Tereny Valfden > Dział Wypraw
Klucz ziemi - Zachód
Gunses:
- Mów mi Gassar - uprzedził całą wypowiedź Demon, zakłopotany swoim brakiem grzeczności. Piaskowy stwór coraz to bardziej wsłuchiwał sie w opowieść krasnoluda. Coraz bardziej buchając na niego swymi oczyma, jaśniejącymi w skąpym oświetleniu groty.
- Dziw, dziw nad dziwy. Ja jednakoż w tej jaskini już 2 rok siedzę - jego głos stawał sie coraz bardziej nieprzyjazny - a żadnego topora ani wora nie widziałem! ÂŁżesz! ÂŁżesz Domenicu, synu Zigrina! Nie wiem czemu prawdy nie mówisz, ale ja rozpoznam łeż! I kłam ci zarzucę! A teraz precz, nie będę tracił czasu na rozmowę z byle wyskrobkiem, który nie ma w sobie za grosz szczerości. Precz! Przyjdź jak serce ci zmięknie. A swego itemiku szukaj gdzieś w wiewiórczych dziuplach. Może i topór znajdziesz! - światło bijące z wnętrza stwora przytłumiło się. W jaskini zapanował półmrok.
//Co robisz?
Hagnar Wildschwein:
Domenic postanowił nie drażnić demona. Odszedł bez słowa wolnym krokiem. Nie oglądał się za siebie, ale starał się pozostać czujnym i zauważyć ruch Gassara. Pomyślał, że mógł inaczej rozegrać całą sprawę. Pocieszał się jednak tym, że wciąż żyje i ma pole do popisu. W końcu nie każdy rozmawiał z honorowym i szlachetnym demonem i przeżył.
Ciekawe czy demony śpią uśmiechnął się gładząc ostrze swego toporzyska.
Gunses:
Idąc dalej w zamyśleniu wyczuwasz zapach ogniska i pieczonej zwierzyny. Podchodzisz bliżej i perfidnie przedzierając się przez krzaki wpadasz między 8 mężczyzn. Owi to, ubrani są w skórzane kubraki. Wszyscy mają podobne bronie, zakrzywione szable. Patrzą na ciebie, raczej ze zdumieniem.
//Co robisz?
Hagnar Wildschwein:
Krasnolud widząc, że jest w dość kłopotliwej sytuacji zaczał przeklinać swoje szczęście i pociąg do pieczystego. Pomyślał jednak, że nie wyjdzie stąd poprostu odwracając się na pięcie. Głupie tłumaczenie również nie przyniesie dobrego skutku. Postanowił zagadać z innej strony
-Skąd macie mięsko?-
Gunses:
Zebrani wymienili znaczące spojrzenia. Zezując do sibie to na kusze krasnoluda, to na jego topór. Uśmiechając się obleśnie.
- A z lasku - powiedział jeden - samo przyszło i rożen w dupe sobie wetknęło uprzednio patrosząc się samo - reszta grupy zaśmiała sie gardłowo.
- Przysiądź się! - zawołał inny - Widać, żeś na twarzy zmieszany, łyknij sobie! - podali ci gliniany dzban miodu. Nie chcąc zachować się źle przysiadłeś się. I się zaczęło...
- A co pan robi w tych stronach? Chyba nie szuka guza u tego odmieńca Demona, kuźwa jego mać!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej