Forum dyskusyjne > Dyskusje na każdy temat

Zmienna Wiara

<< < (3/3)

Sado:
Huh, dawno nie pisałem, ale ostatnio się wziąłem. Przedstawiam świeżo napisany 2 rozdział (poprawiłem także poprzednie). Jestem pozytywnie nastawiony na krytykę. Miłej lektóry. (pieprzona cenzura ;/)


Rozdział 2 Siła

Błękitna łza rozbiła się o ziemię. Nikt nie zauważył samotnego chłopca, idącego z opuszczoną głową. Dłoń miał zaciśniętą, wyraźnie coś w niej trzymał. Włosy zakrywały jego twarz, z której co chwila kapały łzy. „Gdzie teraz zamieszkam? Zabiłem człowieka… co ja teraz pocznę? Co ja teraz do cholery zrobię?! – w jego umyśle krzątały się przeróżne myśli. Młodzieniec ukląkł na środku ulicy i zasłonił twarz dłońmi. Czuł, że jest słaby, nieistotny. ÂŁzy same wypływały z jego oczu, nie mógł nad nimi panować. List, który trzymał minutę temu, teraz turlał się między nogami innych przechodniów. Nagle jeden  z idących mężczyzn schylił się i chwycił zmiętą kartkę. Rozwinął ją, pogładził i zaczął czytać. Chłopak dopiero po chwili przypomniał sobie o liście. Spojrzał z przerażeniem na swą pustą dłoń, szukając wokół siebie kartki papieru. Dopiero po chwili dostrzegł tajemniczego mężczyznę, ubranego w czarną pelerynę z kapturem na głowie. Takie płaszcze nie były codziennym zjawiskiem. Mało ludzi przywdziewało się w ciemne rzeczy, uważając czarny kolor za ubóstwianie ÂŚmierci, istoty podobnej do bogów, jednakże nie mającej takiej władzy jak oni. Nawet nekromanci zazwyczaj nosili fioletowe szaty. Wielu ludzi zwracało uwagę na dziwnego gościa, z odrazą przeszywając go wzrokiem. Jednak on nie przejmował się tą wyraźną opinią innych. Wyciągnął dłoń w kierunku chłopca. Ten spojrzał ze zdziwieniem na rękawicę, którą ów mężczyzna miał założoną. Były wykonane z mocnej smoczej skóry, idealnie zszyte. Niewielu ludzi było stać na tak drogi materiał. Smocza skóra była zarazem bardzo wytrzymała jak i elegancka, ale co najważniejsze cholernie kosztowna. Chłopiec zawahał się, po czym z niepewnością wyciągnął przed siebie rękę. Ciągle rozważając, czy dobrze robi złapał za dłoń dziwnego gościa i spojrzał mu w twarz. Jego cera była bardzo czysta i potwornie blada, niemalże biała. Małe, wąskie usta w odcieniu jasnej czerwieni i niesamowicie głębokie, błękitne oczy, które teraz wpatrywały się w niego, w jakiś sposób przerażały młodzieńca. Ostatnią zauważalną rzeczą były czarne brwi, stanowiące kontrast dla bladej twarzy.
- Nazywam się Dragosani – przywitał się mężczyzna. Jego głos był bardzo cichy i mroczny. – Chyba coś zgubiłeś, prawda?
- Ja… - zaczął chłopak – Ja jestem – tu się zawahał po raz kolejny – jestem Sado. Tak, ta kartka… ona jest moja! – dopiero po chwili Sado zauważył, że jego ton jest za wysoki i jego wypowiedź brzmiała jak rozkaz. Zacisnął wargi i wydusił z siebie – czy mógłby pan… mi ją oddać? 
- Taaak  - odparł Dragosani z uśmiechem – jesteś wyrzutkiem, prawda? To tak jak ja.
Mężczyzna wstał, pomagając przy tym podnieść się młodzieńcowi.  Następnie wręczył mu zniszczony list i spojrzał w niebo.
- Może poszlibyśmy do mojego domu? Nie czuję się tu… dobrze. – zaproponował mężczyzna.
Darial Xyron spojrzał na niego. Dopiero co płakał nad sobą, rozmyślając co z nim będzie, a teraz znikąd pojawił się facet, który proponował mu gościnę we własnym domu. Wydawało się to bynajmniej dziwne i podejrzane. Do tego jeszcze te szaty. Jednak jakaś siła sama otworzyła mu usta i wypowiedziała spokojnym głosem:
- Dobrze.
Dragosani  odwrócił się i ruszył w stronę dzielnicy Owcy. Darial co chwila rozglądał się, patrząc na małe zadbane domki i ich dumnych właścicieli. Nie szlajali się tutaj pijacy i ćpuni, których widok w Szczurze był normalnym zjawiskiem. Po chwili, obydwaj doszli do małego domu, otoczonego drewnianym płotkiem. Mężczyzna w czarnym płaszczu otworzył furtkę z piskiem. Sado rozglądnął się, oglądając wszystko uważnie. Drzwi wykonane były ze dębowego drewna, a okna pozabijane. Darial zdziwił się, lecz mimo tego przekroczył próg  domu, wiedziony dziwną siłą. Drzwi zamknęły się z trzaskiem, a ciemne pomieszczenie rozświetliły świece, które były jedynym źródłem światła.
- Witaj w moim skromnym domku, chłopczyku – odparł głos pełen śmiechu. Młodzieniec był pewien, że mówił to ten sam mężczyzna, który go tu zaprowadził, jednak go nie widział. Nagle ujrzał zbliżającą się postać.
- Drago…sani – wyjąkał Sado, patrząc na mężczyznę, która właśnie znalazł się w okręgu świec. Te oświetliły odkładnie jego twarz.  Kruczoczarne włosy opadały na dobrze zbudowane ramiona. Ale najstraszniejsze były jego kły, wystające, ubrudzone krwią.
- Tak, chłopaczku. Jestem wampirem, a ty, jak ostatni idiota, nabrałeś się na numer „dobry tatuś Dragosani zabierze cię do domku i zrobi ciepłą herbatkę…”. Heh ,ale ta młodzież zidiociała. A teraz pozwól, że przestanę owijać w bawełnę i dokończę to co zacząłem. – Wampir uniósł dłoń, a ciało Dariala zdrętwiało. Poczuł, że nie może wykonać żadnego ruchu. Na próżno, próbował wydać z siebie jakiś krzyk czy jęk. Mężczyzna zbliżał się do niego małymi kroczkami, uśmiechając się obłąkańczo. „Co mam robić? Beliarze?! Pomóż mi!” – wrzasnął w myślach. „Uspokój się!” – w jego duszy zabrzmiał inny głos, lecz nie był ona boga ciemności. „ Zamknij oczy i przestań myśleć. Spróbuj… opuścić to ciało. Szybko!” – Darial usłyszał to ponownie. Z trudem zacisnął powieki i oczyścił umysł. Uspokojenie nie przyszło mu łatwo, gdyż czuł, że za parę sekund dojdzie do niego szalony wampir i zatopi w jego szyi swoje brudne kły. Nagle poczuł, że magiczne więzy ustąpiły, jednak teraz coś innego nie pozwalało mu się ruszyć.
- Nie tak prędko, Sado – rzekł Darial mimowolnie. Coś jakby zawładnęło jego ciałem. Ton wyraźnie był podniecony i ucieszony. Można było także wyczuć w nim odrobinę pożądania i szaleństwa. – teraz… moja kolej.
Wampir wyraźnie się zdziwił i cofnął o krok. Młodzieniec tymczasem podziwiał każdy oddech i ruch ręką.
- Niesamowite. – odrzekł, jakby odkrył drogę do niewyobrażalnej potęgi – Ty tego nigdy nie zrozumiesz wampirze…
„Cholera… moje ciało rusza się samo. Nie mogę nad nim zapanować, czym ty do cholery jesteś?” – wrzasnął Sado w głębi samego siebie
- Dowiesz się w swoim czasie, Sado Kherze. – uśmiechnęło się nowe wcielenie chłopca.
- Potwór… -  wyszeptał wampir i marszcząc brwi, błyskawicznie wyciągnął sztylet. – mam Cię! Broń Dziecka Nocy błysnęła blaskiem świec, kierując się ku czyi młodzieńca…
„Bez wyrazu bólu… bez czegokolwiek, czym do cholery jest to dziecko?!” – zadał sobie po cichu pytanie Dragosani, obserwując krew kapiącą na podłogę. Sztylet przebił na wylot, wystawioną dłoń Dariala. Ta szybko zacisnęła się na ręce przeciwnika, by nie wycisnął on ostrza i nie zadał kolejnego ciosu. Wampir chciał szarpnąć, jednak pięść Sado z potężnym impetem uderzyła go w brzuch.
- Kto tu jest… potworem? -  zaśmiał się szyderczo młodzieniec, sprawnie łapiąc dłoń wroga i jednym ruchem łamiąc ją. – miłe uczucie, nieprawdaż?
Dragosani wrzasnął. Pierwszy raz spotkał się z takim czymś. Nigdy żaden dzieciak nie byłby w stanie go tknąć, a tym bardziej czegokolwiek złamać. Jednak… temu się udało, ale nie, to nie było dziecko.
- Ty… nie jesteś człowiekiem, prawda? – wysapał wampir.
- Ty też nie… i co z tego? – uniósł brwi Darial, zginając dłoń przeciwnika jeszcze bardziej i zasadzając mu kopniaka w żebra. Krwiopijca odleciał, pozostawiając swą broń w ciele młodzieńca. „Teraz!” – zamknął oczy i teleportował się do kąta domu, unikając w ostatniej chwili własnego sztyletu, który przefrunął przez pokój i wbił się w ścianę. „Co za gówniarz! Ale teraz moja kolej” – uśmiechnął się wampir, ocierając usta z krwi. Błyskawicznie pojawił się za Sado i wymierzył cios w twarz. Chłopakowi od uderzenie drgnęła jedynie głowa, obracając się o kąt pełny. Darial spojrzał na napastnika kącikiem oczu, który nie zrezygnował z walki. Otwarta dłoń powędrowała w kierunku brzucha młodego chłopaka.
- Nie pokonasz mnie gołą dłonią – prychnął Xyron, uchylając się przed atakiem – jesteś…
Oczy młodzieńca rozszerzyły się w wielkim zdziwieniu, z ust wypłynęła krew. Przeciwnik był szybki, w ostatniej chwili zmienił kierunek ciosu i trafił w brzuch. Ale jakim cudem udało mu się przebić skórę?
- Hah, nie doceniaj mnie, a jeszcze chwila i skończysz jako pokarm dla psów. Co ty sobie wyobrażasz?! Jestem dziesiątki razy od ciebie starszy i potężniejszy. Wampiry preferują specjalne bronie, a w moim wypadku są to szpony. Nie wygrasz ze mną, gówniarzu. Wystarczy jedno mocne szarpnięcie i rozpruję ci flaki.
- Cholera, dłużej nie wytrzymam! – odkaszlał zmieniony głos młodzieńca, po czym Darial poczuł, że zmysły wracają z powrotem na miejsce. Poczuł okropny ból, spojrzał na swą ranę, po czym padł nieprzytomny na podłogę.
- To koniec. – odsapnął Dragosani, robiąc kilka kroków i podnosząc swój sztylet. – stracił trochę krwi… ale to nic.
Wampir oblizał wargi i rozkoszując się tą chwilą, począł zbliżać do bezbronnej ofiary. Schylił się nad ciałem, przejeżdżając po nim palcem, po czym rzekł sam do siebie:
- Smacznego.
Mając już zanurzyć kły w szyi swej kolacji, ujrzał zgiętą kartkę, z której spływała błękitna maź. Zainteresowany oderwał się na chwilę od młodzieńca i podniósł papier. Umoczył palec w cieczy i ostrożnie spróbował.
- Niemożliwe! – wykrzyczał przerażony i przeniósł swój wzrok na ranę młodego bojownika. Wypływała z niej piękna, błękitna krew. – To… nieprawdopodobne!
Syn nocy chwycił list sieroty i włożył go do kieszeni płaszcza. Następnie wyciągnął z szafki brudny bandaż i owinął nim ranę dzieciaka, która najbardziej krwawiła. Podniósł rannego i usadowił go na swym ramieniu, podpierając dłonią. Nacisnął klamkę i wyszedł na dwór. Zrobiła się już ciemno. Czas podczas walki płynął niemiłosiernie szybko. Jednak Dragosani kochał widok nocy. Rasa wampirów była u skraju przepaści. Pozostało jedynie paru z nich. „Muszę wskrzesić nasz klan, a do tego potrzebuję mocy… mocy krwi. Jednak on, ten gówniarz nie może zginąć. Nie teraz. Nie z jego krwią. Zapewne nawet nie wie kim… czym jest. Jeszcze się spotkamy, Sado. Sado Kherze.” – pomyślał poczym, pod osłoną nocy, ruszył przez miasto. Jedynym źródłem światła były latarnie i blask gwiazd, jednak dla istoty, która niemal całe życia żyła w cieniu, tak nikły problem, nie był przeszkodą, by pozostać w mroku. Zatrzymał się dopiero przed drzwiami ubogiego lekarza, w dzielnicy Szczura. Wyjął pióro, naciął swym sztyletem lekką ranę na lewej dłoni, poczym zaczął pisać krótki list, używając swej krwi jako atramentu, którego nigdy nie posiadał.
- Dawno nie zrobiłeś czegoś pożytecznego, co Dragosani? – Westchnął sam do siebie, a następnie wsunął swój list do kieszeni Dariala, obok niego położył sakiewkę wypchaną złotem i zapukał do drzwi. Minutę potem, kiedy otworzyły się z piskiem, dało się usłyszeć przekleństwa, zbulwersowanego człowieka, obudzonego w środku nocy. Szukając żartownisia, dojrzał jedynie rannego młodzieńca, leżącego u jego progu i skórzany woreczek, wypełniony po brzegi złotymi monetami. Niezauważony wampir, przyglądał się temu zdarzeniu, z dachu sąsiedniego budynku, a kiedy drzwi zaskrzypiały po raz kolejny, odwrócił się na pięcie i odszedł, okryty płaszczem ciemności.

Antelius:
No powiem Ci, że piszesz zarąbiście Sado, nie to co kiedyś, jednakże mam dwa zastrzeżenia...


--- Cytuj ---Huh, dawno nie pisałem, ale ostatnio się wziąłem. Przedstawiam świeżo napisany 2 rozdział (poprawiłem także poprzednie). Jestem pozytywnie nastawiony na krytykę. Miłej lektóry.
--- Koniec cytatu ---

No z tą lektÓrą to troszkę lipa. IsentoR widać zbyt wiele dał cenzur ;p


2.

--- Cytuj ---Błękitna łza rozbiła się o ziemię.
--- Koniec cytatu ---
Nie bardzo pasuje mi tu słowo rozbiła. Rozbić to się może samolot, albo głowe można rozbić, ale żeby łza się rozbiła?


Zauważyłem też sporo literówek, jednakże większość z nich nie rzucała się w oczy. Fabuła jest bardzo oryginalna i z każdym rozdziałem coraz ciekawsza. Za to co narazie napisałeś daje 10/10 ;]

Pozdrowienia(dawno się nie odzywałem ;D)

Airyx:
Przyznam, że bardzo spodobało mi się to opowiadanie. Czytając wypowiedzi poprzedników zauważyłem, że we wcześniejszych częściach było sporo błędów, ale teraz zostały poprawione. Doszukałem się kilku literówek i powtórzeń, ale nie przeszkadzały one bardzo w czytaniu. Zainteresowała mnie ta historia i chętnie przeczytam kolejne części, a za to co napisałeś do tej pory, Lordzie Sado, daję 8,5/10.

Kapii:
No nieźle, nieźle. Gratuluję pomysłu i orginalności. Gdy czytałem o tym, jak Dragosani i Sado wchodzili do domu wampira przypomniało mi się, co mi kiedyś kolega w SMS'ie napisał: "Otfósz dźwi bo će szczele!"
A ocena to... dowiemy się w nastepnym odcinku. ÂŻartuję oczywiśce. Dam 10/10.

Foltest:
Opowiadanie bardzo ciekawa. Daje  10/10. Opowiadanie opowiada o historii małego Dariala Xyraona, czyli naszego forumowego Sada. Historia bardzo ciekawa, otóż nie zrozumiałem w niej czym Sado zabił tego chłopaka. Czekam na kontynuację. Sado powinieneś wsadzić ty swoje piosenki. :D

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej