Tereny Valfden > Dział Wypraw
Początek przygody - Altair
Gordian Morii:
-Dziękuję.- rzekł zakapturzony człowiek odbierając przesyłkę. -Zechcesz może pomodlić się przed Ellmorem nim wyruszysz w dalszą podróż?- zapytał wskazując na stojący w głębi kaplicy posąg.
Altair:
- Cóż, nie jestem gorliwym sługą bożym - stwierdził zakłopotany posłaniec gładząc się po łysinie - ale nie zaszkodzi chociaż chwila kontemplacji.
Altair podszedł do posągu. Sprawiał wrażenie. U jego stóp płonęło tysiące świec, których światło roznosiło się po wielkiej sali odbijane od podłóg. Przyklęknął na jedno kolano, złożył ręce i przystawiwszy je do pochylonego czoła szeptał:
- Kimkolwiek jesteś, pozwól mi bezpiecznie pokonać czekające mnie kroki.
Nie umiał się modlić, gdyż nigdy tego nie robił. Nie znał dobrze bóstw. Wierzył w siebie, a nie w pomoc bożą. Po chwili wstał i wyszedł ze świątyni...
Gordian Morii:
Zbiegając ze schodów świątyni potknąłeś się i uderzyłeś głową w ziemię. Powodem zajścia był jakiś dziwny kamień.
Altair:
Soczyste przekleństwa cisnęły się na usta Altaira. Trzymając się za bolący fragment czaszki, postanowił, że przyjrzy się kamieniowi. Dotykanie dziwnych rzeczy o dziwnych właściwościach, w dziwnych miejscach nie jest najbezpieczniejsze. Zbliżył się więc doń i rozpoczął oględziny...
Gordian Morii:
Podniosłeś jakiś kamień, który wyglądał na runę. Nie była to jednak runa bo nie miała na sobie żadnych znaków. W sumie to nie wiadomo czym było to coś co znalazłeś. Wiesz jednak, że gdy tego dotknąłeś poczułeś jakieś dziwne uczucie. Coś jakby ktoś połaskotał twą dłoń za pomocą piórka.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej