Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Piłaci z Orathu
Kazmir MacBrewmann:
- W ładowni? Tu so aby beczki, użyj buta. Albo po prostu wsadź tam ryja. Nie mam zbytnio nastroju, jak zobacze Garuge będę spokony.
Adaś:
-A się Kaziu stresujesz nadwyrost. Może i lekko nie ma, ale będziemy działać tak żeby było dobrze.-Starał się uspokoić krasnoluda. Równocześnie nabierając alkohol w dłoń, stwierdził że tak będzie najwygodniej.
Kazmir MacBrewmann:
- Pożyjemy zobaczymy. Odparł, dało się słyszeć mewy. A więc byli blisko lądu. Już? Już. Czas jest względny w grach w trakcie opowieści... Wyszli na pokład. Garuga widoczna w oddali o zachodzie słońca wyglądała normalnie. Z pozoru.
Adaś:
-Chcesz od razu ruszać na radę, czy z jutra?-Czknął z cicha, odbiło mu się rumem. Ale wyglądał i zachowywał się trzeźwo, patrzył w kierunku zachodu słońca. Dla niektórych oznaczało to, że zbliża się pora spania. A takie miejsce, jak to w którym się znaleźli dopiero się budziło.
Kazmir MacBrewmann:
- Czy ty mnie słuchałeś? Rada nie zbiera się tutaj, to by było samobójstwo. Dopływając do nabrzeża było słychać strzały, bluzgi, szanty, pijackie awantury i odgłosy pojedynków na szable. Garuga w swym naturalnym stanie. Wprawne oko dostrzegło że na ulicach nie ma panienek. Te siedziały po zamtuzach, ulice były zbyt niebezpieczne by na nich stać tak po prostu. - Kocham to miasto.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej