Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wyprawa na mityczną wyspę
Sado:
Idać dalej znaleźliscie drzwi. Otwierając je zauważyliście dwa miecze i dwie tarcze. Wzięliście je i wróciliście do głównego pomieszczenia. Tam także był skarbiec, a w nim tysiące sztuk złota. Wzięliście je ze sobą. Znadjując nowe wyjście, wynieśli
ście Altaira i już razem udaliśmy sięna  statek. Następnie popłynęliśmy do Ombros.Â
//Możecie sobie popisać//
Enzo:
EnzoFerrari podszedł do Lorda Sado :
-Proszę oto twój miecz. I tak nie będzie mi już potrzebny - Poczym podał Kieł Smoka Lordowi Sado.
Grison:
Greg trzymał sie blisko burty statku rozmyślając o osobach które poległy bądź zagineły.
- Cholera, za dużo ich. Stanowczo za dużo- powiedział sam do siebie Greg. Następnie łowca podszedł do Assasyna.
- Witam cie. Co prawda obaj biegaliśmy przez te kilka dni jak kot z pęcheżem po tej przeklętej wyspie ale mimo to nie zamieniliśmy nawet kilku słów drogi Assasynie. Tak więc, co tam u wodza klanu?- powiedział Greg patrząc na członka klanu.
Niro:
Assasyn był rad z tego, że uczestnicy wyprawy odpłynęli już z wyspy. Swoim zwyczajem oparł się o burtę i starał się słuchać szumu fal i wrzasku mew. Coś mu jednak w tym przeszkadzało. Nie liczyła się już zniszczona zbroja, przeżycia z tej przygody, ani podniecenie z powodu otrzymania, już za parę godzin swojej części łupu. Teoretycznie mógł teraz otrzymać więcej, z powodu śmierci aż siedmiu osób, ale chyba pierwszy raz pieniądze nie miały dla niego żadnego znaczenia. Widząc poległego Altaira nie myślał o ludziach, którzy go teraz opłakiwali. 'Jego opłakują, a tamtego pozwolili zatłuc jak pieprzoną świnię, a później potraktowali go jak jakiegoś pieprzonego indyka... Jak pieprzone zwierze...' - opuścił głowę - 'Nikt się nie pofatygował, żeby zabrać jego ciało... Nawet ja... Każdy myśli o swojej dupie kiedy jest mu wygodnie, a kiedy indziej udaje przyjaciela' myślał klanowicz. Był pełen goryczy i złościł się, zarówno na siebie jak i na innych. Zakończył na tym swe refleksje. Szukając ukojenia zamknął oczy i wrócił do nasłuchiwania odgłosów morza...
(nie)bezimienny:
"No i koniec tej wyprawy", pomyślał (nie)bezimienny, który rad był z tego, że po kilku okropnych, męczeńskich dniach zobaczy wreszcie Ombros. Spojrzał na błękitne fale, które lekko kołysały statkiem. Przypomniał sobie najgorsze chwilę na wyspie - walkę z potworami, śmierć Tkorona... Kiedy pomyślał o Tkoronie miał wyrzuty to wszystkich...do siebie... że nikt nie zabrał jego ciała. Poległ i już nie powstanie. Spojrzał z obrzydzeniem na Sada, "ta włochata, skrzydlata świnia, nic się dla niego nie liczy... Faworyzuje jednych, poniża drugich." pomyślał po czym odwrócił się do Haknera. Powiedział do niego:
- Oto twój miecz...
Po czym wręczył wampirowi "Zemstę Demona" i tym razem powiedział do Assasyna:
- Ta wyprawa była ciężka... Nie tylko fizycznie, lecz tez emocjonalnie i duchowo... Skoro nie ma już Tkorona to czy Kondri dostanie pod dowództwo jego grupę???
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej