- Czego się nie robi dla przyjaciół. - Siedział jeszcze chwilę, nie ruszając się z miejsca. Walka z wampirami nie trwała długo, lecz była trochę wyczerpująca, zważywszy na zwinność przeciwników, którzy sprawiali wielkie problemy świeżo upieczonemu rycerzowi. Funeris nie był jakoś specjalnie dobrze wyszkolony technicznie, ale nadrabiał sporo zaangażowaniem i sprawnym umysłem, który potrafił zdziałać cuda nawet w najbardziej beznadziejnych sytuacjach, potencjalne śmiertelnie niebezpiecznych. Przed przekroczeniem dracońskiego portalu do Valfden, Poeta nie musiał co chwila przedzierać się przez zastępy różnych bestii, czy bandytów. Fakt, zaciągnął się raz jako najemnik u jakiegoś panicza, który chciał mieć własną armię, ale kilka miesięcy na głodowym żołdzie spędzone na jakimś zadupiu nie czyniły z nikogo świetnego wojownika. Człowiek dopiero oswajał się z nową rolą.
- Pomóż mi wstać, bracie - powiedział, wyciągając rękę w stronę Lucasa, który jeszcze stał przy nim.