Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnice Ruin
Gunses:
//Gordian. Trucizna rozchodzi się powoli. Bestia wyrwała strzały i wyrzuciła je.
//Sirius. Jedna ze strzał minęła cel, druga trafiła nad barkiem. Zabolało.
Sirius:
I tak miało kurwa być- zakrzyczał elf, gdy zobaczył, jak smokopodobny stwór zaryczał z bólu, gdy dosięgła go strzała. Tym razem celował w pysk, który potwór odsłonił obracając się do łowcy. Elf wyszczerzył zęby w uśmiechu i wycelował prosto w gorejące nienawiścią oko. Mocno naciągnął łuk, aż drewno zatrzeszczało. Strzelił...
____________________________________
Celny strzał
Gordian Morii:
Kolejne strzały leciały z góry więc Gordian również powstrzymał się od szturmu na gadzinę. Złapał za dwie kolejne strzały. Grot wykonano ze srebra więc pocisk miał potężną siłę przebicia. Elf przysunął się bliżej schodów na których stał Sado. Elf ponownie uważnie naciągnął cięciwę i celował w komorę szamoczącego się gada, który próbował pozbyć się strzał drugiego z elfów. Drugi z póki co nie niepokojonych tarlesstów też zaczął ukazywać swoją obecność ale jeszcze nie zaczął szarżować, więc było chwilę spokoju. Gordian zajął się swoim celem który właśnie złamał brzechwę strzały Siriusa. Nad głową Gordiana zasyczała kolejna strzała, więc sam przystąpił do działania. Wycelował prosto w komorę gada. Napiął łuk do granic wytrzymałości i po dosyć długiej chwili celowania wypuścił z palców strzały, którym nadany przez cięciwę pęd pozwolił na wbicie się w miejsce w które celował elf. Ostrość i wytrzymałość grotów pozwoliły na dosyć głęboką penetrację w organach gada. Teraz elf już konsekwentnie sięgnął po miecz.
walka łukiem IV, Celny strzał, Potężny strzał, Strzał 2 pociskami
Gunses:
//Sirius. Bestia poruszyła głową, a więc strzała wbiła jej się w twardą jak kamień łuskę i ugrzęzła tam, nie robiąc większych szkód Tarlessowi.
//Gordian. Strzała wbiła się w klatkę piersiową gada. Bestia jest znacznie osłabiona.
//Inny z Tarlessów skoczył i zwalił Sado na drugą stronę schodów. Ogień jego aury, nie patrzył twardych łusek, więc T. przystąpił do ataku pazurami. Po stronie, po której stoi Gordian, zapanowała ciemność, rozświetlana jedynie dogorywającym ogniem pochodni.
Gordian Morii:
Strzała trafiła tam gdzie elf celował czyli idealnie tam gdzie chciał aby trafiła. Gordian stwierdził szybko, że bestia już dosyć mocno oberwała i poprzez poważne rany stała się dużo słabsza. Zdecydował się więc na odważny ruch. -Kto nie ryzykuje ten nie gra.- pomyślał i pędem ruszył w stronę potwora. Nie szedł jednak on frontu na pewną zgubę w groźnych jaszczurzych szczękach a bardziej taktycznie i bezpiecznie okrążał rannego gada, usiłującego pozbyć się sterczącej z czoła brzechwy. Gordian był już bardzo blisko Tarlessa gdy został przez niego spostrzeżony. Gad stojąc bokiem machnął swym wielkim ogonem celując w brzuch przeciwnika. Elf wykorzystując jednak w porę swą jako taką zwinność się uchylił, a właściwie uskoczył rzucając się na ziemię. Trzymając ręce przy sobie przyturlał się bliżej bestii i obracając się na brzuch szybko powstał na nogi. Stał z tyłu bestii, która momentalnie zauważyła jego pojawienie się i dmuchnęła w jego stronę ogniem. Elf nie myśląc długo wskoczył pod bestię ratując skórę przed poparzeniem i szybką acz bolesną śmiercią. Pod brzuchem nieświadomego potwora miał póki co jako takie schronienie ponieważ potwór nie mógł go tam w żaden możliwy sposób dosięgnąć, jak również nie spostrzegł prawdopodobnie manewru elfa. Wysokość gada sprawiała, że Gordian czuł się tam dosyć komfortowo i wcale nie musiał się schylać. Widząc jak bestia rzuca łbem na wszystkie strony starając się wypatrzyć elfa, który dla niej praktycznie rozpłynął się w powietrzu, postanowił działać. I to bardzo szybko. Gad nie wiedział że ów elf, którego tak poszukuje jest teraz dla niej śmiertelnym zagrożeniem i przemieszcza się pod nią uniemożliwiając wykrycie. Paradoksem było to że bestia dzięki wyczulonym zmysłom doskonale słyszała kroki elfa i czuła jego zapach lecz zabiegi elfa powodowały że nie mogła go dotknąć ani zobaczyć. Prawdę mówiąc Gordian nie był zagrożeniem żadnym, co innego jego srebrne ostrze, które było spragnione krwi. Gordian obrócił miecz sztychem do góry i podchodząc metr do przodu mocarnie pchnął go w klatkę bestii. Skóra była tutaj mniej wytrzymała więc ostrze weszło gładko. Ryk jaki ogarnął salę był niesamowity, elfowi aż zadzwoniło w uszach, gdy posoka zaczęła cieknąć mu na ręce oparte o miecz. Gordian wiedział że teraz został wykryty, wiedział też jednak, że potwór zaraz upadnie z powodu jednego z dwóch czynników bólu lub też może agonii. Siedzenie w tym czasie pod górą mięsa i kości było bardzo złym pomysłem, toteż elf wyrwał miecz i wyskoczył spod niebezpiecznej teraz masy cielska potwora. Gdy wyrwał miecz udało mu się również, całkowicie przez przypadek uderzyć pod kolanem potwora, podcinając jego ścięgna. Nie patrzył jednak na swoje dzieło w głowie krzyczało do niego tylko jedno stwierdzenie- Spieprzaj stąd głupi elfie. Leć do swoich jak najszybciej bo nie wiesz czy to coś zdechło.- elf gnał do schodów. Mimo tego iż odległość dzieląca go od potwora grubo przekraczała trzy metry zwolnił dopiero stając obok schodów, tam gdzie właśnie dogorywała prowizorycznie zrobiona pochodnia.
Walka mieczem IV, Kobra, Pchnięcie, Potężny cios, Klasyczne pchnięcie(prawo)
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej