- Altairze, nie wiem kim jesteś teraz, i, szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie to. Szczę na to, czy podoba Ci się mój ton, czy też nie. Jeśli zamierzasz się wpijać w czyjąś rozmowę, to przystosuj się do pewnych zasad, a nie bezczelnie się wcinasz i błyskasz swoim o jakże ciętym językiem. - Fett zmarszczył brwi i odwrócił się do Dragosanigo kończąc tym samym konwersację z z Altairem. - Wybacz, wampirze, że dopiero teraz Ci odpowiem. Wampiry to umarlaki, nie zaprzeczysz. Może i nie są aż tak bezmyślne, ale są nadal żywymi inaczej. Który chłop, który mieszczanin, który hrabia wolałby u siebie gościć wampira, niżeli człowieka? Ludzie się Was boją, tego się nie da ukryć i temu się nie da zaprzeczyć. Zebrane tutaj grono... przynajmniej większość, w tym i ja, ma Was w wielkim poważaniu, jak i Wasze umiejętności i tak zwaną ,,Waszą nieśmiertelność". Ba, nawet i ja powiem, iż jesteście w pewnych chwilach nader użyteczni, chociaż nie pajam do Was miłością. Ale na ilu twarzach tutejszych żołnierzy można ujrzeć strach bądź odrazę i obrzydzenie?- ÂŁowca zamyślił się i położył dłonie na kolanach. - Pytasz o nowe zrzeszenie Samotnych ÂŁowców? Cóż, byłeś świadkiem tego, co się staje czymś, nad czym się pracowało. W tym wypadku mój trud w, powiedzmy, uczczeniu dzieła Trivelara poszedł na marne. To, co większość tych młodzików zrobiło z gildią woła o pomstę do tych Waszych bogów. Najchętniej sam bym kilku tych gnojków odnalazł i przemówił im na swój sposób do rozumu. Ale to już raczej odbiega od tematu naszej rozmowy, drogi wampirze.