Nie przejmując się zupełnie zagrożeniem ze strony bandytów ujęłam miecz oburącz i rzuciłam się na jednego z plądrowników. Zręcznie zbiłam sztylety, wykorzystując przewagę dłuższego i cięższego ostrza. Jeden udało mi się wytrącić z jego rąk, a gdy człowiek cofnął się, przestąpiłam krok do przodu, uderzając straszliwie znad głowy. Klinga z obrzydliwym chrzęstem wbiła się w jego obojczyk, doskonale pomiędzy szyją, a ramieniem. Nie tracąc czasu na wyciąganie ostrza, wyciągnęłam kiścień. Jeden z bandytów zaatakował mnie, uderzając mieczem. W ostatniej chwili zdążyłam ściągnąć tarczę, ostrze bez szkody ześlizgnęły się po stali. Wtedy srebrna kula na łańcuchu zadzwoniła złowrogo, gdy potrząsnęłam lekko kiścieniem, ważąc go w dłoni. Zawinęłam nim, uderzając zamaszyście z boku. Miecz nie mógł nic poradzić straszliwej broni. Huknęłam go przez ramię, poprawiłam z drugiej strony, doskonale wykorzystując bezwładność zawieszonej na łańcuchu kuli. Pierwsze uderzenie mógł wytrzymać, drugiego nie za bardzo, zmiażdżyłam mu kości w obu rękach. Gdy pochylił się, przyciskając ramiona do brzucha, zamachnęłam się, uderzając znad głowy. Mózg rozprysnął się na kawałki, obryzgując wszystko dookoła. Mało elegancka śmierć. Odwróciłam się do ostatniego wroga, przemieściłam na miejsce obok niego. Obuch już zataczał okrąg, uderzając go w bok. Próbował zastawić się mieczem, ale z łatwością przełamałam blok. Odepchnęłam go gwałtownie telekinezą i uderzyłam szerokim zamachem w kolano, miażdżąc je. Gdy upadał, huknęłam w nieosłoniętą niczym czaszkę.
- No, to by było na tyle - mruknęłam, nie kierując słów do nikogo konkretnego.
Przywódca - ogłuszony i ranny
0x Plądrownik