Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Echa przeszłości III - Arsil
Kazmir MacBrewmann:
Było chłodno, a zimny wiatr nie pomagał. Znaczy zimno było innym. Chyba. Kazmir stanął na dziobie, humor mu się poprawił chyba ze względu na zmianę stref klimatycznych. Miasto Kraz Zhor było z oddali małym dymiącym klocem, który rósł z każdą chwilą. Ujawniając nadbrzeżne umocnienia. Nic dziwnego że Ardenos - mając demony - nie zdołało przeprowadzić desantu. Po za Czarnym Smokiem do portu zmierzały dwie mniejsze jednostki.
Nawaar:
Rozmowa pomiędzy czarnoskórym a brodaczem trwała jeszcze długo, lecz były to sprawy, których nie warto przytaczać. Później wszyscy zeszli do kambuza na obiad, by następnie pójść spać. Wszystko działo się dość powolnie, ale to uroki wyprawy dalekomorskiej. Na takim czymś zeszło im kilka dni, gdy w końcu mogli zobaczyć kontynent na własne oczy i powoli przyzwyczajać do zmian w strefie klimatycznej. Nawaarowi zrobiło się zimno z wiadomych przyczyn i już żałował, że nie wziął sobie kurtki z wilka oraz czapki. Jednak teraz nie miał co biadolić ciemnoskóry dołączył do Kazmira, który wyglądał na zadowolonego z widoku ojczystych ziem do tego powoli, zmierzali już do portu póki co komitetu powitalnego nie było, także jest szansa, iż wszyscy nie skończą w dybach.
- Nie powiem dość ładny widok.
Rzekł do brodacza.
Kazmir MacBrewmann:
- Z daleka, to miasto pełne hut i manufaktur. Stąd wszystko idzie na eksport. Jest zadymione, brudne i w ogóle. Ale stąd jest najbliżej do Arbington. Odparł. A statek był już blisko by rozpocząć manewr wejścia do portu. Wielkiego jak ten w Atusel, a Kazmir miał dziwne przeczucie...
Nawaar:
Mauren lekko się zawiódł, bo nawet nie będzie co tutaj zwiedzać do tego zanieczyszczone powietrze może będzie mieć zły wpływ na organizm ciemnoskórego. Tak czy siak skoro stąd jest najbliżej do Arbington to trzeba korzystać. Zapewne Nawaar nie będzie mieć tutaj okazji dorobienia sobie trochę, ale cóż może poradzić skoro nawet nie zna topografii miasta jak i nie wie czy spędza tutaj nieco czasu, jednakże zapewne klasa robotnicza nie zarabia tutaj kokosów i wszyscy bogacze przebywają i mieszkają tam, gdzie powietrze jest bardziej zdatne do życia czyli na obrzeżach takich miast albo dalej. Wszystko i tak wyjdzie w praniu jak dobiją do portu.
Mirzak aep Rothgar:
Wprowadzenie tego potwora do portu łatwe nie było, szczęście że pogoda była dobra, może niemal gładkie a wiatr ich nieco spowalniał. Krasnolud polecił wciągnąć żagle w momencie gdy byli w odpowiedniej odległości coby zwolnić. Wykręcił kołem, ustawił Smoka równolegle do kamiennego nabrzeża. Rzucono cumy i kotwice. I kolos powoli wyhamował, położono trap. A uważni mogli już dostrzec że w stronę statku idą celnicy i inne darmozjady.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej