Forum dyskusyjne > Dyskusje na każdy temat
Zmienna Wiara
Hakuś:
Opowiadanie bardzo fajne :) Ładnie napisane, brak błędów ortograficznych, dzięki temu bardzo miło się czyta. Troche przykrótkie, ale jak piszesz jest to prolog :) Co do Postu Williama, że dziecko mogłoby nie przeżyć tego upadku jest prawdą, więc jak możesz to popraw to :) Jestem ciekaw, co to za znamię które posiada te dziecko ;) ciekawe. Pzdr
Ocena 4/5 :)
Sado:
Kolejna część. Huh, troszkę się nad nią potrudziłem, a błędy trochę trudno wyłapać, sądze że będzie kilka interpinkcyjnych i literówek. Zapraszam do czytania, napisałem dośc dużo, ale nie zniechęcajcie się :P.
Księga I - BELIAR
Rozdział I - Dzieciństwo
- Darial – krzyknęła Milia – wracaj tu!
Chłopiec w wieku 13 lat, wysoki, dobrze zbudowany właśnie kopnął drzwi i wybiegł z klasy. Nauczycielka pobiegła za nim. Młodzieniec szedł szybkim krokiem przez korytarz, klnąc na wszystko, co zobaczył.
- Darial – Jeszcze raz wrzasnęła opiekunka – do jasnej cholery! Wracaj tu!
Dziecko spuściło głowę i pełne furii obróciło się. Brązowa czupryna opadła mu na oczy.
- Czego chcesz? – warknęło – ona nie żyje, a ja wychowuję się w jakimś ośrodku dla dziwnych dzieci!
Chłopak podniósł głowę do góry i wyprostował się z godnością. Włosy opadły na bok. Milia spojrzała Darialowi w oczy. Płonęły nienawiścią, były czerwone z bólu i cierpienia, przybrały teraz krwawy kolor. Wydawało się, że płoną ogniem. Młodzieniec otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, lecz po chwili je zamknął, odwrócił się i otworzył drzwi na zewnątrz. Opiekunka popatrzyła przez chwilę za nim, po czym pokręciła głową i wróciła do klasy chcąc dokończyć lekcję. Tymczasem Darial Xyron wyszedł na mroźne ulice najbiedniejszej dzielnicy Tradu. Miasto to leżało w północno-wschodniej części Nordmaru. Było średniej wielkości, podzielone na trzy części: „Szczura”, „Owcy” i „Bizona”. Najbiedniejszą była pierwsza z nich. Mieszkali tam biedni i nowi mieszkańcy. Dom Opieki stał właśnie w niej. Zajmowano się w nim dziećmi porzuconymi przez rodziców. Niegdyś właścicielem ośrodka był Brutus Ostrat, jednakże umarł 13 lat temu. Teraz nadzorcom został Filip Strath, mąż Mili Strath. Darial pałętał się ulicami Tradu. Nagle doszedł do małego placu. Po środku stała stara, drewniana ławka. Chłopiec usiadł na niej, schylił ponuro głowę i zaczął głęboko rozmyślać. W tym samym czasie Milia weszła do klasy, próbując dokończyć lekcję, lecz zakłopotanie z powodu chłopca nie pozwalało jej na to. Chciała wyjść za nim i powiedzieć mu całą prawdę, lecz nie mogła. „załamałby się” – myślała wiele razy. Po lekcji podeszła do jednego z przyjaciół młodzieńca.
- Lanz – krzyknęła do niego – choć tutaj.
Chłopiec o blond włosach, małego wzrostu i szczupłej budowie podszedł do nauczycielki. Już otwierał usta, bu usprawiedliwić się z ostatniego wybryku, lecz opiekunka go powstrzymała.
- Znajdź mi Dariala i przyprowadź go tutaj, rozumiesz? – spytała się.
- Tak, proszę pani. – odpowiedział Lanz i pobiegł do wyjścia.
Wiedział, gdzie Xyron lubił przesiadywać, często chodzili tam razem. Chłopak biegł w stronę głównego placu w tej dzielnicy. Kiedy doszedł na miejsce ujrzał Dariala, siedzącego na ławce, z ponuro opuszczoną głową. Lanz Greem przyjrzał się dokładniej. Jego kolega zaciągał się skrętem. Podszedł do młodzieńca i powiedział:
- No, no… masz jeszcze jednego? Też chciałbym zapalić .
Dar wyjął zza pazuchy kolejne zielsko i wręczył przyjacielowi. Ten zapaliwszy go, wziął do ust, zaciągnął się, po czym rzekł:
- Millia, kazała cię przysłać. Byłbyś może łaskaw do niej pójść i zachowywać się normalnie?
-Nigdy za nią nie przepadałem. Po prostu jej nie lubię!
- Ale, Dar…
- Cholera. Doskonale wiesz, że nienawidzę tego imienia. – krzyknął Darial
- Dobra, dobra… Sado, zrób to dla mnie. Pójdź do niej i chociaż raz bądź miły.
- Ech…
- Sado, proszę.
- Cholera, niech Ci będzie. Zaraz będę.
Chłopak udał się w drogę powrotną. Uspokojony szedł wolnym truchtem w stronę Domu Opieki. Po drodze spotykał wiele znajomych osób. Znał tu wszystkich ludzi. Dzielnica Szczura była mu znana jak własna kieszeń. Po chwili doszedł do budynku, który kazano mu nazywać domem. Jego ściany były brudne, pokryte pleśnią, a w niektórych miejscach całkiem zniszczone. Wszedł przez okno do swojego pokoju, by nie pokazywać się innych dzieciom. Wyszedł ostrożnie przez drzwi na korytarz i poszukał Mili. Po chwili znalazł ją siedzącą w klasie. Była całkiem sama, pisała coś na brudnej kartce. Darial podszedł do niej. Ta uniosła szybko wzrok i powiedziała z uśmiechem:
- Tu jesteś. Przestraszyłeś mnie tą swoją ucieczką. Ale już dobrze, zostań, mam tu coś dla ciebie. – opiekunka wyjęła sakwę ze złotem i wręczyła ją chłopakowi – kup mleko i siedem bochenków chleba.
Darial popatrzył na nią. Nigdy nie przyglądał się kobietom i nie dostrzegał ich uroku. Choć Milia była starsza od niego o 20 lat, to i tak była bardzo ładna. Miała długie brązowe włosy, opadające jej do ramion, małe, błękitne oczy i czystą cerę. Po chwili młodzieniec oderwał od niej wzrok i pobiegł do swego kolegi. Po chwili zmachany stanął na placu i pokazał Lanzowi sakiewkę. Ten przeliczył złoto i powiedział:
- Jest równo 50 monet. Wolałbym sobie coś zapalić, niż kupować żałosny chleb. Co ty na to?
Darial przez chwilę się zamyślił, po czym rzekł z uśmiechem:
- Ok, świetnie. Chodź!
Koledzy poszli razem na plac targowy, umieszczony w centrum Dzielnicy Owcy. Mijali nieznajome osoby, które przechodząc obok nich wyśmiewały się z ich brudnych i podartych ubrań. Wreszcie doszli na miejsce. Zauważyli, jeden dość opustoszał stragan. Kupiec właśnie rozmawiał z klientem. Młody Xyron ostrożnie się zakradł, czekając na okazję . Lanz zagadał sprzedawcę:
- Ile kosztuje jeden bochenek chleba i mleko?
- Bochen – 6 sztuk złota, a mleko 8. To wyśmienita cena, chłopcze. Chciałbyś może kupić?
Lanz pomyślał chwilę, dał czas Darialowi, by ten po cichu ukradł sześć bochenków. Gdy ujrzał, jak chłopak swymi zwinnymi dłońmi bierze po cichu sześć bochenków, wreszcie odrzekł:
- Tak, tutaj ma pan pieniądze..
Sprzedawca ucieszony wziął złoto i wręczył młodzieńcowi towary. Po chwili dwaj przyjaciele, szli do kupca Abdijaha, śmiejąc się z głupoty sprzedawcy
- Idiota, powinien być bardziej uważny. – zaśmiał się cicho Lanz.
Darial jedynie z uśmieszkiem przytaknął głową. Po dwóch minutach znaleźli się w pomieszczeniu, wypełnionym dymem. Unosił się on w powietrzu, nad głowami klientów, spowijał się jak wąż wokoło lamp i truł umysł innym. Darial zaciągnął się nim i rzekł:
- Wyśmienity zapach. Muszę to kupić!
- Witajcie drodzy młodzieńcy. – przywitał się sprzedawca- me imię to Abdijah, jestem a krajów południa i także stamtąd sprowadzam mój wyśmienity towar. . Chcielibyście może spróbować „Ognistego Fathoru”? To jedyne 15 sztuk złota za sztukę.
Dar zdobył się na uśmiech i wyciągnął sakiewkę.
- Oczywiście, dwie sztuki. Tutaj są pieniądze.
Kupiec dał chłopcom skręty i wziął pieniądze. Ci osiedli w ciemnym kącie i razem zapalili.
- To jest po prostu… wyśmienite! – niemal wykrzyczał Xyron, przymykając oczy.
- Taaa... super. – odrzekł Lanz, krztusząc się.
Kiedy wypalili skręty do końca, wstali, lecz kiedy mięli już wychodzić usłyszeli rozmowy:
- …oberwał moim zaklęciem i spadł w przepaść. Po powrocie do miasta wszyscy mieszkańcy obdarowywali mnie swoim złotem w podzięce! Byłem bogaty, dopóki jakiś cholerny złodziej nie ukradł mi tego majątku!
Darial zaśmiał się na cały budynek i rzekł w stronę, z której dobiegały rozmowy:
- Stare gadanie! Pieprzysz starcze!
Nagle z ciemności wyszła wysoka postać ubrana w czerwoną szatę. Od razu można było w nim rozpoznać maga. Po chwili zdjął on kaptur. Twarz była trochę pokryta bliznami, oczy były koloru piwnego, nos długi i ostry. Mag był szczupły, lecz umięśniony. Do pleców miał przypięty kostur
- Co powiedziałeś młodzieńcze?
- ÂŻe kłamiesz. – odpowiedział spokojnie Darial.
Starzec kopnął chłopaka, tak że ten się przewrócił. Po chwili zadał kolejny cios nogą, tym razem w brzuch.
- Nigdy, ale to nigdy, nie będziesz tak mówił o człowieku wysokiej rangi! – krzyknął mag.
Darial wrzasnął wściekło. Złapał przeciwnika za nogę i przewrócił. Pełen furii złapał mocno jego dłoń i szarpnął mocno, łamiąc mu ją. Nagle jakaś potężna moc, odepchnęła obu na kilka metrów. Z ciemności wyszedł kolejny starzec, lecz tym razem przyodziany w ciemno-fioletowy płaszcz. Rzekł:
- Dość tego. Może to prawda, że Maroth opowiada brednie, lecz to nie oznacza by od razu go wyzywać. Lecz jak ty magu ognia, wielki Marocie, mogłeś się tak upokorzyć i wdać się w bójkę z młodym chłopcem? Czyż ci nie wstyd?
Zwolennik Ognia jedynie pełen złości usiadł na krześle trzymając się za swoją dłoń. Nekromanta w ciemnych szatach po długim wpatrzeniu w chłopca, zwrócił się do niego:
- Nie obchodzi mnie jak się nazywasz, lecz zauważyłem w tobie coś dziwnego. Jesteś kimś „wyjątkowym”. Takich jak Ty pragnie mój bóg. Beliar, włada światem zmarłych i magią śmierci. Zauważył, że umiesz wykorzystać moc ciemności i cię nią obdarował… korzystaj z niej mądrze, a tymczasem idź już i odnajdź swe przeznaczenie w modlitwie do niego!
Dwaj przyjaciele, spojrzeli na siebie. Przemowa maga wydawała się nim bardzo dziwna. Mimo tego Darial w drodze powrotnej do Domu Opieki wiele o niej myślał. Wreszcie odezwał się do Lenza:
- Wiesz, co, a jeśli ten mag miał rację, jeśli naprawdę Beliar mnie obdarował mocą? Może naprawdę jestem wyjątkowy?!
Kolega tylko kiwnął głową i otworzył drzwi do przytułku. Razem weszli i zanieśli Mili jedzenie, lecz ta zatrzymała Dariala przed wyjściem
- Muszę ci coś powiedzieć. Twoja matka wcale nie umarła… ona oddała cię tutaj, bojąc się ciebie, kazała Cię tylko nazwać „Daria Xyron”. Tutaj… tutaj jest list, który znalazłam razem z tobą.
Młodzieniec wpatrywał się w niego przez chwilę, po czym warknął:
- Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?
- Ja… ja przepraszam. Bałam się o ciebie, chciałam ci go dać jak dorośniesz.
Darial znów płonął gniewem
- Gówno mnie to obchodzi!
Chłopak odrzucił papier i pognał do swojego pokoju. Tam opadł na łóżko, położył się na brzuch i spróbował zasnąć. Po chwili przypomniało mu się o darze od Beliara. Usiadł na kocu i zmówił cicho modlitwę:
- Beliarze, bogu ciemności, jeżeli istniejesz, to pomóż mi przezwyciężyć te wszystkie trudy. Proszę…
Po chwili zmęczony młodzieniec zasnął, kurczowo myśląc o bogu ciemności. Kiedy jeszcze spał w jego umyśle rozległ się przeraźliwy wrzask: „ZABIERZ LIST, BĂDZIE CI POTRZEBNY”. Darial zbudził się cały zalany potem. Pomyślał chwilę, nad tym, co usłyszał. Wiedział, że to nie był sen, ani koszmar. Czym prędzej pobiegł do Mili. Otworzy drzwi do jej sypialni. Zobaczył ją i jej męża razem w łóżku, lecz nie przejmował się tym. Jedynie, co zrobił to zapytał się głośno:
- Gdzie jest ten głupi list? Jest mój, chcę go wziąć.
Milia zakłopotana wyjąkała:
- D-darial, co ty tu robisz?
Chłopiec wrzasnął:
- Cholera, gadaj gdzie ten papier.
- Jest w biurze, ale ono jest zamknięte na klucz,, ale zaraz Darial, po co ci on?
- Nieważne…
Chłopak pobiegł w stronę biura. Szarpnął za klamkę, lecz drzwi były zamknięte. „Muszę się tam dostać” – pomyślał Darial, po czym kopnął w nie. Nawet nie drgnęły. Chłopak zaczął się denerwować… powoli wpadał w furię, a wreszcie w szał. Tęczówki stały się krwisto-czerwone, pełne ognia nienawiści, skóra, zaczęła zmieniać kolor, na jasnozielony, paznokcie i kły się stwardniały i zaostrzyły się, a źrenice wydłużyły, na kształt jajka. Darial zacisnął pięść, po czym z wielkim impetem uderzył w drzwi. Te rozwaliły się na tysiące malutkich kawałków. Chłopiec dalej niczym demon wszedł do pomieszczenie. Zauważył na biurku zwitek papieru. „To on” – pomyślał, po czym schował go do kieszeni. Nagle do pokoju wbiegło kilku innych dzieci. Spojrzeli na Dariala, nagle jeden z nich wystąpił i rzekł.
- Xyron… idioto, wiedziałem, że kradniesz, ale żeby w ośrodku?! Jesteś durniem! Tu cię wychowano, jesteś niewdzięczny jak świnia.
Nowe wcielenie chłopca spojrzało na niego z furią:
- Stul pysk Ranchel… zresztą, po co… zaraz i tak nie będziesz go miał.
Młodzieniec pobiegł wzrokiem po sali. Nagle zauważył sztylet na szafce. Podbiegł i wziął go do ręki mówiąc do swojego znajomego:
- Nigdy cię nie lubiłem Ranchel. Dziś jest dzień, w którym pożegnasz się z życiem.
Darial pobiegł w stronę drugiego chłopca. Wziął zamach i zadał cios. Broń przecięła prawe ramię Ranchela. Xyron ponownie uderzył. Tym razem pchnął sztyletem stronę przeciwnika. Broń, aż po rękojeść wbiła się w serce chłopaka. Reszta bandy uciekła z biura. Darial się uśmiechnął, po czym powiedział na głos:
- Co mam teraz zrobić?
Nagle usłyszał krzyk w swej głowie „UCIEKNIJ… KIEDY BĂDZIESZ GOTOWY, WYNAGRODZĂ CI TO… TYMCZASEM ZRĂB IM TO NA CO ZASÂŁUGUJÂĄ”
Młodzieniec uśmiechnął się, po czym spojrzał z nienawiścią na biuro i martwe ciało Ranchela. Nagle Darial poczuł ból na ramieniu. Rozdarł płaszcz i spojrzał na nie. Jego znamię płonęło żywym ogniem. Xyron poczuł nienawiść w sercu… chciał się zemścić
Tymczasem Milia ubrała się i pobiegła w stronę biura. Zauważyła jak wychodzi z niego chłopak. „To musi być Darial” – pomyślała i pobiegła w jego stronę.
- Darial. – krzyknęła.
Młodzieniec dalej szedł w stronę wyjścia, trzymając zwitek papieru w dłoni. Nauczycielka spojrzała do biura. Leżały w nim zwłoki, które teraz się paliły, tak samo jak całe pomieszczenie.
- Darial. – wrzasnęła jeszcze raz opiekunka.
Darial obrócił się i powiedział głośno:
- Nie nazywam się Darial Xyron, moje imię to Sado, Lord Sado.
- Ale Dar… - wymamrotała Milia.
Chłopak ponownie się odwrócił. Trzymał dłoń na klamce, lecz nim wyszedł wykrzyknął:
- Spierdalaj…
I spluwając za podłogę znienawidzonego budynku, wyszedł na świeże powietrze. Tym razem już wolny…
Niro:
Hmmm... Czytam twoje opowiadanie i mam iście mieszane uczucia. Z jednej strony opisy są dobre lecz jednak język, który został użyty w opowiadaniu jest zbyt dzisiejszy. Nie widzi mi się, aby chłopiec, który żyje w świecie Gothica mówił takie słowa jak 'zajebiście, zajebiemy' etc. Nie podoba mi się, że mieścina w której Darial Xyron (też mi imię) żył była umiejscowiona w północno - wschodnim Nordmarze. Nie za zimno? Poza tym kolejny wątek - Nekromanta i Mag Ognia. Wątpie, żeby takie dwie różne osobistości swobodnie ze sobą rozmawiały. Oprócz jakoś wiadomość przekazana Sado o tym, że ma w sobie dużą moc była taka 'zyczajna'. Mogłeś to jakoś rozwinąć. Prócz tego nie podoba mi się ta zamiana Xyriona w bestię i zasztyletowanie swojego rówieśnika. Kolejna rzecz, która mnie raziła do bólu jest to:
--- Cytuj ---TYMCZASEM ZRĂB IM MAŁE DEJA VU
--- Koniec cytatu ---
Słowo deja vu jest wzięte z języka francuskiego. Czy uważasz, że w gothicowych realiach znałby ktoś takie określenie i w ogóle język francuski?
Ogółem opowiadanie jest dobre, jednak mam wrażenie, że skupiasz się na detalach (o ile detalami można nazwać opisy) i przez to nie zwracasz uwagi na inne rzeczy. Stawiłbym teraz 7/10 i 3 gwiazdki, jednak wstawię wszystko dopiero, gdy skończysz opowiadanie.
Icer:
Siema
--- Cytuj ---A błędów ort, int, jęz nikt nie znalazł?
--- Koniec cytatu ---
Hmm..Owszem znalazłem kilka literówek.Nie wymienię ich wszystkich , bo czytałem opo wczoraj .
Fajowo przedstawiłeś sytułacje jak powiedziałeś polskiej młodzierzy .Dobrze się nawet czyta , dodałeś odpowiedni klimat wydarzeniom itp.Opowiadanie całkiem ciekawe tylko niektóre słowa są "rarzące".
Nie mogę się doczekać następnych części.A oto moja ocena rozdziału.
Ocena 9/10 -za te rarzące słowa,reszta OK.
Gwiazdek dam pod koniec całego opo.
PS.kiedy nast.część.
Pozdr.4 all.Icer
Kozłow:
No to ja Kozłow postanowiłem ocenić to opowiadanie.
Co do prologu:
Po pierwsze
--- Cytuj ---Prowadziły one do krótkiego korytarzu.
--- Koniec cytatu ---
Może się czepiam, ale równie dobrze mógł to być błąd stylistyczny, co literówka. Powinno być "korytarza"
Po drugie
--- Kod: ---Na środku było biurko z drewna, przy ścianie stał szkielet człowieka, był w bardzo mizernym stanie, niektóre kości już odpadły.
--- Koniec kodu ---
Trochę to stylistycznie nie pasuje. Ja bym napisał: "Na środku stało biurko z drewna, a przy ścianie szkielet człowieka. Szkielet był w bardzo mizernym stanie. Niektóre kości poodpadały, a czaszka była zarysowana (urozmaicaj opis, choćby przez podanie więcej niż 1 cechy przedmiotu lub czegokolwiek innego)."
Po trzecie
--- Kod: ---W kącie leżało łóżko.
--- Koniec kodu ---
Toś mnie rozbawił.. hehe jakim cudem łóżko może leżeć? Chyba ze chodziło ci o te leżące na ziemi koce, jak w Gothicu. Ale to nie łóżka.
PO czwarte
--- Kod: ---W kącie leżało łóżko. Było pokryte przepiękną skórą rozpruwacza. Na nim leżał starszy mężczyzna. Oznaki starości dawały mu się we znaki. Miał zarówno siwe włosy, jak i brodę oraz wąsy. Kiedy przemówił, jego głos wydawał się strasznie ochrypły i niewyraźny:
--- Koniec kodu ---
Jakiś ten kawałek dziwny stylistycznie. Napisałbym :W kącie stało łóżko, pokryte przepiękną skórą rozpruwacza. Na łóżku leżał starszy mężczyzna. Siwe włosy na głowie i brodzie oraz jego wyraz twarzy, świadczył, ze starość daje mu się we znaki. Kiedy przemówił, jego głos wydawał się strasznie ochrypły i niewyraźny:(...)". Ale to już według twojego uznania.
Po piąte
--- Kod: ---proźbę
--- Koniec kodu ---
Wiele razy widziałem ten błąd. Moi koledzy dopuszczają sie go nagminnie. PROŚBA. Zapamiętaj sobie to :D
Po szóste
--- Kod: ---(...)pisać [b]bardzo[/b] szybko, bo pismo było [b]bardzo[/b] niewyraźne(...)
--- Koniec kodu ---
Staraj się unikać powtórzeń. Drugie "bardzo" mogłeś sobie odpuścić.
Po siódme
--- Kod: ---Dziecko wypadło jej z rąk. Ręcznik się rozwinął i odsłonił nagie ciało niemowlaka. Kobieta spojrzała na bezwładnego ciało starca i na skórę niemowlaka. Na jego prawym ramieniu widniało dziwne znamię…
--- Koniec kodu ---
- Dziecko wypadł jej z rąk?? Mogło się zabić...
- na czyim prawym ramieniu? Starca, czy niemowlaka? Trochę to źle stylistycznie
Otóż... Błędów siedem i to większość natury realistycznej, czyli występowały czasami rzeczy niemożliwe. Historia nawet oryginalna, ale gdzieś już to słyszałem. Tekst chyba czyściuteńki ortograficznie.
Ocena Prologu 8/10
Co do rozdziału 1:
Po pierwsze
--- Kod: ---- Darial – [b]K[/b]rzyknęła Milia – wracaj tu!
--- Koniec kodu ---
Dlaczego z dużej? To jest wyraz w środku zdania, ponadto nie ma innych podstaw gramatycznych by pisać ten wyraz w tym przypadku z dużej litery.
Po drugie
--- Kod: ---jednego z przyjaciół [b]M[/b]łodzieńca.
--- Koniec kodu ---
Tutaj też nie ma podstaw, żeby słowo "młodzieniec" pisać z dużej litery.
Po trzecie
--- Kod: ---Chłopiec o blond włosach, małego wzrostu i [b]szczupłej budowy [/b]
--- Koniec kodu ---
Chłopiec o kim ? o czym? O szczupłej budowie, a nie "Szczupłej Budowy", akurat w tej sytuacji.
Po czwarte
--- Kod: ---- Nie chce cię opierniczać
--- Koniec kodu ---
hehe do dzieciaka gada opierniczać. Widział ty kiedyś jak nauczycielka powiedziała do kogo nawet "kurczę"?
Ja nie, a tutaj jedzie do niego ostrym przeklęstem :D
Po piąte
--- Kod: ---Weź ziomek
--- Koniec kodu ---
W świecie Gothica! Nie... Jakoś mnie to nie przekonuje... Wyobraź sobie, że idziemy do Fiska Bezimiennym.
- Elo ziom daj mi 2 mieczyki te zajebiście tanie. Ile cashu mam ci dać?? 40 zyli?? Zryło ci łeb??
Jakoś to do mnie nie przemawia....
Po szóste
--- Kod: ---zapewne suka
--- Koniec kodu ---
Eeee.. Słabo :D:D:D U mnie w szkole zwykle gorzej, ale nie bedę tutaj cytował :D
Po siódme
--- Kod: ---- Spoko… Sado
--- Koniec kodu ---
A skąd tam ty?? Może to taka młodzieżowa odzywka, ale ja nie słyszałem... Sado... Hmmm.....
Po ósme
--- Kod: ---Na pewno nam sprzedadzą, nie martw się.
--- Koniec kodu ---
Hehehe pojęcie pełnoletność w średniowieczu (bo w tej epoce możnaby umiejscowić Gothica) nie istniało. Przecież 7 - latkowie niekiedy zostawali królami :D
Po dziewiąte
--- Kod: ---Darial podszedł cicho obok straganu.
--- Koniec kodu ---
w tym wypadku "przeszedł" obok straganu, albo podszedł "do" straganu.
Po 10
--- Kod: ---- Jedna sztuka chleba
--- Koniec kodu ---
Sztuka chleba??? Chyba bochenek....
Po 11
--- Kod: ---spowijał się jak wąż
--- Koniec kodu ---
Wąż się może spowijać?? Zresztą chyba nie ma takiego czasownika jak "spowijać się" :D:D
Po 12
--- Kod: ---z nikąd
--- Koniec kodu ---
Częsty błąd. Powinno być razem.
Po 13
A'propos przyjaciela Dariala. Raz piszesz Lanz, innym razem Lenz. Zdecyduj się :D
Po 14 (REKORD!! NIGDY NIE DOBIŁEM DO 14 :D)
--- Kod: --- Powiem ci coś, zacznę się do niego modlić. W każdym razie nie mam nic do stracenia
--- Koniec kodu ---
Zaprawdę powiadam ci... Temu, który odwróci się w stronę Beliara, szyja zostanie w jednej pozycji.
Darial miał chyba jednak coś do stracenia.... Możliwość bycia dobrym.
Po 15
--- Kod: ---(...)wiedziałem, że kradniesz, ale żeby ośrodek,(...)
--- Koniec kodu ---
hahah ukradł ośrodek??
Po 16
--- Kod: ---obrała się
--- Koniec kodu ---
Haahahahahahahahhaha... Uśmiałem się... Zabawna literówka. Obrała się nożem, jak ziemniaka?? hahah
Reasumując. Bardzo fajne opowiadanie. Napisane dobrym językiem. Tekst nie miał zbytnio rażących błędów ortograficznych, bądź stylistycznych. Co do samej fabuły. Świetna. :D Opowieść o dziecku Beliara jest bardzo oryginalnym pomysłem, choć przyznam, zapowiadało się łykowato.... Ale potem akcja się rozwinęła :D Miałem cichą nadzieję, że na końcu rozszarpie opiekunkę (). Powiem ci jedno. Piszesz świetnie. Dialogi są rozbudowane, opisy także. Normalnie miodzio mi się to czytało. A na pewno czytałoby się lepiej, gdybym nie musiał zapisywać co jakiś czas błędów, których było sporo. mimo dużej ilości błędów, jest to według mnie jedno z najlepszych opowiadań na tym zacnym forum. Drogi Lordzie Sado, oby w twoim kałamarzu nigdy nie zabrakło atramentu.
Ocena: 10(a nawet 11)/10
(200 post Towarzysza Kozłowa . Byle dognać Isentora :P)
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej