Tereny Valfden > Dział Wypraw

Kłusownicy

<< < (11/13) > >>

Rohgard:
- Szyjcie do nich ze strzał! Migiem! - Krzyknął Rohgard wysuwając się kilka kroków przed swoich towarzyszy. - Albo ogniem! Na popiół szumowiny! - rzekł, by po chwili, szeptem dodać: - Tańcz śmierci...
 Rohgard błyskawicznie dobył wielkiego, oburęcznego topora i zamachnął nim tnąc powietrze. Długo patrzył w oczy zbliżających się spokojnie kłusowników. Oni się nie spieszyli, ork miał jeszcze więcej czasu...
 Spod górnej wargi wysunął całe mrowie potężnych, masywnych zębów, które zacisnął z zamiarem przybrania groźniejszego wyglądu. Nie tak często widuje się orka na wyspie, a kiedy spogląda się takiemu w oczy, widać śmierć i cierpienie. Rohgard chciał, żeby i teraz były one doskonale widoczne w jego oczach. Napiął każdy mięsień oddzielnie, zręcznie przekładając topór z rąk do rąk. Pierwszy bandyta był dwa metry od niego. Drugi krył się za jego plecami, a to dawało orkowi przewagę.
 - Ghurug helgar, morrag praha! - Zakrzyknął w złości postępując kilka kroków i rzucając się w wir walki z dwoma przeciwnikami.
 Pierwszego zgładził dość szybko. Prawdopodobnie bandyta zastanawiał się nad sensem dziwnych słów wypowiedzianych przez wroga, kiedy jego myśli przerwał solidny kawał żelaza wbity od barku po samą przeponę. [Uderzenie klasyczne, Walka toporem IV] Rohgard natychmiast wyszarpnął topór z zamiarem uderzenia z półobrotu, ale stracił na chwilę równowagę, co zatraciło jego cel. Zamiast tego poczuł jak strzała wbija mu się poniżej uda, tuż nad kolanem. Zawył z bólu, wpadł w szał. [Hard ciała] Ciął powietrze nie zwracając uwagi na to, co tnie.
 Próba sparowania ciosu orkowego topora spaliła na panewce a ostrze z błyskawiczną szybkością zmierzało w stronę czaszki kolejnego bandziora... [Walka toporem IV, Uderzenie klasyczne]

Gordian Morii:
//: Szybkość i siła z jaką atakował ork sprawiały, że jego ciosy stawały się prawie nie do sparowania. Stalowe toporzysko uderzyło z niesamowitą precyzją prosto w kark bandyty. Kłusownik został ścięty. Jego towarzysze widząc zajście zlękli się zbijając się w gromadę. Ciągle cofali się aż wreszcie przyparci do muru drżeli wyciągając w stronę Rohgarda swe krótkie toporki. Zabójcy wilków, cieniostworów i jeszcze innych potężniejszych bestii drżeli teraz niczym liście osiki, targane podmuchami huraganowego wiatru. Widzieli nadchodzącą śmierć.

Elf nie miał zamiaru pozostawać im dłużny. Za namową orka zdjął z pleców łuk i nałożył nań srebrną strzałę. Podniósł broń do oka, wycelował w grupkę i po kilku chwilach zwolnił cięciwę. Strzała przeleciała tuż obok ramienia orka uderzając w pierś jednego z kłusowników. Gordian postanowił zrepetować. Z kołczanu dobył kolejną strzałę i zaczął celować. Ponownie celem strzału stała się pierś człowieka, elf nie mierzył zbyt długo szybko naciągnął cięciwę i puścił strzałę. Kłusownik osunął się na ziemię.
Walka łukiem V, Celny strzał

//:Ostatni z żywych przeciwników w geście odwagi lub raczej głupoty z krzykiem mającym prawdopodobnie dodać mu odwagi rzucił sie w kierunku orka

4/5 kłusownik

Rohgard:
 Rohgard widział biegnącego naprzeciw niego "bohatera", który usiłował zdziałać coś machając wyciągniętym mieczem. Ork poczekał aż znajdzie się bliżej. Trzy metry, dwa, metr...
 Ork uskoczył niespodziewanie, zwinnie jak wiewiórka, puszczając bokiem bohaterskiego kłusownika [Kondycja]. Zwinął się w półobrocie i stając już teraz twarzą do pleców bandziora spuścił na niego swój topór. Ostrze z gładkością przeszło przez brzuch i wnętrzności, zatrzymując się na sekundę przy kręgosłupie. W nozdrza orka natychmiast uderzył zapach flaków, krwi i uryny. Szał minął... [Walka toporem IV, Uderzenie klasyczne]

Gordian Morii:
-Bardzo dobra walka Rohgardzie- pochwalił orka elf. -Mam nadzieję, że to już koniec. Elf przeszukamy jeszcze naszych kłusowników. A nóż któryś będzie miał jakieś złoto.- rzekł i zaczął przeszukiwać zwłoki kłusowników.

//: Gordian znalazł przy bandytach w sumie 40 sztuk złota. Wsypał monety do sakiewki przy pasku i ruszył do miejsca w którym jaskinia dzieliła się na dwie odnogi. Skinąwszy na towarzyszy ruszył w lewy korytarz...

Rohgard:
 - Jasna cholera! Czekaj chwilę mości elfie! - Krzyknął Rohgard człapiąc dwa metry za nimi. - Jakby nie widać było, drogę moją znaczy nie co innego jak krew. Strzałę muszę wyciągnąć, bo cholera gotowa uwięznąć i korzenie zapuścić..
 Rohgard pacnął ciężko na kamienną podłogę jaskini. Usiadł rozeznając się w sytuacji. Strzała przeszła na wylot, to o tyle dobrze. Myślał. Cholera starzeję się. Kiedyś z taką raną mogłem maszerować kilometrami a teraz, kilka metrów i padam. Kiedyś to było inaczej .
 Ork rozpoczął zdejmowanie wierzchniej części zbroi i okręcanie zakrwawionego uda kawałkiem szmaty zdartej z kłusownika.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej