Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wyprawa po Nasiona
Chabacik:
Chabacik widząc że przybywa coraz więcej goblinów postanowił dobiec do mniej doświadczonych łowców aby im pomóc. Bestie nacierały ze wszystkich stron. Walka była coraz bardziej zaciekła, na jednego łowcę przypadało po kilka goblinów!
- Brońcie sie! - krzykną Chabacik
Młody łowca dzielnie odparowywał ciosy goblińskich stad. Lecz było mu coraz ciężej. Goblinom udało się przebić zbroję łowcy. Chabacik miał coraz więcej lekkich ran. Kapitan Greg widząc że uczestnik wyprawy nie radzi sobie podbiegł do niego i rozpoczą masakrę. Przy nim gobliny były małe i bezbronne. Chabacik stał jak wryty przypatrując się Gregowi.
- Wow, nieźle. Może przyjdę na korepetycje ?
- Jeśli chcesz. - odpowiedział Kapitan na pytanie Chabacika.
- Dobra, wykończmy ich ! - Krzykną któryś z łowców.
Anaconda:
Gdy walka rozgorzała Anaconda stał z tyłu, nie miał zamiaru wchodzić w głąb lawirującego i sieczącego we wszystkie strony tłumu, uznał, że jest to zbyt niebezpieczne. Myśliwy usiadł na kamieniu, obserwował bitwę i wyczekiwał momentu w którym będzie mógł bez problemu związanego z tłokiem pokazać swój kunszt bitewny. Gdy między mniej doświadczonymi łowcami lawirowały gobliny próbujące się wydostać i uciec z jaskini, dwóm potworkom udało się wyskoczyć z pola bitwy. Gdy te piszczące z przejęcia i szczęścia, jakie je spotkało uciekały, Anaconda wiedział, że może się na coś przydać. Wyciągnął swój łuk i naciągnął cięciwę, strzała poleciała prosto w grzbiet goblina, ten zawył i po chwili upadł martwy. Drugi potworek zauważył co spotkało jego kamrata i szybko wskoczył w krzaki by umknąć wzrokowi łowcy, ten nie zwracając na to zbytniej uwagi naciągnął drugą strzałę i wystrzelił ją prosto w krzaki. Chaszcze zatrzęsły się, a goblin wydarł z siebie piski bólu po czym padł martwy. Gdy Anaconda odwrócił się w stronę bitwy, zauważył, że dobiegła ona końca, na szczęście nikomu nie stało się nic poważnego. ÂŁowca zszedł z kamienia i podszedł do reszty grupy.
Boba Fett:
- Dobrze, muszę Was już opuścić - rzekł Piero po zakończonej potyczce.
- Ja także - powiedział Samug. - Czekają na Nas w Ombros, a dokładniej Król na Nas czeka.
Fett kiwnął głową, po czym mniej doświadczeni łowcy opuścili grotę zmierzając do Twierdzy, a tam do portu.
- Hej - krzyknął .:KERTH:. - Zobaczcie, co znaleźliśmy.
Dwójka Samotnych ÂŁowców, która ponownie udała się w głąb jaskini, tym razem miała zapełnione ręce po brzegi w sakiewkach. Podeszli oni do przywódcy i rzucili mu je pod stopy.
- Wygląda na to, że nie odejdziemy stąd z niczym. Te małe bestie musiały to chomikować już od dawna - stwierdził Kapitan Greg.
- Wsadzać to do torby i ruszamy dalej - oświadczył Fett.
- Nie sprawdzimy nawet, co i ile tego jest w środku tych mieszków? - zdziwił się Chabacik.
- Nie ma na to czasu - rzekł Crisis zgadzając się z tokiem myślenia Boby Fetta. - Najważniejsze są dla Nas teraz rośliny, łupami zajmiemy się po powrocie.
ÂŁowcy nagród bez słowa ruszyli ku wyjściu jaskini - Fett wraz z Gregiem rozpoczynali kolumnę, a Crisis z Anacondą ją kończyli...
Grison:
Grupa łowców szła dłuższy czas przed siebie. Droga była prosta, a na swojej drodze nie spotykali żadnych stworzeń mogących im w jakikolwiek sposób zagrozić. ÂŁowcy szli w ciszy, gdy nagle odezwał się Chabacik:
- Cholera panowie tyle złota, a my nawet go nie przeliczymy. Toż to prawie grzech.
- Nie marudź Chabacik. Przecież, że się śpieszymy. Tak więc zamknij jadaczkę i postaraj się dojść do celu w jednym kawałku- powiedział Crisis z końca grupy
- Ech... no dobra- odpowiedział młody łowca
Nagle wtrącił się przysłuczortący się rozmowie Kapitan Greg
- Ejże Crisis! Nie dziw się młodemu. Nawet ja jestem ciekaw ile złota jest w sakiewkach. Ale jakoś...
- Cisza!- krzyknął Boba Fett. Czujecie?
- Co?- spytali hurem łowcy
- Woda, jezioro... i trucizna- powiedział cicho Fett
- Ha! Tak się składa, że mamy przed sobą jeziorko z topielcami bagiennymi- powiedział Greg
ÂŁowcy ruszyli szybkim krokiem przed siebie, a zapach trucizny unoszący sie w powietrzu był coraz wyraźniejszy...
Anaconda:
Po kilkunastu przebytych krokach Boba Fett dał znak by się zatrzymać i być cicho, po czym sam poszedł dalej skradając się. Łowcy czekali na przywódcę kilka minut czekając na wieści o czekającej ich walce. Po chwili z pomiędzy krzaków wyszedł szef gildii.
- Mogło być gorzej, przed nami piętnaście topielców, pięć siedzi w wodzie, a dziesięć wygrzewa się na brzegu - powiedział Boba Fett gdy tylko był już blisko kompanów - Plan jest taki... - łowca zaczął rysować na ziemi prowizoryczny plan - Tu jest jezioro, tu jest mała skarpa i krzaki wraz z kamieniami,a po lewej jeszcze więcej chaszczy. Tam się schowamy, nie ma sensu walczyć w zwarciu gdy można wykorzystać teren na naszą korzyść...
- Naszykujcie swoją broń dystansową! - powiedział podniesionym głosem Crisis po czym spojrzał na Boba Fetta - Część schowa się w jednych chaszczach, a reszta z drugiej strony? - spytał.
- Owszem, ruszamy. - odpowiedział przywódca, zacierając prowizoryczny plan i wydał rozkaz wymarszu.
Po niedługim czasie Boba Fett nakazał zwolnić i dał znak, że są już blisko celu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej