Tereny Valfden > Dział Wypraw

Klucz ziemi - Zachód

<< < (3/8) > >>

Hagnar Wildschwein:
-Widzisz! O ile lepiej się czujemy kiedy wiemy z kim prawimy, he?- odpowiedział krasnolud powstrzymując drżenie gardła i rąk. Udało mu się nawet zamaskować strach w głosie. Przez głowę przeleciała mu myśl o odwrocie. Stłumił ją. Po pierwsze nie przystoi mu jako krasnoludowi, po drugie, a to przedewszystkim, nie miałby najmniejszych szans w ucieczne. No chyba, że demon pękłby ze śmiechu widząc czmychającego krasnoluda.
-Nazywam się Domenic i jestem synem Zirgina- podjął rozmowę -A ciebie jak zwą? Nie godzi się przeca rozmawiać, a nie przedstawić się kiedy honor się swój ceni- postanowił zaatakować takim sposobem krasnolud wiedząć, że orężem nie nawojuje za wiele. Przynajmniej bez cholernego szczęścia.

Gunses:
Demoenic, syn Zigrina przeliczył się. Demon popatrzył na niego, kłapnął paszczą i przemówił
- Me imię nie ma większego znaczenia, dla istoty tak małej jak ty. Zresztą i tak nie udało by ci się go wymówić. Czego tu szukasz?

Hagnar Wildschwein:
-Nie kpij! Był taki jeden... Dawoid czy jakoś tak go wołali! Golyjatę powalił ot co! Pewno w portkach więcy miał jako ta golyjata mimo iże mierzyła setki razy więcej niż łon- duma zabrała górę nad strachem. Przestał się już bać całkowicie. Będzie co ma być, kurważ mać-. Może i pokonał strach, ale nerwy szarpały go od środka niemiłosiernie. Rzekłbyś, zaraz rozdupczy tą jaskinię w drobny mak. Jednak ten, postanowił nie działać pochopnie. Bądź co bądź, stoi przed nim potężna niczym góra siła mogąca obalać zastępy ludzi, a co dopiero jednego krasnoluda.
-Szukam zguby- powiedział krasnolud od razu zauważając dwuznaczność wypowiedzi
-Zagubionego przedmiotu szukam, ot i co- poprawił się by nie dać rozmówcy szansy na dostrzeżenie pomyłki mogącej przynieść zgubne konsekwencje.

Gunses:
- Wchodzisz tu z toporem? I trzymasz topór choć ja broni nijakiej nie mam? - przerwał mu Demon - No ale mów. Czegoś to szukasz? Jakiego przedmiotu?

Hagnar Wildschwein:
-Nie pleć proszę! Sam bronią jesteś nie lada, a innym kawałek żelaza wytykasz- odrzekł starając się nadać wypowiedzi chociaż namiastkę żartobliwości. Co teraz? Powiedzieć i wydać się na cel? Piasek to przecież psia mać też ziemia. Wampirzyca może pogmatwała sprawy stara rura! Oj nie będzie miło jak ta bestia dowie się czego mi trzeba Krasnolud postanowił kręcić. Pomyślał, że później lepiej będzie jakoś ukoloryzować i poddać zmianom wcześniej obraną wersję. Bądź co bądź demon nie jest czymś co nakłania do lekkości wypowiedzi i rozwiązywania się języka
-Nie godzi się nie odwzajemnić wyciągniętej ręki jako to zrobiłeś pytając także powiem.
Jakieś dwa miesiące na zad podróżowałem tędy z drużynom do moich pobratymców na północ. Jako, że wszystko podmoknięte było, a nam droga z towarem dla nich wybiegła właśnie tędy ugrzęźlim z wozem. I mielim się ryłorgonizowoć kiedym spostrzegli walącą ku nam hanzę leśną. Było ich z górą 20, nas 8 wprawionych w boju takem nie przeraźilim się. Nawet kilku powalilim z kusz. Reszta spowolniła kroku i uważać poczęła lecz w końcu ku nam dotarła. Oj spralim my rzycie gówniarzom, że ino jucha tryskała. Wtedym ich zobaczylim. Pędził ku nam cały zagon jeźdźców. Bez chorągwi czy znaków, zbóje jak się patrzy. Cisnąłem tedy topór pikny, srybrny z runami oraz wór z kosztownościami w kierynku jamy tej, o, bo tu przeca sucho było bardzi niźli na grząskim. Sami poszlim w gąszcz ciasny, omałom się nie ponadziewali na te pale cholerne. Jakmy tylko na co rzadsze wyleźli pobieglim jak najdali. Nie wrócilim potem, dopiero ja tera.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej