Tereny Valfden > Dział Wypraw
Lord Sado - nauka umiejętności III
Sado:
Sado wziął jedynie miecz i podszedł do stwora. Zranienie było bardzo trudne, gdyż zazwyczaj był przyzwyczajony do unikania ciosów. Wreszcie krwiopijca wbił swe żądło w lewe ramię swego przeciwnika. Sado wkurzony przedzielił bestię na dwie części swoim mieczem. Ziele nadal trzymał w ręce. Podszedł instruktora i rzekł niezrozumiale:
- Hmmm... wszystko było dość proste... tylko nie rozumiem... ... mam zjeść tę roślinę, czy przyłożyć ją sobie do rany? ;/
Boba Fett:
- Miałeś ją zjeść - powiedział z rezygnacją nauczyciel.
- Za późno - odparł gubernator próbując się uśmiechnąć mimo przeszywającego bólu. - Co teraz? - spytał.
- W Twoim ciele jest dość trucizny, by za jakiś czas Cię powalić i zabić, a więc trzeba temu przeciwdziałać. Trzymaj. - Mentor rzucił mu znowu jakąś roślinę. - Tym razem ją zjedz.
- Jakie będą efekty?
- W minimalnym stopniu zniweluje działania jadu, ale tylko na tyle, byś nie umarł. Twój organizm dodatkowo będzie się do niej przyzwyczajał. Byś mógł trenować odporność, będziesz musiał albo powatarzać dzisiejszą czynność, albo spożywać truciznę z fiolek, jak wolisz. Twoje ciało z czasem przywyknie, aż trucizna z tego typu powtora nie będzie Ci znacząco zagrażać.
Lord Sado kiwnął głową, po czym zjadł otrzymane zioło.
- Jak widzisz oraz czujesz, krwawisz. Czas się zająć Twoją raną. Tu masz kilka bandaży, nożyczki i szwy. Musisz sprobować sam siebie zoperować.
Sado:
- Ech... nie można po prostu użyć magii? - zapytał się ironicznie Sado znając odpowiedź z góry
- Nie...
- ...
Sado spojrzał na swe ramię. Nie było źle... to tylko krwiopijca... a jego skóra wytrzymywała nie jedne rzeczy w Nordmarze. Szybko przebił skórę w kilkunastu miejscach, po obu stronach rany. Przeprowadził przez nie szwy i zacisnął. Zmarszczył brwi z bólu, lecz uśmiechnął się i związał w supeł. "Kolejna blizna do kolekcji" - pomyślał patrząc na gigantyczną bliznę widniejącą w poprzek na jego torsie. "Dobrze, ze nie trafiła w prawe ramię, bo mogłoby się stać coś ze znamieniem" - dodał w myślach po chwili. Chwycił bandaż i zawinął go wokoło ramienia. Uśmiechnął się sarkastycznie i spojrzał na instroktora
Boba Fett:
- W miarę dobre zszycie, myślę, że jak przyjdzie co do czego, to dasz sobie radę. Wiem, że czeka Cię jeszcze niejedna bitwa i walka, podczas których odniesiesz rany. Czasami magia zawodzi, a wtedy potrzebne jest już tylko swoje doświadczenie i umiejętności.
- Rozumiem. W zasadzie wszystko już przerobiliśmy... prócz jednego.
- Tak - potwierdził mentor. - Czas, byś zaczął się uodparniać na trucizny o silniejszej mocy.
- Znowu mam się dać poharatać czemuś?
- W rzeczy samej, drogi gubernatorze Ombros. Tym razem jednak cel do osiągnięcia jest trudniejszy. Jak zapewne się domyślasz, staniesz na wprost bagiennego topielca, który ma Cię dziabnąć. I jak też zapewne wiesz, one zazwyczaj lubią atakować tylko swoimi łapami. Szkopuł w tym, że on Cię musi ugryźć. Nie wiem jak to zrobisz, ale musisz się postarać. Tylko proszę, byś tym razem zjadł roślinę, która znieczuli ból, gdyż to będzie jeszcze bardziej bolesne przeżycie.
Sado:
- Taa - odpał Sado i skierował się w stronę bagiennego topielca. Usiadł przed nim i patrzył mu się w oczy. Topielec spokojnei wyszedł do przodu. Uniósł swą łapę do góry i uderzył. Sado usunął się i nadstawił lewą rękę pod "nos" stwora. Ten szybko ją ugryzł. Sado zasyczał i kopnął bestię w pysk. Po chwili wyciągnął Szpon i wbił go w cielsko przeciwnika, zabijając na miejscu. Szybko połknął zielsko i poszedł do mentora.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej