Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rodzinne interesy
Raymund:
- Ależ pan niecierpliwy, Panie Chciwąs... - rzucił przez ramię, gdy tamten wstawał od stołu i począł go mijać. - Nie chcesz Pan usłyszeć, że chętnie się zatrudnię u Brodymącia? I poszperam u niego w papierach?
Dragosani:
Chciwąs uśmiechnął się nieznacznie pod wąsem. Tak lekko i dyskretnie, że bystre oko Raymunda ledwie to dostrzegło.
- Cieszy mnie to - odparł, odwracając się. - Zgłoś się tam zatem do pracy, posłuchaj, poszperaj i zdaj mi raport, gdy czegoś się dowiesz. Ale nie przychodź z tym bezpośrednio do mnie! - zastrzegł. - Spotkamy się tutaj. Gdy będziesz chciał zdać mi raport przyjdziesz do Obieżyświata i powiesz karczmarzowi, że chcesz wynająć pokój na poddaszu. Już ja zadbam aby wiedział o co chodzi i sam był dyskretny. - Uśmiechnął się niecnie niczym diaboł. - Ludzi Brodymącia znajdziesz na Rynku. Tam szukają pracowników. Popytasz motłoch, ktoś ci wskaże do nich drogę. Jeszcze jakieś pytania?
Raymund:
- Tak, kwestia stawki. Nie chcę tego uzgadniać po zadaniu - odparł, popijając wolno wino. Łyczek, drugi.
Dragosani:
- To akurat mogę szanować. Dbanie o własne interesy! - pochwalił go Warrick. Przynajmniej brzmiało to jako pochwała w jego umyśle.
- Jestem skłonny zapłacić ci trzysta grzywien, jeżeli dowiesz się czegoś, co będę mógł wykorzystać. I sto, jeżeli nie. Tak za fatygę i dobre chęci.
Raymund:
Raymund odłożył kubek, wytarł dłonie w ścierkę, która akurat leżała sobie na stole, pewnie oberżysta zostawił ją, gdy przyniósł kaczkę i dzban z winem. Pewnym krokiem podszedł do mości Chciwąsa i wyciągnął w jego kierunku prawą dłoń.
- Zgoda - rzekł zdecydowany.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej