Tereny Valfden > Dział Wypraw

Atak Krasnoludów

<< < (7/8) > >>

Sado:
Krasnoludów z każdą chwilą było coraz mniej. Niekórzy z nich nawet dezerterowali. Maureni przechylili szalę zwycięstwa na stronę ludzi. Gdyby nie oni, to prawdopodobnie Obmros leżałoby w gruzach. Sado trzymając sie obok pewnego Maurena wybijał przeciwników czarami. Mauren nie pozwalał dojść krasnoludom do Sado, a ten starał się, aby żaden pokurcz nie zaszedł wojownika od tyłu.

_Snopek_:
ÂŁowca przemierzał dalej dalej wąskie ulice miasta uważnie badając teren. Cały czas zmierzał w kierunku portu w którym to miał nadzieję ocalić kilka rzeczy ze swojego domostwa. Nie spieszył się mimo iż jego drewniana chata mogła w każdym momencie spłonąć podczas rozprzestrzeniającego się pożaru, nieostrożność mogła go kosztować o wiele więcej. Dzielnica była opustoszała i wszędzie unosił się duszący dym który utrudniał widoczność jednak po pewnym czasie udało mu się dotrzeć do celu. Wśliznął się do środka chaty i wyciągnął z kufra kilka papierów po czym schował je za pas. Gdy miał wychodzić usłyszał za drzwiami rozmowę:
- Podpalać budynki, mamy rozkazy żeby zrównać to miasto z ziemią, nie ociągać się, brać się do roboty.
Na podwórzu stało kilka krasnali które właśnie rozbiegły się na kilka stron aby wykonać swoje rozkazy. Jedna z pochodni wylądowała nawet w domu Snopka ale gospodarz ugasił ją wodą z wiadra. Po chwili na zewnątrz pozostał tylko dowódca oddziału. Samotny ÂŁowca wykorzystał to iż był on odwrócony plecami do jego domostwa, krasnal nie spodziewał się tutaj żadnego zagrożenia więc spokojnie palił nabitą fajkę. Kilka sekund później leżał martwy na ziemi przeszyty przez ostrze na wylot. ÂŁowca wyjmując ostrze z ciała usłyszał za sobą szelest, gdy się obejrzał ujrzał krasnala który na jego widok zaczął uciekać w kierunku dolnego miasta, nie zastanawiając się długo Snopek pobiegł za uciekającym.

Sado:
Na pou walki został tylko niedobitki krasnoludów. Zapewne w mieście dalej było ich trochę i chcieli oni zniszczyć całe miasto. Sado popędził przez zniszczoną bramę do miasta. Szybko pobiegł do portu. Widział domy w płomieniach. Wycignął łuk. Zobaczył krasoluda, która był bardzo blisko jego domostwa. Stał on z pochodnią. Sado wycelował prosto w serce. Strzała pięknie przebiła krasnluda. Sado szybko napełnił wiadra i stnął koło swego domu broniąc go przed spalniem...

Crisis:
Tymczasem Crisis walczył jak tylko potrafił. Jednak z każdą chwilą zmęczenie dawało mu się we znaki. ÂŁowca nie mógł zliczyć ilu wrogów już zabił, ale wiedział, że za mało. Mimo, że Krasnoludów znacznie już ubyło dzięki atakowi Maurenów, to sporo wrogów zostało jeszcze przy życiu. Aczkolwiek jasne już było, iż Ombros zwyciężyło z wielką pomocą przyjaciół. Tymczasem Crisis walczył na polu przed miastem, w koło widział Maurenów i Krasnoludów, a przyjaciół, z którymi wrócił z wyprawy nie było w zasięgu wzroku. ÂŁowca zabił kolejnego krasnoluda podcinając mu gardło i poszedł szukać przyjaciół...

Metztli:
Pęknięte żebro Metztli, po wypiciu krwi, zaczęło się zrastać - Idź, pomóż innym w walce, ja dam sobie radę - szepnęła do Dragosaniego - Nie, nie zostawię cię - powiedział mąż - Ale ja naprawdę czuję się już całkiem dobrze - uśmiechnęła się - Mam nadzieję że te kurduple nie dostały się do górnego miasta... Jeśli coś stało sie z naszym domem i moimi różami to je pozabijam - warknęła ze złością i wstała, ale poczuła ból i osunęła się na ziemię - Coś czuję że chyba jeszcze nie mogę walczyć - Wtem zza rogu wyszło kilku krasnali, rozglądali się nerwowo, trzech z nich było rannych... - No proszę, co tu robią te brudy - warknął Dagosani i po chwili wszystkie krasnoludy były martwe... - Trzeba się rozejrzeć czy nie ma ich tu więcej, jak jacyś będą to lepiej ich pozabijać żeby nie sprawiali problemów - zaśmiała się Metztli i wstała, całkowicie już wyleczona...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej