypowiedź.
-Domenicu, masz tam może trochę miodu? - spytałem mocno podchmielonego krasnoluda, który już ledwo utrzymywał równowagę na wozie.
-Wracając do rozmowy panie Altairze. Po pańskim wyglądzie można od razu wywnioskować, że nosi pan nie mały bagaż doświadczeń życiowych, zgadza się?
Hagnar Wildschwein:
-Kpisz panie Zeyfarze?- odrzekł donośnym głosem pieszcząc uszy zebranych towarzyskim zadziorem w głosie i dozą pewnego paternalizmu. Nie trzeba było czekać długo na dwie butelki miodu wędrujące do Zeyfara i Altaira wraz z ukłonem. Zakończonym co prawda lądowaniem na wozie i przekomicznym parsknięciem w wykonaniu brodacza, który chcąc przemilczeć sprawę milczał z piwem w ustach.
Gunses:
Gunses przeniósł wzrok na trakt. Zamyślił się nad słowami Domenica
- Jest i we mnie - rzekł po chwili. Brodacz ucieszył się, a Cadacus dokończył - wola zabijania złego. Unicestwiania przeciwnego. I mordowania winnego - Brodacz zmarszczył brwi. Gunses zaciągnął się mroźnym i rześkim powietrzem. I poczuł zapach. Wampir wyostrzył swoje zmysły do maksymalnej ostrości. Teraz jako Dziecko Nocy nadludzko wyostrzone zmysły Wampira zwielokrotniała Potęga Bestii. Gunses zaczął słyszeć pojedyncze płatki śniegu. Zaczął słyszeć wiatr między tymi płatkami i już widział je oczyma swej wyobraźni. Słyszał wiatr w liściach i już jego umysł kreował te liście. Słyszał trzepotanie ptaka i widział swym umysłem tego ptaka. Czuł każdy zapach. Każdą najdrobniejszą nutę. Pomimo totalnie zachmurzonego nieba widział każdy kamyczek na trakcie. Każdą gałązkę. Widział jak w dzień. Nie. Widział lepiej niż za dnia. Szczyt poznania. Szczyt potęgi i idealności...
Czuł dym i słyszał wiatr zmieniający swą prędkość wpadając w lekki sznur dymu. Połączył swą naturę z przyrodą go otaczającą. Swą naturę Wampira, z naturą Nocy. Wdrożył Aurę Inteligencji
- Dym Gordianie. Stamtąd - rzekł i ruchem głowy wskazał miejsce z którego dobywał się ów zapach.
Aura Inteligencji
Altair:
Altair wziął butelkę, spojrzał w kierunku Domenica. Ten nie był w stanie pełnej świadomości. Schował miód do torby.
- Wybacz, pijam tylko w karczmach, nigdy na trakcie. Wyobraź sobie, co by było, gdyby teraz przyszedł mus walczyć? - skinął na krasnoluda. Usłyszawszy pytanie, spiął mięśnie mimiczne w zakłopotaniu, jako iż z reguły nie lubił się szczycić. Nie rozumiał też do końca pytania - no tak, widać już starość odciska na aparycji swoje piętno, niestety, jeśli o to ci chodzi, panie Zeyfar. Jeśli jednak nie chodzi o mój wiek, to cóż... przesadą byłoby twierdzić, że jestem postacią wybitną. Urodziłem się w starej chałupie, ojciec mój? Nawet nie wiem kiedy umarł, wszak nielogiczne by nadal żył, a matka zmarła dawno temu, w domu. Pochowana bez uroczystości, bo po prostu moją rodzinę nie było na to stać. Ja sam pierwszy raz wtedy od siedmiu lat do rodzinnego domu zajechałem, by na pogrzeb zdążyć.
Podciągnął się w kulbace i poprawił nogi w strzemionach.
- Według mnie, mało widziałem i mało jeszcze wiem. I nigdy się wielu rzeczy nie dowiem. I to tych najistotniejszych.
Wykrzywił usta w ponurym grymasie i z paskudną miną zapatrzył się w horyzont.
Gordian Morii:
-Wkrótce mamy zrobić postój więc zdecydujcie czy jedziemy poszukać źródła tego dymu czy stajemy w tamtej karczmie by zamienić wierzchowce i nieco się posilić? - rzekł wskazując palcem na stojącą nieopodal karczmę. Na jaśniejącym od jutrzenki niebie dało się odróżnić kłęby dymu unoszącego się na północny zachód od nich.
-Patrzcie.- rzekł
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej