Ależ oczywiście, ja nie pisałem o żadnych klubach czy imprezach. Nawet o nich nie myślałem. Chodziło mi o jakieś ogniska czy cuś. Co do filozofii - uważam, że człowiek powinien budować światopogląd głównie na własnych przeżyciach, a nie na zdaniach innych. Co do trygonometrii i ogólnie 3/4 matematyki - cholerna racja. To samo uważam o prawie całej biologii, zdecydowanej większości chemii, połowie materiału z historii i wszystkich interpretacjach z polskiego. Myślę, że byłoby lepiej, gdyby każdy z tych przedmiotów był ograniczony, a na jego miejscu zawitałoby więcej godzin rozszerzonych. Chociaż każdy z nich w pewien sposób się przydaje - rozwijając logiczne myślenie, wyobraźnię, systematyczność w życiu czy chociażby strzępki wiedzy, które kiedyś mogą się przydać.
Filozofia daje Ci solidne podstawy do własnych poglądów - wiesz, na czym je oprzeć i jak je uargumentować. Czasem aż żal patrzeć, gdy widzę młodego ateistę, który bełkocze coś o księżach i religii w szkole. Cóż.
Ja osobiście sądzę, że lepiej byłoby się uczyć tego, co sprawia przyjemność. Ja lubię polski, historię i filozofię - i właśnie tego chcę się uczyć, a nie poświęcać czas na naukę wspomnianej trygonometrii. Inni lubią wiedzieć, jak powstaje mocz i co to jest
Rhizaria, a jakiś chemik chce wiedzieć, co to jest synteza WĂśhlera. Ja sam nie chcę poświęcać mojego czasu na naukę powyższych przedmiotów i zagadnień, gdy mogę zgłębić wiedzę na temat idealizmu niemieckiego lub etyki Kanta. Ale uczęszczam do liceum ogólnokształcącego, zatem muszę mieć jakieś tam podstawy, co w sumie rozumiem - źle się rozmawia z człowiekiem, który nie wie, kim był Chlodwig I lub Urban II.