Tereny Valfden > Dział Wypraw

Dwie ofiary - jeden cel

<< < (3/6) > >>

Boba Fett:
- Jak zapewne wiesz, jestem łowcą nagród - westchnął Crisis. - Razem z Bobą należeliśmy do dawnej Gildii Samotnych ÂŁowców Trivelara, która miała swą siedzibę w Aldarrze - tam, gdzie teraz płyniemy. W sumie to były dobre czasy. Ludzie nas wynajmowali - zaczął wymieniać młodszy łowca. -  Orkowie nas wynajmowali. Elfowie nas wynajmowali. Maureni nas wynajmowali. Assasyni nas wynajmowali. Ogółem, prawie każda istota i organizacja miała z nami coś związanego. Do czasu jednak, gdy Allwes... Ach, racja, nie orientujesz się w nasz ,społeczności". Otóż Allwes doprowadził do rozbicia naszej Gildii na dwie oddzielne organizacje. Wtedy też wojska króla zaczęły naszą eksterminację. Zaledwie garstka łowców nagród uszła z życiem - w tym ja, Fett i Tristram.
- Opowiedz mi o sobie, zanim podjąłeś się tego rzemiosła - nalegał Sado.
- A więc...
Więcej przywódcy Gildii Samotnych ÂŁowców nie udało się usłyszeć, bowiem jego żona przytuliła się do niego.
- Czy to będzie ciężka wyprawa? - zapytała.
- Być może - odparł jej mąż. - Przynajmniej zobaczysz jak pracuję - uśmiechnął się do niej.
- Chodź, odpocznijmy przed ciężkimi chwilami - powiedziała i złapała go za rękę.
Po chwili oboje zniknęli w kajucie kapitana, za to łowca nagród dalej prawił gubernatorowi Ombros o swoim życiu...

Crisis:
- No dobra..., urodziłem się w Myrthanie, w małej wiosce. Również mój starszy brat Arturis tam mieszkał, ale on wolał być z ojcem, a ja z matką. Dość szybko przeniosłem się z rodziną do Aldarr'u, zamieszkaliśmy w wiosce zaraz przy twierdzy łowców. Oni mnie nawet wychowali, więc się nie dziw, że zostałem ÂŁowcą Nagród, sam Trivelar się mną opiekował, ale to nie o tym. Jak miałem szesnaście lat Arturis pokłócił się z ojcem i zabił go nie wiadomo dlaczego. Na dodatek zabrał pamiątkę rodzinną, magiczny medalion, który nie wiadomo jakie ma właściwości, ale jest cenny. Wtedy Arturis próbował uciec, mnie się nie udało go zatrzymać. Nie raz o nim słyszałem, ale spotkam go dopiero teraz po tylu latach i pomszczę ojca oraz odbiorę medalion. Niedługo po tym zostałem przyjęty do łowców i zacząłem swoją przygodę z nimi. Dzięki temu tutaj jestem. Z matką nie wiem co się tak na prawdę stało, ale podobno nie żyje.
- Ciekawa historia, a jaka ma być zbroja?
- Ciekawa? Owszem, ale pewne sprawy pominąłem i zachowam je dla siebie. Co do zbroi..., może być mithril, ale żeby go nie było widać, chcę na wierzchu jeszcze warstwę mocnej skóry, wiesz nie chcę, żeby było widać jaką mam zbroję, a hełmu nie chcę. Da się załatwić i ile to będzie kosztować?

Sado:
- Da się załatwić. Mithril... hmm dobrze. a Herb.... z czego ma być wykonany? Za zbroję wezmę sobie dość dużo, gdyż będzie dosć dobra... zatem zbieraj kasę, bo napewno za 500 jej nie sprzedam. Ciekawa historia.
Nagle Sado spojrzał przed siebie w morzę i przerażony powiedział:
- eee... zbliżamy się do lądu
Jego oczom ukazała się ziemia. Długo płynęli, widząc samo morze, a teraz ujrzał ojczyznę Samotnych Łowców.
- Wreszcie - oczy Lorda Sado przybrały czerwonego koloru - zaraz  znów miałem  zwymiotować
Statek powoli zbliżałsię do lądu. Wszyscy się uśmiechnęli... niedługo bowiem mięli znaleśc i zlikwidować pierwszy cel...

---


700 POST!!!

Crisis:
Drużyna zeszła na ląd i rozejrzała się. Nagle odezwał się Crisis spoglądając na Boba Fetta:
- Nareszcie w tutaj wróciłem, miło tutaj być znowu, co Boba?
- Dobrze, dobrze. Tylko pamiętaj, że to już nie jest to samo miejsce co kiedyś.
- Niestety to wiem, a teraz chodźmy, przed nami długa droga - powiedział młodszy łowca nagród ruszając na przód. Crisis szedł ciągle z wyjętym mieczem, jakby wiedział, że coś zaraz na niego wyskoczy.
- Powiedz mi Crisis, gdzie jest teraz twierdza w Aldarrze? - zapytała się Madzia
- Na północ od nas, trochę drogi od nas, nie zobaczymy jej z bliska, ale będzie widoczna w końcu. - odpowiedział Crisis bez oglądania się na Elfkę - Uwaga, coś się zbliża, szykujcie się - dodał Crisis, a po chwili na drużynę wyskoczyło stado Ciemnych Wilków, silniejszych i szybszych odmian zwykłych wilków... drużyna ruszyła do ataku...

Madzia:
Niewiele było tych wilków jednak w grupie wyglądały na bardzo silne. Ich piękne czarne futro połyskiwało w słońcu, wielkie kły wystawały z paszcz. Czarodziejka rzuciła na wilki czar strach, lekko zdenerwowane i zdezorientowane zaczęły się miotać. Boba wraz z Crisisem bez problemu pozbawili zwierzęta życia.
- No to chyba mamy kolację - uśmiechnęła się Madzia.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej