Tereny Valfden > Dział Wypraw
Poszukiwania vol1.
Elrond Ñoldor:
Do zlikwidowania czterech. Pomyślał i zleciał z drzewa, wprost w dogasające ognisko. Sypiące się iskry, demoniczne słowa i ogólna mroczna postać podziałała w takim stopniu że nie jeden z bandytów się po prostu posrał. Niemniej jednak jeden z waleczniejszych, który od razu spostrzegł że coś się dzieje niedobrego i jest to zapewne sprawka najzwyklejszych istot z krwi i kości, czyli możliwych do ubicia, a więc i pomysł by dopomóc temu faktu bardzo szybko zagościł pod kopułką owego bandyty. Z wyciągniętym mieczem biegł na nekromantę który w tej samej chwili kumulował zaklęcie by zabić innego z bandytów który niepozornie jakby ze strachu próbował namówić innego by zaatakował.
- Ush Iaesh Qiash Arishesh, Xugreshan - gdy nijakiego koloru czar uwidocznił się w materialnym świecie, elf posłał go w jednego z bandytów. Ten zawył, wyszarpał w gniewie broń z pochwy i z okrzykiem na ustach ruszył w stronę najbliższej osoby.
Tymczasem najodważniejszy z bandytów był już przy elfie. Zamachnął się by w potężnym ataku spróbować skrócić elfa o głowę i wyprowadził atak z prawej. Jednak doświadczony elf był na to przygotowany. W iście diabelskim szybkim ruchu zablokował atak i sam w następnej chwili z lewej wyprowadził miażdżące uderzenie. Kość pękła, mężczyzna upadł na ziemię. Elf podszedł kryształem połamał mu nogi. Odszedł by walczyć dalej.
Ogarnięty złością bandyta zabił swojego towarzysza. Ruszył na Nekromantę. - Qaii! - Ciemny pocisk nito płytnu ni to gazu uderzył, wchłonął i skupił wokół bandyty. Ciche tąpniecie uświadomiło elfa że jego przeciwnik leży martwy. W tym samym czasie ostatni z żywych bandytów uciekał z pola bitwy. Elrond miał nadzieję że jego brat pilnowł żeby nikt się nie wydostał z objęć śmierci...
[walka kosturem V; cięcie z bloku; obustronne uderzenie; lewitacja; Opętanie Złem; Tchnienie ÂŚmierci...]
Mantos:
Mantos patrzał z wysokości jak jego brat rozprawia się z kolejnymi bandytami. Gdy prawie wszyscy byli już martwi teleportował się za ostatniego z bandytów i za pomocą psioniki przyciągnął go do siebie.
- Nie tak szybko - odezwał się do bandyty
Sorry że tak długo, ale były z netem problemy ;/
Elrond Ñoldor:
Gdy Mantos prowadził bandytę, elf w tym samym czasie przeszukiwał skrzynie. Wystarczył jedno uderzenie kryształem, by zamek pękł na dwoje, a wieko same odskoczyło. Wewnątrz pośród słomy elf znalazł mieszek z pół tysiącem złotych monet. Najwyraźniej amulet który poszukiwali był osobno schowany, ale mała jego wielkość i najwyraźniej mała wartość w złocie sprawiły że bandyci oddali go hersztowi zostawiając sobie to co mogło ich kieszenie napełnić, a rzeczywiscie mogło.
- Będę mówił wolno i wyraźnie we wspólnej mowie którą ty władasz od momentu w którym jeszcze ze szmatą w ustach ganiałeś kurczaki po gnojówce. Amulet, srebrny z niebieskim kamieniem w środku. Gdzie on jest...?
- Spier... da.. laaaj... - dało się tylko usłyszeć pośród jęków.
- No dobra, zobaczymy co do powiedzenia ma twój kumpel - szkarłatna wstęga wyleciała na stopę w górę, gdy elf zmiażdżył bandycie głowę.
- Teraz zobaczymy co ty masz do powiedzenie - powiedział wskazując na bandytę złapanego przez Mantosa. Razem przyglądali się od jakiegoś czasu słabej dyplomacji Elronda.
- Ja wszystko powiem! Powiem wszystko, tylko błagam nie zabijajcie mnie... - lamentował bandyta.
- Poszli oni, znaczy herszt i pięciu osiłków, na północ, strumieniem w górę, tam jest jaskinia... Błagam nie zabijajcie... - były to ostatnie słowa jakie zdążył wypowiedzieć zanim elf nie poderżną mu gardła.
- No to wiadomo, kierunek północ...
Mantos:
- Taa, nie zwekajmy dłużej - powiedział po czym wzbił się w powietrze i obrał kierunek na północ
Elrond Ñoldor:
Elf również wzbił się w powietrze, ale poinstruował bara by ten zniżył lot, w końcu korony drzew coraz bardziej utrudniały widoczność. Po pary chwilach oczom ich ukazał się piękny strumyk z wartko płynącą weń wodą. Bez zbędnych zachwytów poszybowali wzdłuż strumyka.
Gdy zwątpienie padło na ich twarze w myśl, że ostatni z bandytów ich okłamał, ukazał im się głęboka dolina w której na dnie znajdowało się grzęzawisko, a strumyk którym się kierowali, musiał mieć tu swój początek. Obok w skale ujrzeli tunel.
- Prowadź... - powiedział Elrond do brata.
// mam zajebiste problemy z internetem i możesz napisać że przedzieramy się przez tunel...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej