Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rozproszeni
Melkior Tacticus:
Melkior w zasadzie mówił do Egberta... Ale jak widać karczmarz podsłuchał.- Nie mówiłem do ciebie karczmarzu. I uważaj na słowa. Rozmawiasz z Podskarbim Koronnym, nie chcesz chyba bym zajrzał do twoich ksiąg i dopatrzył się czegoś. Jeśli nie masz nic wartego dodania to przynieś dzban wina, migiem. Musze pomyśleć. Gdyby ufał Krukom poszedłby tam po informacje, ale im nie zaufałby nawet gdyby chodziło o zrobienie omletu. Burdele w ich przypadku odpadają, Isentor zabezpieczył swe ziemie magicznym murem więc tam ich na pewno nie ma... brak mi punktu zaczepienia...
Karczmarz:
- Tak, tak, panie. - zaczął jąkać się karczmarz. Odwrócił się i poszedł do baru nalać wina. Nikt nie mógł przecież wiedzieć, że karczmarz ten, wyjątkowo niemiły w swoim rodzaju, pluje gościom do jedzenia, kiedy Ci mu się nie spodobają.
Po chwili karczmarz przyniósł wino i kieliszki gościom w izbie, postawił je na stole po czym odszedł na bok, czekając aż goście będą chcieli czegoś więcej.
Egbert:
Egbert, tradycyjnie, nawet nie spojrzał na przyniesione wino. Chociaż wypić lubił, to w pracy alkoholu nigdy nie tykał. Całą swoją uwagę poświęcił pięknie malowanym kartom. Najemnik był naprawdę pod wrażeniem. Postacie na papierze wyglądały doprawdy jak żywe. Po odwróceniu kart na drugą stronę przeczytał imiona magów, bezgłośnie poruszając przy tym ustami. Jednocześnie słuchał słów Melkiora.
-Nawet czarodzieje muszą z czegoś żyć.- Powiedział drapiąc się po brodzie. -Nie mogą zarabiać na siebie magią, więc muszą zajmować się czymś innym. Co może robić taki czarodziej? Służyć ludziom jako kapłan? Medyk? Profesor na uniwersytecie?
Kombinował wielkolud.
Melkior Tacticus:
- Na arenie w Atusel nadal leczy witalitka. Sjenka Vabial, więc nie ma problemu jak widać problemu z używaniem magii publicznie w dużych miastach. O. Spojrzał na karty Egberta, nalał sobie wina i wypił łyka. - Ulgor Errest, kojarze go z Gildii Magów. Właściwie to kojarzy go mój łeb... Odruchowo podrapał się po głowie tam gdzie za dzieciaka dostał kosturem, za podkradanie słodyczy. To były dobre czasy, i szkoda tego co motłoch zrobił. - Ktoś taki mógłby uczyć walki w wojsku. Popytajmy wpierw na uniwerku, nic innego mi do głowy nie przychodzi.
Egbert:
Skinął Melkiorowi głową i zebrał swoje karty, po czym głośno odsunął krzesło i wstał od stołu. On sam ani trochę tych ludzi nie kojarzył. Jedynym magiem z jakim się kiedykolwiek zetknął był Merith, dosyć specyficzny elf. Rudobrodego ciekawiło, czy wszyscy czarodzieje są równie zrzędliwi. Jeśli los będzie mu sprzyjał, to niedługo się o tym przekona. Wprawdzie nigdy nie był na uniwersytecie, ale wiedział dobrze jak tam dojść. Ulokowany na starym mieście gmach uczelni rzucał się w oczy już z daleka.
-Magiczni mogą podejrzewać nas o niecne zamiary.- Nagle przyszło mu to do głowy. -Mamy jakiś plan działania, w razie gdyby nie zadziałała perswazja?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej