Tereny Valfden > Dział Wypraw

Podziemia

<< < (18/19) > >>

kubason:
Bezio spojrzał na Grega i na Samuga...zobaczył że są zajęci i nie widzą jak jeden ze szkieletów się zbliża. Bezio wstał i z zakrwawionym toporem podbiegł do szkieta wyprowadzając cięcie. Szkielet obronił się przed uderzeniem Bezia. ale nie przupuszczał że ten go kopnie. Szkielet upadł na ziemię i wypuścił miecz z ręki. Bezio uderzył szkieleta w czaszkę rozcinając ją. Spojrzał nieopdodal i zobaczył drugiego szkielta idącego na niego. Stanął na przeciwko szkielta i wymachnął toporem, niestety nie celnie. Szkielet uderzył z pięści w Bezia i ten padł na ziemię. Szkielet miał już uderzyć i zabić leżącego Bezia, lecz ten zablokował cios i kopnął szkieleta obiema nogami. Ten poleciał 2 metry dalej. Bezi wstał i walnął z całej siły w klatkę piersiową besti, zabijająć ją.


Tidus:
Następne dziadki do koszenia...

Tego mi zostawić!. Wydarł się łowca na całe gardło po czym wyjął miecz i nie zdążył nim zaatakować, gdyż jeden ze stworów zaatakował go pierwszy, szczęśliwie cios został w bardzo dużej mierze sparowany przez miecz i Zhai mógł kontynuować walkę, lekko oszołomiony uderzył go z lewej to z prawej lecz z niewiadomej przyczyny nie potrafił go wykończyć. Trwał z nim tak przez chwilę aż wreszcie gdy doszedł do pełnej świadomości jeden atak wytrącił miecz z jego łapska i dopiero po serii wściekłych ataków potwór zdechł.

Jeden leży

momo:
Momo wypuścił strzałę z łuku, trafiając prosto w czaszkę jednego z ożywieńców. Spruchniała kość rozpadła się na kawałeczki pozbawiając go źródła życiowej energii. Kolejny z przeciwników zaatakował momo swoim ciężkim dwuręczniakiem. Elf uchylił się unikając zranienia zardzewiałym ostrzem, po czym potężnym kopniakiem pozbawił szkieleta nogi od kolana w dół. Pozbawiony równowagi szkielet upadł na ziemię rozpadając się na kawałeczki, elf na wszelki wypadek rozgniutł nogą jego czaszkę.

[2 padły]

Alsvithe:
-Rooooooooaaaaaarrr!!-z tym oryginalnym okrzykiem Alsvithe rzuciła się prosto w ramiona (kości przedramienia? obojczyki?) kościotrupów. Jeśli kupa kości jest w stanie być czymś zaskoczona, to pierwsza ofiara miecza elfki właśnie taka była. Jeden krótki cios pomiędzy kręgi i trzęsący się zabawnie kadłubek podleciał gdzieś do góry. Siła rozpędu wrzuciła jednak Alsvithe pomiędzy cztery inne trupy; stojąc więc między nimi, czujnie nasłuczortąc tych z tyłu i obserwując tych z przodu, usłyszała w końcu grzechoczące kości od strony lewej łopatki. Nawet się nie odwracając zamierzyła się prawą ręką i uderzając niczego się nie spodziewającego tego z tyłu z prawej; głowa potoczyła się po podłodze, a elfka wchodząc na miejsce wyeliminowanego wroga pozbyła się też tego pierwotnie się na nią zamierzającego. Z tym że teraz otaczało ją już kolejnych pięć stworów z niezbyt przyjaźnie szczerzonymi żuchwami...

3 out, ale przydałaby mi się mała pomoc...

Samug:
Samug powoli odzyskiwał świadomość. Gdy otworzył oczy zarejestrował dwie rzeczy. Pierwszą były odgłosy walki natomiast drugą Greg. Potem dostał w twarz.
- Przestań! Już mnie cholera ocuciłeś. Gdzie mój miecz?
- Tutaj. Masz i wracaj do walki. Następnym razem bardziej na siebie uważaj.
- Jasne. Jakieś inne mądre rady?
- Przestań strzępić jęzor i bierz się za te szkielety.
- Greg.
- Co?
- Dzięki.
Dracon tylko się uśmiechnął i ruszył do walki. Samug złapał swój miecz i pognał za przyjacielem. Nagle z lewej zaatakował go szkielet. ÂŁowca zwinnym ruchem uniknął ciosu jednocześnie uderzając zakutą w żelazo pięścią. Czaszka przeciwnika pękła a reszta kości rozsypała się.


[Poszedł 1]

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej