Forum dyskusyjne > Dyskusje na każdy temat

Opowieść ÂŻycia – Kronika Elfa

(1/3) > >>

Crisis:
Na początku powiem, że w tym opowiadaniu nie interesuje mnie długość czy ilość błędów. Ważne jest dla mnie tym razem podziękowanie niektórym osobom za to, że je poznałem. Ludzie, którzy ukazali się w tym dziele to w większości osoby z jakiegoś forum, które cieszę się, że je spotkałem. Niektórzy będą występować epizodycznie, ponieważ nie pasują mi do samej fabuły i pomysłu, ale cieszcie się, że was wymieniłem.

Opowieść ÂŻycia – Kronika Elfa

Wstęp:
Zwą mnie Crisis, ale to nie jest me prawdziwe imię. Jak się nazywam? Może dowiecie się później. Jestem kronikarzem Imperium Fenoru, oraz nadwornym opowiadaczem Imperatora Kadara. Teraz mamy wojnę z orkami, jednak w tej opowieści nie będę wam o niej bardzo dużo mówił, chcę wam opowiedzieć historię mej osoby – gdzie się urodziłem, kim byli moi rodzice, oraz jak przeżyłem pewne momenty w moim tragicznym życiu. Dlaczego tragicznym? Dowiecie się w trakcie czytania mej nowej księgi. Pozwólcie, że was cofnę czterysta lat, do samego początku opowieści o Elfie. Do narodzin, wszystko zaczęło się w dawnym Królestwie Gundaharu, w mieście Lebdos…

Rozdział I – Droga do dojrzałości…
Tak jak mówiłem wszystko zaczęło się w Lebdos, pięknym mieście – bo oczywiście Elfim. Jak to na porządne miasto Ludu Lasu wypadało stolica Królestwa Gundaharu została zbudowana na stojących wielkich i bardzo starych drzewach – Ithilionach, Dębach, Vertalsalach, a nawet na Jokinach. Same chaty zbudowane zostały również z drewna, ale z Istili, nie jak to częściej bywa z tego drzewa, na którym jest umiejscowiony dom. Niewiele budynków stało na ziemi, a jeśli nawet to tylko ważne struktury państwowe lub porty. Na jednym z Vertalsalii, drzewach dla grupy bogatszej, mieszkała Elfia rodzina o nazwisku rodowym Tylerion. Głową rodziny był Lopales, obdarzony niezwykłą mądrością Elf Wysokiego Rodu, a zarazem jeden z większych magów królestwa. Jego towarzyszka, piękna Rianna zginęła podczas jednej z wielkich wojen z ludem podziemi i właścicielami wspaniałych kopalń, długobrodymi Krasnoludami. Na szczęście Lopalesa cudowna Elfka wcześniej wydała na świat dwójkę dzieci. Bliźniaków, co było rzadkością w Królestwie Gundaharu. Gustavo i Arturios Tylerion byli wychowywani przez ojca, co mogło znaczyć jedno – stary czarodziej Elfów pragnął, żeby zostali oni tak jak on magami. Jak miało się okazać później nieudało mu się to. Gustavo już od dziecka sprawiał wrażenie uzdolnionego w posługiwaniu się łukiem. Natomiast brat…, zawsze był pupilkiem tatusia, wiecznie najlepszy, wiecznie pierwszy, wiecznie bardziej uzdolniony. Ja jako dziecko natomiast byłem bardzo mądry jak na swój dość młody wiek, czego nie dało się spostrzec, ponieważ rozmowa nie stanowiła mej mocnej strony, nigdy nie lubiłem rozmawiać, wolałem uczyć się strzelania z łuku. Moim nauczycielem został najlepszy łucznik, jakiego widziałem w swoim. Był to Lord Sado, generał łuczników Ithilion. Potrafił jednym strzałem trafić w lecącego kilometr dalej Kirgana – drobnego latającego zwierza o wartościowej skórze. Powiadał mi, że to kwestia wprawy i dobrego oka, ale nigdy w to nie wierzyłem. Zawsze wiedziałem, że to rzadki talent tak strzelać, a tradycją było w Lebdos, że mistrz w posługiwaniu się jakąś bronią bierze pod opiekę ucznia, którego umiejętności mogą rozwinąć się do poziomu nauczyciela, sprawiało mi to radość, że byłem dzieckiem mogącym stać się jednym z najlepszych łuczników na świecie. Natomiast Arturios mimo młodego wieku (50 Elfich lat) dostał się do szkoły miecza. Ojciec był z niego dumny, ale ze mnie nie, a wygrałem konkurs łuczniczy dzieci Elfów, dostałem wyróżnienie, nagrodę wręczoną od samej Księżniczki Aurory. Powiadam wam! Najładniejsza żywa istota pod słońcem, te oczy koloru Morza Avory, włosy barwy złotych drzew Halara, skóra gładka i miękka jak to tylko możliwe. Zakochałem się w niej odkąd ją ujrzałem przy wodospadzie Talara. Miłość mojego życia? Może…, nie wiem. Wygrywając konkurs miałem pięćdziesiąt-pięć lat, brakowało mi czterdzieści-pięciu żebym według świętego prawa Elfów stał się dorosłym osobnikiem. Przez te lata rozwinęła mi się już uroda, widać było, że jestem Elfem. Zostałem szczęśliwym posiadaczem zielonych oczu oraz zielonych włosów, co było niezwykle rzadkie w rasie Elfów Wysokiego Rodu, ponieważ takie włosy mają tylko istoty czystej krwi tego gatunku, co jeszcze bardziej powiększyło wpływy Lopalesa w Lebdos. Pewnego dnia będąc na strzelnicy ćwicząc strzelania z mojego nowego łuku, który podarował mi mój nauczyciel Lord Sado zobaczyłem ją…, Aurora przechadzała się ogrodami. Zarzuciłem łuk na plecy i ruszyłem niepewnie do niej.
- Hanalothan Gustavo Tylerion – powiedziała nagle księżniczka
- Mitaloth Aurora Gundahar.
- Często Pani tędy spaceruje?
- Codziennie, uwielbiam patrzeć na kwiaty, piękno, kolorowo, czyste cudo..., część z nich twoja matka posadziła.
- Wiem, wiem…, ja też posadziłem jedno drzewko Halara ku jej pamięci.
- Rozumiem, drzewko takie to każdy by chciał ku jego pamięci, najpiękniejsza rzecz na całym świecie
- Niestety nie mogę się zgodzić Auroro Gundahar, Ty jesteś najpiękniejszym tworem Wielkiej Matki – powiedziałem do Księżniczki, po czym spojrzałem jej prosto w oczy, złapałem ją za ramiona. Moje zielone włosy i Elfki złote powiewały na wietrze, a spotykając się tworzyły piękne barwy. Aurora popatrzała na mnie swymi oczętami.
- Nie możemy tego zrobić, być razem. Choć moje serce dawno już znalazło na Ciebie miejsce to mój ojciec chce mnie wydać za mąż za Mrocznego Elfa z Krainy Maraala. Nawet nie wiesz jak pragnę być z tobą mój kochany – słowa te zaskoczyły mnie. Zasmuciły? Owszem, ale wybranka mego serca odwzajemniała me uczucia. Miłość zawsze przezwycięży wszystkie przeciwności losu. Aurora nie czekała na moją reakcję, jej złote serce było złamane. Uszanowałem wieść, że nie możemy być razem, próbowałem jej unikać, ale to ciężkie było, czasem się nie udawało, jednak pomagało to. Poświęciłem się do reszty treningom łucznictwa i myślistwa, stałem się najlepszym łucznikiem w Królestwie. Uczeń przerósł mistrza, ojciec mój pierwszy raz w życiu był ze mnie dumny… Nawet się nie obejrzałem, a stuknęło mi sto lat, stałem się dorosłym Elfem. Mogłem sam decydować wreszcie o swoim losie, ale co najważniejsze, mogłem się starać o rękę ukochanej…


Czekam na oceny, mówcie co myślicie, ale nie gadajcie, że ma być więcej akcji i, że chcecie żeby was napisać - napiszę kogo uważam...

Zapraszam do czytania, oceniania. Przyjmę każdą krytykę...

Pozdrawiam.

Boba Fett:
W przeszłości nie miałem jeszcze styczności z Twoją twórczością, więc nie mogę oceniać, czy aby się nie poprawiłeś - o ile w ogóle kiedykolwiek coś pisałeś. Jednak na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że talent masz.
Opowiadanie ma na pewno na celu przedstawienie Twojej historii, w której będą się pojawiać osoby wręcz z ,,forumowego świata". Takic prac bardzo mało można tu doświadczyć, więc ocena idzie od razu w górę za oryginalność. Mogę powiedzieć, że jak na razie bardzo podoba mi się ta koncepcja i ciekawi mnie, co będzie można ujrzeć w kolejnych odsłonach Twojego dzieła - a nuż wymienisz tam znowu kogoś znajomego. ;)
Historia ma miejsce w jakiejś elfiej krainie nieznanej dotąd nikomu z tutejszych czytelników, co daje Ci ogromną możliwość manewrów wyobraźni - tworzysz swoją własną krainę bez żadnych podstaw, na których mogłbyś opierać akcję. Wszystko jest tak, jak sobie tego zażyczysz, co także idzie na plus dla opowiadania, gdyż czasami miło jest poczytać jakieś nowości (a nie znów jakieś Khorinis, czy też inne krainy z Gothica, które już większość zna). Aczkolwiek widać, że dużą część historii opierasz na pewnych fikcyjnych postaciach, które ukazały się w forumowej zabawie Marant...
Z samej pierwszej części możemy się dużo dowiedzieć o Twoim dzieciństwie, które na pozór nie było dość miłe i przyjemne - rekompensatą była nauka pod bacznym okiem towarzysza Sado. Mniemam, iż w następnej części będziesz już mniej skakał pomiędzy swoimi latami życia i zatrzymasz się w jednym okresie, by opisać jakieś ważniejsze wydarzenie (próba zdobycia ręki Aurory?) - ciekawie by było, jakbyś także umieścił tu jakiś nieoczekiwany zwrot akcji, który zaskoczyłby i zaciekawił czytelników (przynajmniej mnie), ale cóż, to Twoje opowiadanie i zbytnio nie mogę wpłynąć na to, jak sobie to wszystko zaplanowałeś i jak chcesz nam to pokazać. Mam jednak nadzieję, że Twoja praca będzie się wyróżniać spośród licznych dzieł ukazanych w Twórczości Własnej.

Teraz napomknę coś o pisowni i błędach, o których raczej nie chciałeś słyszeć. Szczerze Ci powiem, że żadnych bardzo rażących byków nie znalazłem. Nawet nie wiem, czy pojawiła się tam jakakolwiek literówka. Jedyną skazą są przecinki, których czasami zabrakło w tekście - to jednakże nie zmniejszy zbytnio oceny, gdyż i tak widać, że starałeś się napisać to jak najlepiej, niżby na odwal, by tylko było (jak to robią co niektórzy ,,pisarze"). Raz się może także zdarzyło powtórzenie, ale to akurat nie jest aż takie uwłaszczające - każdemu może się przytrafić.

Jak już pisałem u góry, masz talent. Można to bodajże wywnioskować np. tylko po Twoich opisach, których w opowiadaniu jest bardzo dużo, i które są najwyższych lotów - tak, jakbym czytał jakąś książkę. Wierzę, że nie pójdziesz na łatwiznę i nie zrezygnujesz z nich, bowiem to one kreują obraz świata i bez nich opowiadanie straci na wartości. Szkoda by było utracić potencjał, który w sobie posiadasz.

Na koniec powiem, że Twoja praca bardzo mnie zainteresowała i już w tej chwili jestem ciekawy, co tam dla Nas przyszykowałeś. Mam ogromną nadzieję, że pracujesz już nad kolejną częścią, a gdy wrócę z wycieczki będę mógł się ponownie zatopić w tejże elfiej krainie, by poznać dalsze losy naszego Crisisa - które oczywiście ocenię, żeby nie było.
ÂŻyczę Ci powodzenia przy pisaniu, gdyż naprawdę szkoda by było zmarnować Twoje zdolności pisarskie.
Ocena: 5/5 | 9+/10

With respect
Boba Fett

Ps A4. ;)

Anmarius:
Pragnę stwierdzić, że jest to jedno z lepszych opowiadań, jakie czytałem. Co prawda, nie znam się na ocenianiu, lecz mogę śmiało stwierdzić, że w Twoim dziele nie było żadnych rażących błędów i to się chwali. Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki je napisałeś, ponieważ bardzo lubię takie dzieła, w których ktoś z forum, opisuje swoją historię. Szczególnie przypadło mi to do gustu, gdyż ująłeś to w fantastyczny klimat. To od razu idzie w górę za oryginalność, wpływającą na ocenę. Oczekuję, że w dalszych częściach, tak jak mówił Fett, opiszesz np. swoją walkę o zdobycie ręki Aurory. Oczekuję też od Ciebie, że w dalszych częściach dodasz akcję oraz opisy walk. Widziałem już kiedyś Twoje opowiadanie, lecz powiem Ci jedno: będzie to jedno z najlepszych dzieł w Twórzczości Własniej, jak również i w Twoim życiu. Bardzo ciekawa historia, która myślę, że będzie miało ono długo rozdziałów. Przyjemnie je się czytało, a Twój zapał do tej pracy, wyszedł po przeczytaniu tego opowiadania.
Ocena: 5/5 | 9,5/10 -  za parę błędów...

Chcę powiedzieć, że to co powiedziałem w poniższym poście, jest to zdanie, które opisuje to, co naprawdę uważam o tym opowiadaniu.

With respect
Travis xD
Sorry Boba, ale musiałem to napisać :D
PS; Czekam na kolejne części  

Sir_William:
Opowiadanie może same w sobie nie jest bardzo innowacyjne, jednakże jest coś w nim co sprawia, że pomimo fabuły wyciągniętej prosto z "Mody na Sukces" czyta się je spokojnie, przyjemnie i bez żadnych negatywnych emocji.
Co do talentu - powstrzymywałbym się. Jest to jedne z bardzo niewielu Twoich prac, dlatego, jeżeli uraczysz świat opowiadaniami o klasę wyższą - nie będe stroił zaprzeczeń.
Co do samego opowiadania:
Jest tutaj użyte wiele epitetów co umożliwia na wyobrażenie sobie świata, jakie chcesz nam przedstawić na swój własny sposób. Młodzi pisarze bardzo często o tym aspekcie zapominają, jednakże trzymałeś się tego konsekwentnie co zaowocowało moją przychylnością - +.
Jak wspomniałem wyżej - kilka pozycji w fabule zostało zaczerpniętych z takich produkcji jak "Moda na Sukces", "Pierwsza Miłość" czy inne podobne zwierzątka. Dlaczego tak sądzę? Przykładowo:
- Nie możemy tego zrobić, być razem. Choć moje serce dawno już znalazło na Ciebie miejsce to mój ojciec chce mnie wydać za mąż za Mrocznego Elfa z Krainy Maraala. [...] Uszanowałem wieść, że nie możemy być razem, próbowałem jej unikać. Jesteś jeszcze młody, masz tyle czasu - jestem pewien, że następne części będą bardziej - pod jedynie tym względem - ambitne.
Na moment wracając jeszcze do świata. Fantastyczne Elfy i Krasnoludy. Powstało tak wiele opowieści o nich, że czytelnicy chcą ujrzeć świeżą wizję postrzegania tego kolorowo-magicznego świata, zaś produkowanie kolejnej prozy, niestety kiepskiej może odbić się na Twojej przyszłej karierze. Da się z tego jeszcze bardzo dobrze wybrnąć, dlatego liczę na pomysłowość i zaskakujące zwroty akcji w przyszłych dziełach.

Podsumowując:
Opowiadanie samo w sobie nie jest złe. ÂŚwiat, kolory słowa, żywe otoczenie - fantastycznie. Jedyne co powoduje umniejszenia mojej oceny to bardzo kiepska fabuła. Zbyt wiele w dzisiejszych czasach miłości typu: Och Alberto, dlaczego nie możesz mnie pokochać?.

Ostateczna ocena: 4/5
 8,5/10

Tak trzymaj Cris  !


Tradycyjnie już

With respect
Sir_William


----------------------------------------

PS
Proszę nie traktować tej oceny jako atak bądź jakąkolwiek inną formę zaczepki.
Jest to moje osobiste odczucie tego utworu, na którego ocenę nie mają wpływu kontakty moje z autorem i na odwrót.

Crisis:
Przepraszam, że tyle nie dawałem drugiego rozdziału, ale miałem naprawdę dużo spraw na głowie. Teraz, gdy wziąłem sobie też urlop w pracy mam go pod dostatkiem. :D
Nowy rozdział mojego opowiadania znajduje się niżej, mam nadzieję, że będzie się podobał. Tylko jedna taka uwaga, nie interesuje mnie zdanie, że krótkie - nie to się liczy...

Rozdział II – ÂŁowca Nagród
Sto lat…, jak ten czas szybko leci. Pamiętam jak jeszcze niedawno bawiłem się ogrodach, a teraz już jestem dorosłym Elfem. Wreszcie mogłem decydować o swoim losie, robić, co chcę, ale nie łamać prawa oczywiście, z moimi zdolnościami, co mogłem zrobić? Naturalnie udałem się do punktu rekrutacyjnego do Armii ÂŁuczników Ithilion. Sam budynek mieścił się na ziemi ze względu na swą powierzchnię. W tej dość wielkiej chacie mieściły się kwatery ważnych osobistości jednostki, a także magazyn oraz rzemieślnik. Wszedłem przez pięknie wyrzeźbione drzwi z oknem centralnie wbite we wrota, a na nim Astoira, Wielka Matka, Bogini wszystkiego, co piękne, patronka Elfów. W środku mi odebrało mowę…, zmieniło się w tym miejscu i to bardzo. Skóra Szarego Trolla na podłodze, ściany umalowane farbami tęczy, a na dodatek przyozdobiona różnymi obrazami, trofeami, a nawet bronią. W honorowym miejscu – bo nad kominkiem – powieszony został obraz założyciela miasta, a zarazem wielkiego łucznika – Gobela Gundahar – oraz jego łuk, wykonany z nieznanego jak dotąd drzewa. Idealnie na środku Wielkiej Sali stał stół, przy którym siedziało pięciu najstarszych stopniem Elfów w armii – Lord Sado – mój mistrz i najlepszy przyjaciel wtedy - Tomin Gundahar – starszy brat Aurory, jako jedyny wiedział o moich uczuciach do Księżniczki, dlatego zawsze mnie śledził – Xingu – ciekawy osobnik był z niego, różnorodny, raz poważny, raz zabawny, czasem sprytny i zręczny, czasem niezdarny. Nikt nie zrozumie jego prawdziwej natury – Mace Windu zwany również Valorem – Elf-ÂŁucznik z niego dobry, ale jego domeną zawsze było pisanie. Nie bez parady został Kronikarzem Gundaharu – no i została ostatnia osoba, przewodniczący rady, a zarazem najwyższy stopniem członek armii, Korand Nithefelm. Stanąłem przed radą sam jak palec, osamotniony, pełen lęku, ale ciekawy tego, co Rada Ithilion powie na mą prośbę – chęć dołączenia do kasty łuczników.
- Hanalothan wielcy mistrzowie łuku – niepewnie powiedziałem
- Witaj Gustavo Tylerion, co Cię do nas sprowadza? – zapytał się przewodniczący
- Kieruję do rady prośbę o dołączenie do Armii ÂŁuczników Ithilion.
- Dobrze, zastanowimy się nad twoją prośbą Elfie, przyjdź do nas jutro. Tymczasem bywaj! – rzekł Xingu swoim dość delikatnym głosem, ja natomiast na tą wypowiedź kiwnąłem jedynie głową i wyszedłszy z budynku udałem się do domu. Niestety los chciał inaczej. Podczas codziennej drogi do mieszkania – już własnego, wyprowadziłem się od ojca – spotkałem Aurorę, ale o dziwo była z kimś innym, był to Mroczny Elf, jak sądzę ten, z którym Królewska Rodzina chciała ją wyswatać. Ciemna karnacja skóry i jak to bywa u Therenor oczy posiadał krwisto czerwone, a włosy…, no właśnie, rzecz w tym, że ich nie miał w ogóle. Jego łysina wprost połyskała w świetle słońca, można było powiedzieć, że wyglądało to tak jakby ta łysa czacha była woskowana. Miałem już podejść do Aurory i jej przyszłego małżonka, gdy w pewnym momencie usłyszałem świst. Obejrzałem się za siebie i ujrzałem strzały lecące w stronę mojej ukochanej i mrocznego elfa. Szybko ruszyłem przed siebie i zabrałem Aurorę ze sobą żeby ją uchronić. Wszystkie pociski trafiły w księcia Krainy Maraala, który zginął na miejscu. Nagle zza drzew wyłoniły się trzy postacie w ciężkich zbrojach i hełmach na głowach. Jedynie środkowy osobnik się wyróżniał, o ile pamiętam to na jego nakryciu głowy przerwa na oczy, nos i usta układały się w ludzką literę – „T”. Spojrzałem na jedną ze strzał, była zatruta, a na grocie zostały wyryte inicjały „B F”. Trójka napastników schowała swoje łuki i ruszyła w naszym kierunku. Ten stukot ich butów…, pamiętam tą melodię do dziś. Dźwięk metalowych butów zbrojnych, którzy szli dosłownie jednocześnie, wbrew pozorom, to przyjemność dla ucha. Jeden z morderców księcia podszedł do mnie, jak sądziłem wtedy ich przywódca.
- To, co dzisiaj tutaj widziałeś, to jest nasza sprawa. Wiedz jedynie, że zabiła go gildia ÂŁowców Nagród – powiedział tajemniczy człowiek.
- Jak mnie mam zwiesz się Boba Fett? – zapytałem
- Dobrze kombinujesz Elfie, pilnuj swojej dziewczyny, bowiem może być gorąco tutaj niedługo.
- Powiedz mi, kim są twoi towarzysze. Czy to wielka trójka najbardziej poszukiwanych ludzi na świecie nas odwiedziła?
- Dobrze myślisz mały – odpowiedział Boba Fett
- No no, Kapitan Greg, Anaconda i Boba Fett. Gdyby mnie tu nie było to nie uwierzyłbym.
- Miło było gawędzić, ale muszę iść, wiesz… zawód taki – powiedział przywódca trójki napastników, po czym podszedł do ciała Therenora i odciął mu wskazującego palca prawej ręki. Następnie razem z towarzyszami zniknął w mrocznym lesie Umbolg…
- Coś mi się zdaje, że jeszcze kiedyś go spotkam – wyszeptałem do Aurory, po czym ruszył do domu...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej