Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wyprawa pod Wulkan
Sado:
Sado szybko zdjął łuk z ramienia i oparł się o skałę. Pająki były zajęte innymi członkami grupy. Gubernator napiął mocno strzałę i wycelował jednemu z pająków między oczy. Strzał był celny. Płonąca strzała trafiła prosto w jedno oko potwora.
- Dobra ta taktyka - zaśmiał się Sado i podbiegł szybko z wyciągniętym mieczem w stronę potwora. Po dobiciu stwora , szybko spuścił truciznę i przygotował zaklęcie "Kula lodu". Rzucił je w kolejnego pająka, zamrażając na chwilę. Następnie z wyciągniętym mieczem rzucił się w stronę bestii zadając cios od góry i rozpłatając pająka na pół. Następnie schylił się, spuścił truciznę do fiolki i rzucił się w wir walki.
(zabieram dwie fiolki trucizny)
Isentor:
Mam nadzieję, że to jedyne złoże czarnej rudy, rzekł IsenoR. Postanowiliśmy wrócić do reszty grupy. O dziwo po drodze nie spotkaliśmy żadnej biedronki. Gdy dotarliśmy a miejsce zastaliśmy naszych towarzyszy walczących z ogromnymi pająkami.
- Szybko musimy im pomóc.
Rzuciliśmy się wszyscy do ataku na zastępy pająków. Na miejsce każdego martwego pojawiały się trzy nowe, ich liczba przybywała dramatycznie. W pewnym momencie zrobiło się ich tak dużo, że otoczyły nas ze wszystkich stron. Powoli atakowały każdego z nas wykańczając jadem...
Zauważyłem, że jeden z pająków zbliża się do mnie wyciągnąłem więc kostur i potraktowałem go ognistą kulą. Wtedy spostrzegłem, że mniejsze pająki zaczęły mnie obłazić więc zrzuciłem je uderzeniem kostura o ziemię co wywołało falę telekinetyczną. Chciałem zaatakować kolejnego z pająków kiedy dwa inne rzuciły się na mnie zatapiając w mojej szyi oraz ramieniu swe kolce jadowe. Poczułem jak tracę kontrole nad ciałem, obraz polegających towarzyszy z każdą chwilą robił się coraz bardziej niewyraźny...upadłem...jad paraliżujący zadziałał.
Obudziłem się w pionowym tuneli wypełnionym pajęczynami. Byłem zapleciony pajęczą sieć więc by się uwolnić użyłem aury ognia, która przepaliła więzy. Spadłem na dół pomieszczenia, na ścianach znajdowali się moi towarzysze począłem sprawdzać czy żyją...
Sprawdzamy kto jest aktywny i będzie żył (skreśleni dali oznak życia):
Akil
Bela:
Ze ściany dało się słyszeć chrząknie i inne stłumione odgłosy:
"mhmhrmhrmmatrmm"
Jeden kokon zaczął się poruszać rozpaczliwie.. Bela uwięziony w nim przegryzł trochę świnstwa, którym był omotany i zaczął cichym słabym głosem wzywać o pomoc.. Wampir trzymał się dzielnie, nie tak łatwo unicestwić wampira.
- Wyciąg mnie stąd proszę..
Już się nie szamotał.. oszczędzał siły - czekał teraz w milczeniu na uwolnienie ze strony swoich towarzyszy. Po chwili już stał na ziemi i zaczął szukać wśród kokonów swojego brata.
- Greg daj znak życia! Gdzież ty cholero jesteś?
Canis:
Isentor podszedł do Canisa i spojrzał na niego. Wyglądał jak kiepsko zawinienta figurka na prezent tylko ze zamiast folii była pajęczyna, a zamiast kokardki były cztery małe pajączki które sobie chodziły po Canisa głowie. Isentor kucnął nieco i przyglądał się, chciał sprawdzić mu tętno, Sprawdził, było co prawda spowolnione, lecz było. Więc isentor powstał i ponownie kucnął. Pomyślał chwię, i zaczął go bić po twrzy rękami, po dwóch ciosach Canis się ocknął i powiedział:
- No mogłeś chodziaż z otwartych dłoni, przez ciebie mam krzywy nos - powiedział Canis uwaniając się z Pajęczyny i strzepując pająki. - A tak wogóle to gdzie my jesteśmy ...
Dragosani:
Drago ocknął się. Zauważywszy IsentoRa rzekł
- Ja żyję. Nie tak łatwo mnie zabić. A teraz, z łaski swojej, ściągnij mnie.
Po chwili Wampir już stał na ziemi. Pomagał Iskowi sprawdzać czy inni żyją i wyciągać ich z pajęczyn.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej