Tereny Valfden > Dział Wypraw

Klucz ziemi - Zachód

<< < (5/8) > >>

Hagnar Wildschwein:
-Jakbyście zgadli, że od tego skurwola wracam!- odrzekł krasnolud wcześniej pociągając obfity łyk miodu, który notabene był przedniej jakości jak na obeznany już z miodem gardziel Domenica
-Zaskoczył mnie cholernik jakem w jaskinii szukał...- i tutaj krasnolud ugryzł się w język. Przeklął na wszystko co mógł swoje zapędy i niewyparzony język. Nie chcąc by ta efekciarska pauza była jeszcze bardziej efekciarska, a tym samym niebezpieczna dodał to samo co odpowiedział demonowi. Zmyślonej historii o zbójach wolał nie podejmować, licho nie śpi. Zbyt jednak szczerym nie zamierzał być bynajmniej.

Gunses:
- Pluj na niego! - zaryczał jeden - Na pohybel szkaradzie! - wrzasnął drugi.
- Pluć ci na niego, dobrze powiedziane. Potworzysko panoszy się, w naszych planach nam przeszkadza. Z jamy wyłazi, łazi po okolicy. Psuje cały interes. Jeszcze się za jakiegoś strażnika zafajdanego uznaje. Jakiegoś pierścionka strzeże.
- Widziałem ja tę jego błyskotkę! Pluć na niego i na nią! To kawałek skały, pierścien z kamienia, słyszycie? Ha ha! Ziemny jednako w dotyku i dziwny. Ale to kamień! Skała! Zwykła twarda ziemia!
- Trzyma to na palcu zajednak, jako swoje uważa. ÂŻeby jeszcze w jamie siedzieł. Problemów nie robił. Ale to gad przebrzydły! Arogancki bydlak!

Hagnar Wildschwein:
Domenic wolał nie pytać o interesy "panów" w tym rejonie. Z resztą nic go to nie obchodziło, bo w głowie zaświtał mu pewien plan. Pozostało mu tylko taktycznie ulotnić się z tego towarzystwa.
-Miło się gawędzi panowie, a i pieczyste ładnie pachni. Miodek też przedni rozmowe ładnie klei, ale mnie cosik uwiera w zadzie. Pewno dzisiejszy baran, cożem go urżnął na brzegu lasu. ÂŁod południa mnie strasznie gruchota. Ida w krzaki, zaraz wracam. Jeśli łaska ostawcie co w dzbanie to łobgadamy pewną sprawę- wymownie skinął głową ku jaskinii krasnolud i ruszył we wspomniane krzaki.
Barana to ja bym nawet zjadł... zamyślił się kierując swe kroki do jaskinii.
-Gassarze, jesteś tutaj jeszcze?- zapytał dość pewnie, ale nie przebierając w natężeniu głosu.

Gunses:
- Interes psuje! Biednych ludzi napada, swołocz! I krzywdę im robi – słyszał jeszcze krasnal…
- Domenic , syn Zigrina! Czego tu chcesz? A zresztą. Kazałem ci stad umykać. To teraz masz! – Demon zaryczał a podłoga przed Krasnoludem, zafalowała i zakręciła się tworząc mały lej. Wszystko było jasne. Między krasnalem a demonem powstały ruchome piaski – Kazałem ci uchodzić!

Hagnar Wildschwein:
-Spokojnie Gassarze! Nie unoś się.- chciał ochłodzić rozgrzaną głowę demona krasnolud równocześnie robiąc kilka kroków w tył.
-Przyznaje się i przepraszam, że oszukałem cię a niech mnie kurwa mróz zciśnie rzadko to robię, bo i po co, ale cholera jasna nie każdego dnia spotykam wyobraź sobie demona i rozmawiam z nim za pan brat.- dodał po chwili
-Los chciał, że gdy mnie wyprosiłeś z tej oto jamy napotkałem na trakcie bandę odzianych w skórzane kubraki ludzi pod bronią, a gęby ich wyraz miały oczywisty dla mnie. Wspominali o tobie nie przebierając w klątwach i obelgach jako, że im w interesie wadzisz. Mnie uwidz prosze los ludzi w głębokim poważaniu jest, a szczególnie takich rębajłów jak tamci. Powiedz mi tedy w jakichże sprawach im tak wadzisz Gassarze, że cię aż strażnikiem zowią.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej