Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Echa przeszłości III - Arsil
Euthnoelfhijnd:
Warcisław, słysząc, że ktoś podchodzi do jego koi, przebudził się. Gdy otworzył oczy i uzyskał ostrość wzroku, ujrzał przed sobą Melkiora. Na początku serce mu mocniej zabiło i lekko przerażony odskoczył, natomiast po chwili zauważył kubek kawy, który zasugerował mu, że chociaż ostatnio mieli z Melkiorem różnice zdań, to jednak nie przyszedł on w złych zamiarach. W następnym ruchu Warcisław się podniósł i, czując w dalszym ciągu ciągotę do snu, wziął kubek z kawą i wypił potężnego łyka. Ciepło oraz moc kawy natychmiast go rozbudziły. Wówczas Warcisław zwrócił się do Melkiora:
- Mam obawy co do tej akcji. Nie jest ona zgodna z żadnymi normami prawa międzynarodowego. Jak już, należało mu wytoczyć proces. Teraz możemy spodziewać się zemsty Maurenów.
Warcisław wziął następny kubek kawy i wówczas dodał, zanim Melkior zdążył cokolwiek powiedzieć:
- A co do dzieci, trzeba będzie na Valfden przeprowadzić procedurę ich adopcji przez obywateli Valfden.
Melkior Tacticus:
- Sam ich adoptuję. Jeden ma piętnaście lat, z tego co się orientuje jest pełnoletni wedle naszych praw. I tak, przemyślałem to. Podrapał się za uchem - Nie będzie zemsty, zadbałem o to. Jedyne co teraz dzieje się w maureńskiej stolicy to plotki, i proces opiekunki sierocińca. Zostawiłem dowody na Selima. W ogóle... sprawa zamknięta bo moja noga w Isgharze zbyt szybko nie postanie. Teraz płyniemy do Varrok, w końcu. Potem Myrtana, Derim i do domów.
Kazmir MacBrewmann:
- Nie mam pojęcia czego można chcieć w Myrtanie. Bieda, smród i ciągłe niepokoje. Powiedział chcąc zapalić ale skończył mu się tytoń. Kurwa. - Ponoć Warcisław chce odwiedzić dom. A czym się zajmę? Chyba handel morski, nie taki bezpośredni. Myśle po prostu o znalezieniu kupca który potrzebuje statku i kapitana. Wolę dostać gwarantowaną pensję za dostawe niż nie mieć pewności czy coś zarobie. Choć nie mówe nie. Rozważam opcje, bo coś czuje że Ashog mie zostawi po odzyskaniu Arsila. Popił z piersiówki, to też był ostatni łyk. - Szlag, wszystko się mi kończy. Myślałem też o zwykłej Bękarciej pracy, ale co miałbym robić? Albo ze Srebną Ręką tłuc wampiry w Kardon, co skutkuje jeno stresem pourazowym, albo sielanka na Vrih. Vrih to świetny przydział jak chcesz zarobić a się nie narobić. Jeździć po świecie jako łowca nagród? Dobre dla młodych jak Torstein. Ja chcę czegoś innego, prawdziwej wojny. Znowu poczuć to co czułem w okopach pod Amertodonem. Ale o. Gdzie nie pierdniesz tam prawa, konstytucje, dyplomacje i pokój i sprawiedliwość. Brak mi czasów gdzie... a chuj. Za młodyś byś zrozumiał krasnoluda znudzonego spokojem.
Euthnoelfhijnd:
- Skoro tak to wygląda, to wybacz moje wątpliwości. - odpowiedział głosem pełnym pokory Warcisław.
- Jakie są nasze cela na Varrok? - spytał po tym, jak wziął kolejny mocny łyk kawy.
Nawaar:
Myrtana kraj według opisu krasnoluda biedny. Ciemnoskóry podejrzewał niemal od razu, że nie będą zbyt ufni wobec obcych. Dlatego myśli, o jakimś małym dorobieniu się póki co, spełzły na niczym wszystkie kosztowności zapewne, pozamykane na cztery spusty albo tak ukryte, że trzeba będzie pruć ściany domostw. Nawaar nie miał więcej pytań dotyczących królestwa ludzi. Jednak do znudzonego pokojem krasnoluda już tak, bo jak to jest wyjść sobie na spokojnie nie obawiając się, że ktoś nagle zaatakuje lub zabije ci bliskich.
- Pewnie, że nie rozumiem, bo pochodzimy z innych kultur, ale powiedz mi ile można wojować? Mało było wam demonów przez te lata? Teraz możecie się spokojnie rozwijać i wkrótce na pewno nadarzy się okazja do wojny, bo ktoś sobie przypomni, że te ziemie były jego prapradziadka i już. Mówię ci ciesz się pokojem póki jest.
Mauren wiedział co mówi do krasnoluda, bo dał mu dobrą radę i może kiedyś doceni czas pokoju, który obecnie panuje.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej