Tereny Valfden > Dział Wypraw

Klucz ziemi - Zachód

(1/8) > >>

Hagnar Wildschwein:
Nazwa wyprawy: Klucz ziemi - Zachód
MG: Gunses
Wymagania: Walka bronią poziom IV; Umiejętność logicznego myślenia i pisania postów; 1 uczestnik
Nagroda: to co znajdziesz + ew. trofea.


-Ano poszukam. Mam nadzieję, że wyprawa będzie owocna- odpowiedział krasnolud.

Obrazek

Ekwipunek

1. Jaszczurzy topór IV
2. Valfdeńska Kusza 3
3.
4. Jaszczurzy Sztylet


Nazwa broni: Valfdeńska Kusza 3
Zasięg: 150 metrów
Rodzaj: Kusza
Poziom wykonania: III
Opis: Stworzony z 50 sztuk drewna, ważący 2kg.


Nazwa broni: Jaszczurzy topór IV
Ostrość: 6
Wytrzymałość: 5
Typ: oburęczny
Rodzaj: topór
Poziom wykonania: IV
Opis: Wykuty z 40 sztuk żelaza i 10 sztuk drewna o zasięgu 1,2 metra, ważący 6kg.

Nazwa broni: Jaszczurzy Sztylet
Ostrość: 6
Wytrzymałość: 5
Typ: jednoręczny
Rodzaj: sztylet
Poziom wykonania: III
Opis: Wykuty z 30 sztuk żelaza o zasięgu 0,2 metra, ważący 6kg.


Nazwa odzienia: Zbroja milicji
Rodzaj: zbroja
Wytrzymałość: 6
Ciężar: 5kg
Opis: Wykuta z 200 sztuk mosiądzu.

89x bełt z żelaza
wytrzymałość - 5
ostrość - 6
ciężar - 6

Umiejętności:
Walka bronią oburęczną
Walka brońmi miotanymi
Walka bronią jednoręczną

Specjalizacje:
Walka toporem IV
Walka kuszą III
Walka mieczem II
Walka sztyletem I

Ataki:
Do broni oburęcznej:
Pchnięcie
Uderzenie klasyczne
Parowanie

Do broni miotanej:
Celny strzał
Strzał 2 pociskami


Zaklęcia:


Atrybuty wyuczane:
*Hart ciała
*Chodzenie po trudnej nawierzchni
*Odporność na ból
*Pozyskiwanie:
 +skór
 +kłów
 +pazurów
Atrybuty rasowe:
+ niewrażliwość na zimno
- śmiertelność
- krótkowieczność

Gunses:
//Nie musisz dawać eq w postach. Zadanie jest banalnie krótkie. A więc graj muzyko! Zaczynamy...

Hagnar Wildschwein:
///Tym graj muzyko przypomniałeś mi dobre czasy kiedy pierwszy raz czytałem Wiedźmina...

Krasnolud nie zwlekając długo ruszył spokojnym marszem ku zachodniej bramie. Na trakcie było pusto, no bo co za idiota rusza w na szlak o takiej porze i w takiej pogodzie. Mijał mieszkania pięknych i bogatych mieszczące się w okolicy miejsca pracy jubilera, którego nazwisko było zbyt skomblikowane, by krasnolud dał radę przeczytać zważywszy na to, że było diablo ciemno. Czyżby latarnik dziś miał wolne? Nie zastanawiając się długo kopnął małe walające się po kamiennym trakcie coś. Owe coś zapiszczało i ruszyło do kanału. -Jebane gady- podsumował opuszczając miasto. Waitr przyniósł chłód i świeżość. Ożeźwiające powietrze było czymś znacznie lepszym niż smród miasta.Może czas zamieszkać gdzieś z dala od tego tłoku i wyścigu szczurów? Odpędził prędko mysli o przeprowadzce. Było przecież zadanie do wykonania...

Gunses:
//Właśnie kończę czytać Sagę 2 raz. Obecnie jestem na Wieży Jaskółki; Akcja gdy wiedźmin Geralt, łuczniczko-driada Milva, poeta Jaskier, nilffgardzki żołnierz Cahir, wampir Regis jadą z bartnikami na Stoki.

Podróż mijała ci spokojnie. Nie pojawił sie na trakcie żaden wilk, żaden bandyta. Zaczynało się robić nudno, gdy właśnie zakręt drogi zmusił się do zejścia z duktu. Ruszyłeś przecinką, pokonałeś parów w którym widziałeś odbicia dzikich oczu w blasku księżyca. Pokonałeś las, pogwizdując aby zagłuszyć wycia wilkołaków. Nie zauważyłeś kiedy padłeś między nich. Szybko cię otoczyli.

3x Zombie

Hagnar Wildschwein:
Smród był okropny. Wydawało się, że nic nie może równać się z odorem ścieków w dzielnicy biedoty. Krasnolud nie był w najlepszej pozycji wyjściowej. Zważywszy na to, iż otaczające go i zacieśniające krąg potwory poruszały się nadwyrac powolnie jedynym wyjściem było sprawne wyrwanie się spoza ich zasięgu i wykorzystanie zasięgu swojej broni. W myślach krasnoluda już snuły się plany i szybkich atakach i niemal zaczepnych, a jakże krytycznych dla przeciwnika akcjach kiedy tkwił pośrodku przeciwników. Ocknął się w porę...  Wykonał cięcie w powietrze. Impet ciosu wyrównał go do lini okręgu po, której zachodzili go wrogowie, zapewniając mu automatycznie osłonę przed ciosami. Bez wachania odskoczył w tył tworząc dystans od dwóch pozostałych. Ten, który jeszcze sekundy temu miał zadać mordercze uderzenie w plecy teraz odwrócił przegniłą facjatę ku Domenicowi. Ten nie czekał, aż reszta nadto zbliży się do śmierdzącego kompana, by wesprzeć ramieniem. W jedną niewielką chwilę już był na odległość ciosu. By nie wystawić swego tyłu na atak ciął od prawej. Zombie odrzucony impetem był niezdolny do obrony. Uderzenie od lewej w miejsce, gdzie powinna znajdować się miednica poprostu zmiotło go z powierzchni ziemi. Krasnolud bez chwili wachania odbiegł na prawą stronę przecinki, bo widział, że przeciwnicy ramię w ramię idą ku niemu środkiem. Wiedział, że musi zaatakować szybko, aby nie mogli się nawzajem osłaniać. Wiedział, że inaczej może mieć problem w rozbiciu ich w strzępy. I kiedy jego topór już z sykiem, pokonując błachy opór powietrza mknął ku obojczykowi jednego z przeciwników wiedział, że nic z tego. Zombie, idący po lewicy krasnoluda niespodziewanie szybko zmienił azymut. Zwyczajnie uniósł broń ni to do ciosu ni do obrony. Wystarczyło by odbić topór Domenica... I wybić go z rytmu. Jednym susem byli już przy nim. Krasnolud zatoczył się, ale nie upadł. Starczyło mu przytomności by zrobić krok w tył i oburącz uchwycić topór tak, aby zablokować lecące ku niemu od góry ostrza. I byłby poległ, gdyby nie powalony wcześniej przeciwnik. Jeden z napastników, by dosiegnąć cofającego się krasnoluda musiał przestąpić przez zwłoki pokonanego kompana. Wystarczyło. Domenic nie zamierzał tracić okazji. Gdy tylko sparował proste uderzenie wyprowadził swoje. Z jego prawicy niczym nurkujący sokół spadł cios na bok przeciwnika. Ten nie zamierzając rezygnować machał na oślep brzeszczotem. Wyglądało to nie tyle śmiesznie co żałośnie. Niemal wzbudzał listość. Niemal. Cios od góry rozpłatał mu czaskę lub jej pozostałości. Ostatni zombie sunący niczym widmo ku krasnoludowi oburącz uniósł niezidentyfikowany oręż. Krasnoludowi wydał się nad wyraz śmiesznym przeciwnikiem zważywszy na to, że szczęka dyndała mu z lewej strony zatrzymywana przed upadkiem chyba magiczną siłą. Krasnolud nie wachał się ani chwili. Aby uchronić się przed ciosem zombiego przeskoczył niespodziewanie na lewo czmychając przed szarżującym napastnikiem. Uniósł sprawnie broń i uderzył od góry odcinając to co kiedyś służyło do pracy i było pierwszą kochanką.  Zombie niemal z błagalnym spojrzeniem przekręcił głowę ku krasnoludowi odrywając wzrok od dłoni wciąż sciskających broń spoczywających na ziemi... Ten jednak nie patrzył w te oczy... No może, dopiero kiedy wraz z resztą głowy spoczęły na ziemi z dala od reszty ciała...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej