Tereny Valfden > Dział Wypraw
Podążając tropami przeszłości
Czaroxxx:
-Cholera! Już walka z tymi harpiami była łatwiejsza niż szukanie tych strażników. To jest jak szukanie igły w stogu siana. Wiemy chociaż w jakim kierunku poszli? -Kyras podrapał się po zadku.
-Jakoś dziwnie się tutaj czuje. Mam wrażenie jakby coś za nas śledziło. Pewnie jestem tylko przewrażliwiony. -wojownik ziewną przy czym zakrył usta dłonią po czym przetarł łzy.
Boba Fett:
Grupa przemierzając las wreszcie natrafiła na coś innego, niż tylko drzewa i krzaki. Na małej polance widniały dwa niewielkie namioty, między których wejściami było zgaszone ognisko. Cała grupa podeszła do obozowiska i zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu jakichś śladów.
Czaroxxx:
-Myślicie, że może to być obóz patrolu? - Powiedział szeptem Kyras do swoich kompanów. Na wszelki wypadek jedną rękę położył na rękojeści miecza na wypadek jakby zaistniała nie pożądana sytuacja w której namioty okazały by się należeć do bandytów a nie patrolu którego szukali.
Boba Fett:
Noc zapadła, a przed grupą było jeszcze wiele kilometrów do miejsca, które upatrzył sobie łowca nagród tylko z mu znanych powodów. Pierwsza część drogi prowadziła ścieżką - jak było widać, często uczęszczaną przez strażników z miasta Tnaram.
- To chyba jakieś zabudowania - odezwał się Kyras wytężając wzrok w ciemnościach.
- Ognisko - zauważył Aragorn.
- W rzeczy samej - przyznał Fett. - Możemy tam przeczekać noc, niebezpiecznie jest się kręcić po tych lasach w nocy.
Podeszli do pierwszych budynków - jak się okazało, była to mała wioska z niewielkim ratuszem, gospodą, szopą i kilkoma domostwami. Po środku znajdowała się studnia, niedaleko której paliło się ognisko. Zbliżyli się do niego i usiedli przy nim.
- Odpocznijcie, przed nami jeszcze kilkanaście kilometrów.
Czaroxxx:
Kyras w chwili odpoczynku, odwinął prowizoryczny bandaż by obejrzeć jak goi się rana. Gdy stwierdził, że jest całkiem nieźle, zawinął go z powrotem. Następnie wyciągnął swój miecz który obejrzał dokładnie po czym zaczął go polerować skrawkiem peleryny z krwi i błota. Chociaż był zmęczony nie mógł, zasnąć cały czas myślał o wydarzenia które przeżył w ciągu ostatnich dni. Walka z harpiami, szczęśliwe przeżycie tonącego statku i walka z cholernie twardym człowiekiem z patrolu.
Kyras lekko poklepał się po miejscu gdzie niedawno został raniony, spojrzał na swoich towarzyszy.
-Cieszę się, że jestem tu z wami. Co z tego, że mogę zginąć. Wystarczy mi to, że jestem u boku prawdziwych wojowników którzy nie boją się wyzwania. -Wojownik uśmiechną się do kompanów po czym w milczeniu dalej czyścił swój miecz.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej