Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Per aspera ad astra I - Ruiny w Mirtach

<< < (7/15) > >>

Melkior Tacticus:
A ich pdzygody w Mor Andor... cóż. Co się dzieje w Mor Andor, zostaje w Mor Andor. Było takie powiedzenie gdy jeszcze bariera istniała. Dalej jechali w ciszy. Stając po drodze kilka razy, sama podróż trwała bowiem kilka dni podczas któryych nic wartego spisania się nie działo. Aż o świcie piątego dnia dojecgali do Mirt. Mirty...
- Wsi wesoła wsi spokojna... gdzie ten chuj sołtys Leon z tym jego kundlem? Zapowiedziałem nas i co? Komitetu powitalnego nie było bo jakby wieś spała.

Adaś:
-Myślę że wszyscy jeszcze śpią.-Odpowiedziałem na zbulwersowanie Melkiora. Jakby nie było, było bardzo wcześnie, bo ledwie zaczęło świtać. A po za tym nigdy do końca nie wiadomo, kiedy zapowiadany gość dotrze. Pięć dni drogi do stolicy to długo, a na trakcie różne rzeczy mogą się zdarzyć.

Melkior Tacticus:
- Gdybyś ty znał Leona... po za tym nie widze tu nic co by wskazywało na to że bytuje tu mój wasal. A to źle świadczy. Podjechali pod chałupę sołtysa, największą i najbogaciej zdobioną w całej wsi. Ten grubas Leon był niesamowitym krętaczem, który umiał się dorobić. Niekoniecznie legalnie, żył tylko dlatego że Melkior darował mu życie. Bo Marysia tak bardzo prosiła. A Melkior nigdy nie odmawia ładnym kobietom... Zszedł z konia i opierając się dostojnie na kosturze podszedł do drzwi, zapukał donośnie.

Adaś:
Kiedy dojechaliśmy pod dom sołtysa, również zszedłem z konia. Ale w przeciwieństwie do elfa, zostałem stać przy koniu trzymając go za uzdę. Stwierdziłem że na razie nie ma sensu, żeby zbliżać się do drzwi. Po za tym zrobiłoby się tam ciasno, więc lepiej zaczekać ciut w oddali.

Melkior Tacticus:
- Kogo kurwa niesie o tej porze! Bogowie prze... Dało się słyszeć po dłuższym pukaniu, a w drzwiach ukazał się sołtys.



 Gruby knur zaniemówił, zbladł niczym najbladszy wampir. - Waszmościowie! Witam serdecznie... eee... Nie spodziewalim sie Was o tak wczesnej porze. Z-zapraszam do izby. Naryśka! Szykuj strawe! Krzyczał trzęsąc się jak galareta, co przy jego tuszy wyglądało nader zabawnie. - W liście było napisane że zjawimy się z samego rana. Melkior skinął na resztę by weszli za nim. Główna izba chałupy była także bogato urządzona, solidny stół, dębowe ławy i krzesła, był nawet kominek i dwa fotele.
- Emm tak? No bodaj hehe musiał ja zapomnieć...
Melkior usiadł za ławą. Córka sołtysa przyniosła chleb i kiełbasę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej