Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Rodzinne interesy

<< < (4/11) > >>

Narrator:
Nim zdążyłeś się udać w drogę powrotną twoją uwagę przyciągnął nieznany ci bliżej jegomość, stojący oparty o ścianę budynku naprzeciw. Ubrany w skromny, szary kubrak i bawełniane spodnie prawie nie wyróżniał się z tłumu. Prawie, bowiem zauważalnie się uśmiechał i patrzył prosto na ciebie. Gdy tylko zwrócił twoją uwagę pomachał do ciebie.

Raymund:
Najwyżej mnie zabiją, potorturują, albo gorzej, znowu się obsram, pomyślał sobie Raymund i raczej rześkim krokiem ruszył w stronę nieznajomego. Stanął obok niego i pochylił się, próbując rozsznurować but i zasznurować go z powrotem, co by miał co robić, jak już tak znajduje się przy tym... kimś.
- Wiatr spienione tworzy fale - rzucił niczym tajnym hasłem.

Narrator:

Mężczyzna ukłonił się płytko z delikatnym uśmieszkiem na ustach, najwyraźniej rozbawiony tajemnym hasłem Raymunda.
- Wybacz tę drobną, hm, konspirację - powiedział cicho gładkim, zaskakująco niskim głosem mężczyzna i zakręcił nieco wąsik, dumnie zdobiący jego twarz - Ale widziałem jak pięknie poradziłeś sobie z tym elfim złodziejem i muszę przyznać że musiałem cię poznać. Bowiem jestem w potrzebie pracownika, a coś mi się widzi żeś na tyle zdolny że spokojnie sobie z tym poradzisz. Zainteresowany? - spojrzał ci przenikliwie w oczy, lustrując reakcję.

Raymund:
Raymund zasznurował buta, otrzepał go z kurzu i wstał, poprawiając i wygładzając koszulę. Zmierzył jegomościa od stóp do czubka głowy, na chwilę zatrzymując się przy jego zawadiackim wąsiku, przywodzącym na myśl powieści z nurtu płaszcza i szpady, który stawał się coraz popularniejszy na kontynencie. Jakieś awantury, picie po karczmach i domniemane ratowanie księstwa/królestwa/godności jakiejś damy. Ewentualnie pozbawianie jej niewinności i połowy majątku jej ojca.
- A jakieś szczegóły, początek ścieżki, zdawkowe, choć uprzejme przywitanie, przedstawienie się, cokolwiek? - gburowaty chuju?, co dodał już sobie w myślach.

Dragosani:
Na twarzy mężczyzny pojawił się wypracowany uśmiech.
- Ach, oczywiście, gdzie moje maniery! - Teatralnie pacnął się w czoło. - Nazywam się Warrick Chciwąs. Tak, z TYCH Chciwąsów, zapewne o nas słyszałeś - przedstawił się tonem dość aroganckim. - Szczegóły naszego małego przedsięwzięcia lepiej omówić w miejscu nieco bardziej... dyskretnym. Zatem jeżeli jesteś zainteresowany, zapraszam cię do Obieżyświata. Zjemy coś, wypijemy wino i porozmawiamy. - Kiwnął głową na karczmę, która nie znajdowała się daleko.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej