Pierdolone zasadzki... Jak tego nie przeżyję, to kogoś zabiję. Jak Zartata kocham, komuś dzisiaj spadnie głowa z karku i nie będzie bynajmniej to moja głowa.Kilku przeciwników naprzeciwko niego. Najemnicy - zwyczajnie ubrani, zwyczajnie wyposażeni, jak to najemnicy. Oni wszyscy wyglądali podobnie, nawet blizny mieli w podobny miejscach. To chyba jakaś stała kosmiczna, reguła, że pod każdą szerokością geograficzną najemnik musi być nieco obszarpany, ale porządnie wyposażony i musi mieć na styranej wojną twarzy jakąś bliznę. Mniejszą, większą, nie ważne - musi być jakaś. Ten pierwszy, który ośmielił się przyspieszyć kroku, też miał jedną. Przez cały policzek, a jakże!
Zartacie, pomóż mi z tego wyjść, a zyskasz tak wiernego wyznawcę, że Szarik ze sławnego eposu będzie mi mógł co najwyżej resztki z wieczerzy wyjadać. Myślał to wszystko, gdy i on sam ruszał do przodu. Przeciwnik miał długi, dwuręczny miecz, który jest z reguły powolniejszy, ale posiada zdecydowania większą siłę rażenia. Nie wiedział jednak, że Funeris ma w ręku małego czarnucha, który potnie go w kawałeczki, zanim jeszcze tamten zdąży zwrócić uwagę na odpadającą kończynę. Wykorzystując siłę rozpędu wpadł tarczą i całym ciężarem ciała na człowieka. Wiedział, że tamten wykona zamach, by spróbować powalić Funerisa jednym mocnym ciosem. Rekrut Bractwa był jednak szybszy i naparł pierwszy. Wybił z rytmu najemnika i wbił mu miecz z czarnej rudy tuż na kroczem, gdzie kończył się jego napierśnik. Minerał, z którego wykonano brzeszczot bez najmniejszego trudu przebił warstwy pancerza i wgłębił się mocno w ciało, pokrywając się czerwienią.
Poeta wyciągnął klingę z umierającego ciała, blokując cios następnego przeciwnika, który się zbliżył. Zbił podły sztych w prawo, tuż obok nogi. Odskoczył kawałek do tyłu, z tarczą trzymaną przed sobą i mieczem rządnym krwi ofiar. Sparował następny cios, który szybko został wyprowadzony i sam zrobił wypad, odpowiednio pracując nogami, mierząc w wewnętrzną stronę uda szmaciarza z niemalże dwumetrowym mieczem. Przecięta arteria powinna szybko zabić najemnika.
Swoją wierną towarzyszkę tarczę trzymał cały czas przy sobie, zasłaniając się ewentualnym następnym atakiem. Starał się stać jednak blisko ścian budynku - na tyle daleko, by mieć swobodę ruchów, ale też na tyle blisko, by jego przeciwnik, do którego mierzył, był jedynym człowiekiem, który mógł mu coś zrobić. Następny napastnik musiałby go obejść i nie mógł w tamtej chwili wykonać żadnego śmiercionośnego ciosu.
//3 ludziów - 1 = 2 pozostałych przy życiu najemników, jeden atak na następnego czeka na akceptację.
I nie czepiaj się kolegi, ładnie się wyżył na trzech gościach.
