Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wspólne zadanie Canisa, Zhaia, Assasyna, EnzoFerrari, Samuga,
Niro:
Assasyn wciąż unikał ataków harpii. Taka ilość tych potworów na jednego wojownika była wyzwaniem, jednak w przeświadczeniu syna pustyni, możliwym do sprostania. Nierówna walka ciągnęła się, aż wiedźmy okrążyły klanowicza. Dzieliło go tylko kilka sekund od otrzymania kolejnych ran od przeciwniczek. Musiał się wydostać z zasadzki, a wyjście było tylko jedno. ÂŚcisnął rękojeść miecza, jak miał zwyczaj i wykonał szybkie cięcie ostrzem. Klinga zraniła jednego upiora, który odleciał na chwilę w obawie przed kolejnymi obrażeniami. Złodziej wyszedł z kółka przez lukę, a następnie odwrócił się by zadać cios kolejnemu stworowi. Odciął skrzydło przeciwnikowi, a ten zaczął trafić równowagę w powietrzu. Ohsiańczyk tym razem szybciej uderzył zlatującego stwora, zabijając go. Spojrzał na dwie żyjące oponentki i już miał ruszyć na nie, gdy usłyszał przeraźliwy krzyk. Ukucnął szybko, a sprawcą całego zamieszania była zraniona wcześniej harpia. Unosiła się plecami do Assasyna, więc wojownik miał proste zadanie. Pchnął maszkarę w plecy i przebił ją na wylot. Odszedł parę kroków, by przygotować się do następnych ataków wiedźm.
4 harpie
3 zombie
Canis:
Canis podbiegł doenzo, który parał się z trzema zombie. canis dobył kostura i ostrą częścią zaczął szarżować na umarlaków. nabijali się na kostur jak mięso na stalowy kij. zombie nadal było "żywe". odepchnąłem zombiaki z kija. jeden trafił na ostą skłę nadziewajac się a przytym ginać. pozostałe dwa leżały na ziemi z połamatymi nogami po upadku. niemogły się podnieść. podszedł do nich enzo i dobił je.
4 harpie
Niro:
Ostatnie dwie harpie atakujące Ohsiańczyka też były silnymi przeciwniczkami. Powoli przypierały Assasyna do ściany w grocie, a on nie mógł sobie na to pozwolić, gdyż oponent zyskałby znaczną przewagę. Gdy dwie wiedźmy odleciały parę metrów, aby rozpędzić się i przywrzeć go do ściany, poczekał chwilę, aż maszkary zaczną się zbliżać. W ostatniej chwili zrobił szybki unik, a upiory uderzyły swoimi nogami skały. Człowiek miał już bardzo proste zadanie. Z impetem ruszył na harpie i cięciem mieczy strącił je na ziemię. Uniósł miecze do góry i triumfalnie wbił je w cielska stworów. Ostatnie dwie szkarady wydawały się wyglądać na zagubione, w otoczeniu samych wrogów. Szef Klanu wyjął runę ognia.
- HESHAR! - wykrzyczał, a z jego ręki wyleciał magiczny pocisk, który ugodził oponenta w klatkę piersiową. Ten zapalił się i padł na posadzkę. Klanowicz zadowolony z siebie włożył kamień do uchwytu i wyjął drugi.
- HESHAR! - krzyknął znowu z takim samym efektem. Cały teren wydawał się być czysty.
- Więc - zaczął - Możemy iść dalej, jeśli cokolwiek jest dalej...
Wszystkie potwory martwe
Canis:
Canis triumfalnie podniusł dłoń i skierował swe krokiw głąb jasnego tunelu rożświetlonego pochodniami które zapalił demon. Wszyscy ruszyli bez słowa aprobaty za mną.
szliśmy przez długi korytaż, gdy znowu usyszeliśmy dźwięki stworzeń oraz rechot, złowieszczy rechot, który chwołał nas słowami: "Chodźcie!"
Weszliśmy do okrągłej salki, na której środku siedział wędrowiec, jednak odziany w szaty nekromanckie, bardziej ozdobne niż te co ja noszę.
- Witaj Nekromanto i wy Rycerze, cieszę się że pozwoliliście mi przetestować was i cieszę sie że to wy będziecie oimi wrogami przez najbliższy czas. Canisie, w dość szybkim czasie stałeś się Nekromantą, a to oznacza że albo twój mistrz niema czasu, albo jesteś pojentny i nastaną mroczniejsze czasy. Nieobchodzi mnie to, moim zadaniem zleconym mi przez mego Mistrza, taak, juz o nim słyszałes... moim zadaniem jest pozbycie się ciebie, ale pobawimy się zanim cię unicestwię. teraz mała próbka mojej mocy, a no i oczywiście... jeszcze sie... spotkamy.
Powiedział Nekromanta i w swych dłoniach błyskawicznie skumulował energię, wypowiedział niezrozumiae zaklęcie w skrócie i czar który skumulował, przypominał fioletową kólę o ciemnej otoczce dymnej. Czar błyskawicznie pomknął w moją stronę strasznie mnie raniąc. czar gdy wemnie uderzył spowodował moje odlecenie o pare metrów do tyłu. uderzyłem z wielkim impetem o ścianę, a z mych ust poczeła wycekać krew. szata cała w miejscu uderzenia się spaliła.
- Zaprawdę powiadam wam jak i ci Nekromanto, jeszcze sie spotkamy. Tymczaserm bywaj. - powiedział teleportując się i pozostawiając po sobie kolejny, mniejszy zastąp bestii. na swym tronie pośrodku sali leżą zwitki pergaminu.
Bestie:
4 zombie,
4 szkielety,
6 Harpii
//Jestem mocno ranny, niepomogę wam, co więcej prędzej ja potrzebuję pomocy waszej.//
Tidus:
Zhai odpoczął chwilkę w drodzę, gdy spadła na nas następna chmara potworów i owy nekromanta.... Wziął łuk i jak to robił zawsze, strzelał jak najęty, ramię przestawało boleć, rana po strzale nie ugrzęzła aż tak głęboko, jak na początku myślał. Z łuku zabił 3 Zombie.
Bestie:
1 zombie,
4 szkielety,
6 Harpii
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej