Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnice Ruin
Gunses:
//Korytarz był długi. Dwa razy musieliście wchodzić kręconymi schowami w górę, pote zakręcać to w prawo, to w lewo. Na końcu czekały na was strome schody w dół, potem jeszcze dwa zakręty, kręcone schody w dół, a potem znów byliście w tunelu. Po drodze mijliście zamurowane wejścia. Setki wejść. Domyśliliście się, że katakumby są ogromne, jednak z nienznaych powodów zamurowane. W ostatnim odcinku korytarza usłyszeliście trzask ognia i zapach ogniska...
Gordian Morii:
Mijali kolejne zamurowane wejścia, droga poprzez katakumby okazywała się bardzo długa i nużąca. Elf nie był pewny czy podjął dobrą decyzję o wyruszeniu w prawy korytarz, ale mimo tego szedł. Chciał zbadać to co jest na jego końcu. Gdy usłyszał odgłos trawionej przez ogień gałęzi, a zaraz potem poczuł dym. -Ognisko? Tutaj?- rzekł szeptem do idącego obok elfa. Teraz szedł o wiele ciszej. Uważnie stawiał kroki aby nie ujawnić swojej obecności, w ręce błyszczała klinga...
Gunses:
//Gordian okuty w ciężką zbroję, bez umiejętności cichego poruszania się, starał się być cicho... Jednak jego kroki, dzwoniły po kamiennej podłodze, niosły echo. Zauważyliście, dużą, wręcz wielką komorę. Podtrzymywaną na rzędach kolumn, sala była wykonana pięknie i misternie. Zapewne wszystkie inne wejścia, które mijaliście, a które były zamurowane, prowadziły do podobnych sal. Z komory prowadził szeroki spadek do ściany. Przy innych ścianach, lub też przy komunach stały kufry i skrzynie. Centralne miejsce tworzyło wyrysowane na podłodze podwójne koło, z runicznymi znakami dookoła swych obręczy. Lekko z boku, jedyne źródło światła - duże ognisko obsadzone było 5 postaciami. Na ruszcie coś się piekło, jednak nie umieliście rozpoznać, co to było... Postacie rozmawiały szeptem, jednak ewidentnie wiedziały o waszej obecności.
Gordian Morii:
Elf przestał udawać że porusza się cicho a ku jego zdumieniu tylko jego kroki dzwoniły mimo iż większość grupy przywdziała zbroje. -No cóż.- pomyślał i wszedł do sali. Tupał tak straszliwie, że aż Sirius zwrócił mu uwagę na to iż nie idzie już wytrzymać w panującym huku. Elf niezwazał jednak na to uskarżając się pancerz. Podeszli bliżej ogniska. -Witajcie nieznajomi! Kim jesteście i co tutaj robicie?- zawołał w ich stronę.
Sado:
Dracon po zobaczeniu ludzi chwycił po sztylet lewą dłonią, ciągle trzymając prawą miecz na ramieniu. Zbierał energię magiczną odkąd kiedy weszli w prawy korytarz. Cholera, zjebaliśmy sprawę. Dużo ich, czyżby wilkołaki? Muszę być przygotowany. Jeśli się teraz na nas rzucą, to zawsze mogę uderzyć czarami. Kurwa, ale przy takiej ich ilości nie będę mógł się powstrzymywać. Czy udałoby mi się tak kontrolować czar, żeby uniknąć ofiar u siebie? To się zobaczy... - pomyślał Sado, trzymając w pogotowiu miecz i sztylet, będąc gotów do rzucenia zaklęcia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej