Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Echa przeszłości III - Arsil
Nawaar:
-O! Komitet powitalny.
Stwierdził, gdy tylko galeon z trudem dał radę dobić do brzegu w krasnoludzkim porcie. Natychmiast z kłębu dymu wyłoniły się istoty, które chciały się czegoś dowiedzieć o załodze statku jak i przewożonych przez nich towarów. Ciekawe czy pozwolą na zacumowanie okrętu, bo jak to powiedział Kazimir port ten jest w dużej mierze handlowy i może tak wielki okręt blokować dostawy do miasta co może doprowadzić do udaremnienia stosunków handlowych.
Melkior Tacticus:
Melkior wyszedł z kajuty, ubrany w zbroję. Tylko po to by wyglądać i robić wrażenie. Szedł w stronę trapu gdy po nim już wdrapywał się siwy krasnolud z sporą teką papierów.
- Gdzie kapitan? Spytał.
- To ja.
- Torgrim aep Gromir, celnik. Skąd przybywacie?
- Melkior Tacticus, jesteśmy z Valfden. Nie wiozę ładunku, jestem w drodze do Varrok. Jeden z członków załogi Kazmir MacBrewmann ma sprawy w Arbington i...
- To czy wieziecie ładunek sami sprawdzimy. MacBrewmann? No to ten, macie dobę na opuszczenie Torgonu. Dziękuję i przepraszam...
Nawaar:
Mauren nadal stał obok Kazmira, kiedy zamierzali schodzić z jednostki ku miastu. Wszyscy usłyszeli rozmowę brodacza z Melkiorem, która była szybka i mało konstytutywna do tego dali mało czasu na pobyt, ale grunt, że od razu nie zamknęli ich.
- Kazmir widzę, że nie jesteś tu zbyt popularny. Wiesz może czemu?
Nawaar mógł sobie podejrzewać cokolwiek, bo krasnoludowie są dość honorowi i może pobyt Kazmira na Valfden sprawił, że w oczach tutejszych był zdrajcą albo osobą o wątpliwej reputacji, ale tego pewnie dowiedzą się niedługo.
Kazmir MacBrewmann:
- Co kurwa? Kazmir wystąpił naprzód i zastąpił drogę celnikowi łapiąc go za fraki. Był czerwony z wściekłości i zdawać się mogło że aż parował. Ale to tylko złudzenie.
- Panie co pan! Takie polecenie mam, od burmistrza! Na całym wybrzeżu rozesłane by nie wpuszczać MacBrewmanna i jego kompani do kraju.
- Kto jest burmistrzem? Albo lepiej, panem tych ziem!
- Torryg Brekenriks aep Ryg...
Kazmir puścił celnika, poprawił poszarpane ubranie, urzędnik winny nie był.
- Kurwa... maaaaać! Ryknął. - Pieprzeni Brekenriksowie i ich wpływy, chcą przejąć spadek i czekają aż się wezwanie przedawni. No nie, tak się bawić nie będziemy. Melkior! Odpływamy, jak będziemy po za zasięgiem dział to wam coś zaproponuje... Bo to jest skurwysyństwo.
Melkior Tacticus:
- Od razu mówię nie, na cokolwiek zaproponujesz. A ja wiem co ty chcesz zrobić. Powiedział i dał rozkaz do odpłynięcia, nie chciał ryzykować incydentu dyplomatycznego albo wojny. On był ostrożny. A Kazmir... chciał pewnue zrobić rozpierdziel.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej