Tereny Valfden > Dział Wypraw

Polowanie Na Smoka

<< < (6/10) > >>

Walar:
Walar nie czekał aż dosięgnie go jakiś bełt podstępnych krasnoludów . Zdjął swój łuk z pleców  i lekko wychylając się zza kolumny wymierzył w jednego z kuszników i wypuścił strzałę, która wbiła się prosto w lewą pierś jednego z kuszników pozbawiając go życia. W momencie kiedy ustrzelony przez Walara krasnolód padał na ziemię reszta jego towarzyszy oddała salwę w stronę Walara. Ten ledwo zdarzył schować się spowrotem za kolumnę. Kiedy wszystkie bełty spadły na ziemię myśliwy ponownie wychylił się zza kolumny i tak jak poprzednio zabił jeszcze jednego kusznika krasnoludów.

zabiłem 2 kuszników.
zostało 5 kuszników

Altair:
Altair po zregenerowaniu mocy dzięki czarodziejce, rozwścieczony uniósł kostur w górę i krzyknął w niebogłosy:
-  Iahuxuysh Xuelash Arishesh, Ruesh Anush Arash (Przyzwanie Demona, Magia ÂŚmierci)!
Na dziedzińcu błysnęło fioletowe światło, po chwili kostka na dziedzińcu zmieniła zabarwienie i wyglądała, jakby to było wejście do piekła. Po chwili ujrzeli demona z płonącym mieczem w ręce wpatrzonego w Altair'a.
- Zabij tych krasnoludów, demonie!
Bestia momentalnie wzleciała w górę, i pikując w dół wystawiła przed siebie miecz. Wbiła się w przewodnika. Kiedy potwór wyjął miecz, począł poruszać się bardzo szybko w stronę szeregu kuszników. Miecz wirował jak koło od wozu. Kiedy zbliżał się już do grupy krasnoludów, jeden z nich wystrzelił bełt, który - o dziwo - demon odbił bronią i skierował w stronę serca strzelca. Krasnolud padł martwy, po chwili bestia dotarła do kuszników. Trudno opisać co się stało - w mgnieniu oka w powietrzu pryskała krew, latały ludzkie wnętrzności, czy nawet kończyny. Pozostały kusznik przerażony wystrzelił bełt w kierunku bestii. Demon machnięciem miecza odbił pocisk, który skierował się w stronę ciężko zbrojnego krasnoluda na wschodnim końcu dziedzińca z taką prędkością, że przebił jego tors na wylot. Kolejny strzał strzelca był śmiertelny dla demona. Pocisk trafił go między oczy, a bestia padłszy na ziemię zniknęła.
- To ci dopiero... - rzekł Altair i dobył miecza. Przebiegł kilkanaście metrów do skrzyń, wskoczył na jedną, drugą i wybił się w powietrze wpadając między trzech zbrojnych krasnali. Altair krążył dokoła własnej osi trzymając miecz w poziomie, jak to przystało na porządnego wojownika. W pewnym momencie przypomniał sobie słowa kapitana z wojny z orkami: "Nie czekaj na ich atak, atakuj pierwszy!". I tak zrobił. Ostrze momentalnie poszło w ruch odpychając krasnoludów.
- Chędożony czarodziej w chędożonych gejowskich szmatach! - słyszał krzyki od wojowników.
Podszedł ostrożnie do jednego z nich, natomiast za nim nadal czaiła się reszta. Delikatnie poruszył miecz, po chwili machnął nim z taką siłą, że ciężko było zauważyć jego ruch. Kiedy jeden z nich skinął na resztę, podnieśli topory i ruszli w stronę maga, który nagle zniknął.
- Tutaj jestem! - krzyknął spod ściany.
- Chędożony teleporter! - usłyszał ripostę.
Kiedy podbiegł do niego, ten uniósł kostur w górę i wyrzekł szybko: "Ashush Huash, Grish Izxuash" (Aura Lisza, Magia ÂŚmierci). Wokół niego zebrała się fioletowo czarna poświata, a on sam podniósł nieco wyżej miecz i rzekł:
- Teraz spróbujcie.
Krasnale rzucili się na niego okładając go toporami, ten jednak niewrażliwie stał w miejscu. Po kilku sekundach uniósł miecz, uderzył kilkakrotnie w krasnoluda rozbrajając go, po chwili wsadził mu klingę w serce pozbawiając go życia. Dwóch pozostałych krasnoludów cofnęło się, jednak Altair ponownie wykorzystał moc teleportacji i przeniósł się za ich plecy, a ci nieświadomi po chwili padli od ciosów z tyłu. Dwóch pozostałych również skierowało się w jego kierunku. Ten jednak teleportował się wokół nich bardzo szybko, tak, że nie byli w stanie go trafić. Po chwili w karku jednego z nich znalazło się ostrze Czarnej Klingii, a drugi krasnolud został zdzielony kosturem. Mag był już wyczerpany, więc odszedł do swych towarzyszy, by odpocząć.

Zabiłem 4 kuszników, 6 zbrojnych i przewodnika.
Pozostał 1 kusznik

momo:
Myśliwi nadal ukryci nasłuchiwali odgłosów masakry, jaka działa się na dziedzińcu za sprawą Altaira. W pewnym momencie odgłosy ucichły. Momo wychylił się, by sprawdzić co się działo i ujrzał pobojowisko. ÂŚciany w miejscu gdzie stali kusznicy spływały krwią, natomiast po dziedzińcu porozrzucane były ludzkie kończyny i wnętrzności. Nekromanta zmęczony od walki i rzucenia kilku potężnych zakęć podczas jednej walki, szedł w ich stronę podpierając się kosturem. Nagle coś ruszyło się pomiędzy kolumnami.
- Altair! Za tobą! - Krzyknął elf, po czym jak najszybciej nałożył strzałę na cienciwę i wystrzelił w stojącego na piętrze krasnoluda. Nim jednak kusznik padł martwy od strzały, wystrzelił z kuszy w plecy Altaira. Bełt utknął pod prawym obojczykiem maga...

//Przeciwnicy pokonani
//Zatrzymujemy się do rana (nie koniecznie prawdziwego) mamy czas na wyleczenie ran i przygotowania. Gdyby ktoś potrzebował leczenia, to do mnie, albo jak się zgodzi to do Grega, lub Altaira, ale jest ranny i na razie raczej za słaby na czary.

Giual:
Iliar był ranny więc podszedł do siedzącego moma i poprosiłem go żeby mnie uleczył
- Momo,jestem ranny pomożesz mi jak widzisz.Wtedy pokazałem ranny jakie odniosłem w walce z szkieletami.
- No ładnie oberwałeś zaraz coś z tym.Wtedy momo zaczął coś robić po chwili moje rany zagoiły się.
- Dzięki momo.
Następnie odeszłem od moma i trochę czasu chodziłem sobie bez celu w końcu zauważyłem w oddali Darkona podszedłem do niego i rzekłem
- Jestem Iliar.Po czym czekałem na odpowiedz Darkona.

Altair:
- Ja p***e! K***a j***y s***el niech go c**j strzeli jak słowo daję z***ny c**j! - krzyczał Altair w niebogłosy wyjmując spod obojczyka bełt - momo, pomóż mi proszę, mam jeszcze trochę energii... uleczę się nieco. Podaj mi kostur.
Momo bez słowa podał nekromancie laskę.
- Pomóż mi... dojść do... Ehm... do bramy - momo pomógł przyjacielowi dojść do bramy, ten skierował w kostur w las i mówił dalej - a chybił, trafił. Tam chyba biegnie jakaś wataha wilków - po czym skierował w ich stronę kostur i rzekł jakby nie pamiętając dokładnie słów - Iaosh... Xuupash Elishesh... uhm... Arishesh, Xuysh Ilishash! (Pozbawienie ÂŻycia, Magia Krwi)
Biała kula poszybowała z ogromną prędkością w dół, w kierunku lasu. Po chwili Altair poczuł jak odzyskuje siły witalne, a rana ulega zabliźnieniu.
- No, od razu lepiej. Tylko już z energii to mi nic nie zostało...
Mag wrócił już o własnych siłach na dziedziniec i powiedział jakby do siebie:
- Cholera... szkoda, że żadnego zwierza tu nie ma... Zniewolenie Duszy na pewno przywróciło by mi energię, no ale cóż - po chwili chytrze spojrzał na grupkę szczurów biegających przy paczkach. Dyskretnie uśmiechnął się, spojrzał na boki i niepostrzeżenie spuścił kostur w dół, po chwili rzekł bardzo cichym szeptem - Xuarishesh Elosh Gresh Arishesh, Ruush Izxuysh (Zniewolenie Duszy, Magia Krwi) - zwierzę padło na ziemię i przez około dwie minuty nie ruszało się, aż w końcu padło z wycieńczenia. Altair trochę wzmocniony rzekł do wszystkich - No! Dzięki temu szczu... ekhm, że już odpocząłem, odzyskałem trochę energii. Kto chce leczenia?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej