Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wyprawa na mityczną wyspę

<< < (15/19) > >>

Rakbar Nasard:
O cholera, Ant, Ant! – zaczął się wydzierać MeGiddo ale bez skutku Antelius nie odpowiadał. ÂŻołnierz był bardzo zdenerwowany, zaczął biec w stronę cyklopa. Wyjął w biegu swe ostrze i trzymał w dwóch rękach. Był już bardzo blisko. Nagle skoczył w na brzuch cyklopa. Ten zaś bardzo mocno potrząsał ciałem, bardzo to utrudniało żołnierzowi zadanie ciosu. Niespodziewanie wbił miecz w brzuch giganta, ostrze to do połowy się zanurzył w jego ciele. MeGiddo zdołał wyciągnąć ostrze i wbić je ponownie ale tym razem głębiej. Cyklop z bólu machał rękami aż nagle ręka z obciętymi palcami uderzyła żołnierza tak, że odleciał na kilka metrów i z impetem uderzył w podłogę. Miał złamaną lewą rękę i połamanych kilka żeber. Z początku nie mógł się w ogóle ruszyć, ból był potwornie wielki. Cyklop obmazany własną krwią wymachiwał rękoma tracąc przy tym większość swojej energii.

Grison:
- Zobaczymy czy te skrzydełka są czegoś warte- powiedział sam do siebie Greg po czym rozłożył czarne skrzydliska i wzbił sie w powietrze odbijając się umięśnionymi Dracońskimi nogami. ÂŁowca leciał w górę po czym na wyskokości głowy cykolpa zaczął lecieć w stronę potwora. Bestia świadomo niebezpieczeństwa w jakim się znalazła zamachnęła się swym olbrzymim morgenstarnem po czym wycelowała go w lecącego Grega. ÂŁowca odczytując intemcje cykolopa przyspieszył i poleciał jeszcze wyżej. Następnie zawirował w powietrzu zmylając cyklopa po czym ciął go bardzo dotkliwie w prawą stronę szyi przecinając chrząstki i żyły. Cyklop zawrzeszczał z bólu i złapał się lewą ręką za szyję, z której jak ze źródła ciekła niemalże czarna posoka. Greg natomiast zawrócił i wyminął potwora. Następnie wylądował na ziemi w stosunkowo bezpiecznej odległości od cyklopa.

Rakbar Nasard:
ÂŻołnierz zdołał się podnieść, czuł niesamowicie wielki ból jeszcze dotąd nie zaznał go aż tak bardzo. Trzymał w prawej ręce ostrze. Popatrzył jeszcze na cyklopa, który był już osłabiony, ponieważ stracił bardzo dużo krwi. Nie miał już sił, przestał wymachiwać rękoma. MeGiddo pragnął jeszcze zadać choć jeden cios. Jednak i on nie miał sił, by wbić ostrze w to grube cielsko. Cyklop był w tym czasie zajęty czarnym drakonem, który latał mu koło głowy. ÂŻołnierz wykorzystał moment i podszedł od boku cyklopa po czym wpił mu w lewe udo miecz, przeszył on całe udo. Najwyraźniej przebił również tętnice ponieważ z nogi zaczęła tryskać krew. Wyjął miecz i odszedł w bezpieczne miejsce. Był prawie cały we krwi. Po cichu mamrotał sobie coś pod nosem:
- No teraz mogę popatrzeć na innych, moja rola w tej walce została odegrana i to nie tak źle jak się na to zapowiadało.

Sado:
"No to koniec" - pomyślał Sado i wypuścił strzałę w serce cyklopa. Potwór złapał się w za swą klatkę piersiową i uniósł głowę do góry. Dracon uniósłÂ miecz i podlatując do góry wbiłÂ go z całej siły, w organ, dz
ięki któremu bestia jeszcze żyła. Trysnęła czarna krew. Cyklop wziąłÂ głęboki oddech, zamknąłÂ powiekę i wyszeptał w ludzkim języku:
- Przybyłeś... tylko... po... nie?
- Tak, cyklopie.
- Słyszałem... że... twa... rasa... nie... walczy... z... innymi.
- Wprawdzie jestem Draconem... ale dążę do potęgi. Nie chcębyć słaby tak jak moi bracia. Zamierzam wyrżnąć wszystkich słabych i niepotrzebnych... Usłyszysz jeszcze o mnie cyklopie... o Sado Kherze... usłyszysz o nim, nawet w królestwie Beliara! - rzekł Dracon, wyciągnąwszy miecz i zaltujący na ziemię. Cyklop runął na podłogę martwy. Dracon podszedł do niego, otworzył mu powiekę i zaczął wydłubywać oko. Po chwili schował je ostrożnie do plecaka, który zostawił  w kącie sali.
- No to... żyjemy! - kiwnął głową Gubernator - poległo 7 osób na 23... ale ważne że my żyjemy. Chodźcie dalej...
Skierowali się w stronę następnych drzwi. Sado podszedł do nich i pchnął... nie ruszyły. Były to ciężkie stalowe drzwi. Dracon wyciągnął wytrych i ostrożnie zaczął grzebać w zamku... jednakże bez skutku. Nagle spojrzał na skrzynię. "Hmm... to jest to!" - pomyślał duchu i podszedł do niej. Wsunął ostrożnie wytrych i spróbował otworzyć zamek. Po chwili coś szczęknęło i mechanizm ustąpił "ÂŚwiet..." - pomyślał i cicho syknął. Podniósł palec do góry i dokładnie go obejrzał. Na twardym opuszku widniała mała dziurka, z której wypływała krew. Następnie Dracon spojrzał na skrzynię. "Cholera! Była... zabezpieczona pułapką... to trucizna!" - pomyślał dostrzegając małą igiełkę, po której spływała zielona ciecz... trucizna... "Uspokuj się..." - pomyślał i schylił się jeszcze raz, otwierając skrzynię. Był w niej klucz. Dracon wziął i podszedł do drzwi. Głośno sapiąc powiedział wszystkim:
- Tu... macie klucz... otwórzcie drzwi... i... - przerwał wdychając powietrze - sprawdzie co jest w środku... ja... muszę odpocząć.
Po czym zachwiał się, lecz utrzymując ciągle równowagę wyprostował i usiadł obok swego plecaka.

Niro:
Ohsiańczyk pierwszy poszedł pod klucz. Widząc zmęczonego Sada rzekł:
- Uważaj, bo skończy się na tym, że trucizna się zabije. To chyba byłoby coś w rodzaju ironii - mruknął. Trzymając klucz w ręce powiedział do uczestników wyprawy:
- Wszyscy miejscie się na baczność, bo nie do końca wiemy co tam właściwie może być. Niech każdy kto ma łuk i strzały napnie cięciwę, żebyśmy mogli pozbyć się ewentualnego niebezpieczeństwa...
Klanowicz ustawił się koło drzwi, tak aby nie zostać zaatakowanym przez jakieś stworzenie, które mogło się tam znajdować. Czekał aż ludzie, którzy mają broń palną ustawią się na swoje pozycje...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej