Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kryjówka sekty
Bela:
-A dobrze, dobrze. Dziękować, dziękować - powiedział Bela - bolała główka po weselu, co?
- Nie no tak źle nie było, daleko jeszcze?
- Nie comrade - już dochodzimy - odpowiedział wampir.
Powoli na wzgórzu zaczęła się pojawiać farma, do której zmierzali dwaj myśliwi. Słońce odbijało się od okien farmy, a z daleka już machał uradowany na ich widok farmer.
- Ciekawe jak te fatałaszki sekciarzy wyglądają - powiedział Kozłow
- Jeżeli będę wyglądał jak idiota to się wypisuje z tego interesu - odpowiedział Bela, po czym oboje zaczęli się śmiać..
Grison:
Obaj myśliwi doszli do farmy gdzie pierwszym widokiem jaki zobaczyli byłi ranni strażnicy miejscy.
-Co sie tu stało- zapytał zdziwiony Bela.
-Ach... myśliwi. Dobrze, że jesteście. Zostaliśmy zawiadomieni przez farmera o jakiśchś ludziach mających w lesie swój obóz. Wyruszyliśmy w pięciu. Jak widzicie wróciło nas tylko dwóch. Trzech naszych kompanów zginęło. Te sukinsyny są szybcy i znają teren. Zabiliśmy dwóch z nich. Mamy ich stroje. Proszę załużcie je i zbadajcie gdzie jest obóz tych błaznów. Znacie teren i potraficie się dobrze skradać. Nie powinno to wam zrobić takiego kłopotu jak nam.
-Dobrze, dawajcie te wdzianka- powiedział Kozłow po czym obaj myśliwi poszli sie przebrać. <:spiteful:>
Kozłow:
Kozłow z trudem wcisnął się w ubranie.
- Cholera... Za ciasne. - powiedział kowal
Bela wybuchnął śmiechem. Takze się przebrał i obaj weszli w las. Rozglądali się czy gdzieś nie rozgrywa sie jakiś rytułał albo jacyś ludzie nie rozmawiają. Ich myśliwska zdolność poruszania się bezszelestnie wzmowcniona byla takze tym, ze byli łowcami, którzy także mogli się bardzo cicho poruszać.
- Pójdźmy tam - powiedział Kozłow, wskazując palcem - Chyba słyszę stamtąd jakieś głosy. Podązyli, przedzierajac się cicho przez chaszcze w kierunku wskazanym przez Kozłowa.
Bela:
Szli i skradali się jeszcze z 5minut. Coś za gęstymi krzakami szeleściło aż miło. Dwóch myśliwo-łowców wyjęło swoje oręża i przygotowywali się do ataku. Z elementem zaskoczenia wyskoczyli zza krzaków i oboje buchnęli śmiechem:
- Tyle zachodu o jednego królika hahaha - mówił przez śmiech Bela
- Wiem hehe, ale cicho juz, jeszcze nas usłyszą i nici z podkradania.
Tak więc oboje się uciszyli i po cichu szli dalej, wszystko wydawało się być spokojnym jak zwykle..
Grison:
Dwaj myśliwi nadal próbowali znaleźć kryjówkę sekty lecz bez skutku. Nieraz słyszeli jakieś szelaesty lub trzask łamanych gałęzi lecz wszystko to było sprawką jakiś zwierząt uciekających przed drapieżnikami.
- Cholera by to wzięła. Chyba nigdy nie znajdziemy tych dzikusów- powiedział zdenerwowany Kozłow.
- Nie martw się. W końcu jesteśmy myśliwymi. Zaraz napewno natrafimy na ich trop- uspokoił kolegę Bela.
Gdy myśliwi uszli jeszcze parę kroków poczuli niezwykłą woń olejków, które zwykle czuć w miejskich świątyniach.
- A nie mówiłem? To napewno oni- powiedział Bela po czym obaj myśłiwi podrkadli sie do najbliższego dużego drzewa i weszli na nie aby obadać teren.
Przed ich oczyma ukazał się średniej wielkości obóz. Ewidętnie prowizoryczny. W razie ataku nie było by żadnych problemów ze sforsowaniem obrony. Widać było, że sekta stawia na ukrycie, a nie na fortyfikacje.
Następnie myśłiwi zeszli z drzewa i postanowili wtopić się w tłum bractwa aby policzyć dokładnie ilu ich jest...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej