Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wyprawa po Nasiona
Crisis:
ÂŁowcy przygotowywali się do ataku. Wszyscy zbierali się na pozycje, które zostały im przydzielone. Crisis i Anaconda ze swoją grupą byli już na miejscu, wszyscy, którzy mieli kusze przygotowali się do strzału. Crisis spoglądał na krzaki po przeciwnej stronie, zobaczył tam Bobę Fetta, który dał znak, że są gotowi. Zastępca przywódcy gildii łowców nagród odwrócił się i powiedział:
- No dobra, szykujcie się. - po chwili wszyscy byli gotowi do strzału. W pewnym momencie można było usłyszeć głos przywódcy krzyczący "Teraz", nie trzeba było czekać. Bełty wyleciały w stronę topielców.
Grison:
5 topielców padło martwych od strzał i bełtów wystrzelonych z zabójczej broni łowców.
- Dobrze! Teraz Szarża panowie!- krzyknął Greg wyciągając miecze.
Reszta łowcó chcąc nie chcąc również wyciągnęła bronie i podążyła za Gregiem.
Kapitan biegł prosto na jednego z topielców i szybko nie oglądając sie na nikogo wbił bestii miecz w gardło. Nastęnie spojżał na Anacondę, który zablokował tarczą cios topielca, a potem przybił bestii łeb tarczą do ziemi. Następnie jedynie wbił mu miecz w kark. Tymczasem Greg uskoczył od ciosu kolejnej bestii i wbił jej miecz w grzbiet przekręcając ostrze w coele ofiary.
Boba Fett wirował dwoma mieczami tak aby topielec nie mógł wykonać jakiegokolwiek ruchu do przodu, a następnie wbił zwinnie miecze potworowi w szyję z obu stron. Tymczasem Crisis przygwożdzony przez dwa topielce nie mógł zaatakować jedynie skutecznie bronił się tarczą. Widząc to Boba Fett podbiegł czym prędzej do swego zastępcy i ugodził śmiertelnie topielca w plecy. Crisis wykorzystujac sprzyjającą sytuację odepchną topielca tarczą i wykonał obrót podcinając kreaturze gardło. 11 topielców padło...
Chabacik:
Chabacik wyszedł zza krzaka i spróbował zbliżyć się po cichu do topielca. Zaczą się skradać.Gdy był już dostatecznie blisko aby uderzyć topielec spostrzegł łowce i przewrócił go swoją wielką łapą. Bestia miała już zabić oszołomionego Chabacika gdy przez jej łeb przebiło się ostrze Kapitana Grega.
- Znowu ratujesz mi skórę!
- Spoko stary - mówiąc to podał rękę łowcy aby pomóc mu wstać
- Dobra od tej pory będę się trzymał ciebie
Następnie ruszyli na pozostałe topielce.
- Słuchaj - mówił Greg do chabacika - ty odwróci uwagę besti a ja wtedy ją zabije
- Dobrze, zróbmy tak - zgodził się chabacik
Podbiegł do pobliskiego topielca i zadał mu ranę. Stworzenie natychmiast rzuciło się w pogoń za uczestnikiem wyprawy. Chabacik biegł w stronę Grega, gdy byli już dostatecznie blisko Kapitan odcią łeb besti.
Anaconda:
Pozostałe dwa topielce (-o ile dobrze policzyłem-) zostały okrążone przez łowców, starsi stażem łowcy stanęli naprzeciw im, a reszta zagrodziła im drogę ucieczki. Gdy topielce zaczęły charczeć i parskać na łowców, do ataku ruszyła pierwsza dwójka; Boba Fett i Crisis, walka była krótka, zastępca ruszył przodem zasłaniając się tarczą i przyjął na siebie pierwsze uderzenie potwora, w tym czasie Boba Fett piruetem siekąc wokół mieczem znalazł się za topielcem raniąc go po drodze w bok, gdy bestia ryknęła z bólu, szef gildii przeszył ją swoim mieczem zakańczając jej żywot. Tymczasem Greg i Anaconda zajęli się iswoim topielcem, łowcy szli ramię w ramie. Topielec zdezorientowany nie wiedział na kogo się rzucić i w ostatecznej decyzji wpadł pomiędzy mężczyzn którzy uchylili się i w prawie tym samym momencie przeszyli jego grzbiet mieczem, topielec padł martwy. Łowcy odetchnęli z ulgą, że to już koniec bitwy po czym wyczyścili swoje miecze. Następnie Boba Fett nakazał tym co potrafią zebrać truciznę (-jeżeli można podczas wyprawy-), a następnie wyprawa skierowała się dalszą drogę.
- Wiesz Greg, to był mój topielec, to ja go zabiłem - powiedział Anaconda śmiejąc się zarazem, łowca odpowiedział mu tylko równie szerdecznym śmiechem.
Boba Fett:
- Ruszamy dalej - oświadczył Boba Fett, gdy cała trucizna i inne dobra zostały już zebrane z martwych topielców.
Cała ekspedycja zaczęła marsz - nikt zanadto nie wiedział, dokąd tak naprawdę zmierzają. Wokół rozpościerały się lasy i malutkie łąki, a w oddali można było zobaczyć niezbyt wysokie skaliste góry. Co bystrzejsi łowcy nagród zrozumieli, że to właśnie w ich stronę zmierzali...
Po godzinie drogi dotarli do celu - przed Nim widniał niezbyt szeroki wąwóz, który liczył sobie na oko półtora kilometra długości.
- Mamy tam wejść? - spytał Cor Kalom podczas marszu.
- Jak najzupełniej - odparł mu Anaconda nie zatrzymując się ani na chwilę. - Nie ciągnęliby Nas tutaj, gdybyśmy nie mieli przedostać się na drugą stronę.
Młodszy łowca kiwnął głową i przez resztę drogi milczał. Po trzystu metrach nagle w oddali Samotni ÂŁowcy usłyszeli dziwny skrzek.
- Skądś to znam - zastanowił się Crisis. - To bodajże...
- Harpie! - krzyknął Chabacik wskazując palcem na prawe zbocze wąwozu.
- Są z każdej strony! - zawtórował mu KERTH.
- Do broni! - tym razem wydarł się Kapitan Greg.
1. <wszystko można zbierać>
2. <harpii jest 10>
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej