Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
Gascaden:
Gascaden delikatnym musnięciem ostrygami dał swojemu wierzchowcowi znak by ruszył. Spojrzał na aniołów, którzy chwilą skupienia potrafili złożyć swoje pierzaste skrzydła kompletnie się ich pozbywając. Wiedział, że anioły to potężne istoty, ale tego się nie spodziewał, czyli może to znaczyć, że w codziennym życiu mógł minąć wiele aniołów, którzy po prostu skryli swe skrzydła przed wścibskim wzrokiem. Zrównał się z resztą jeźdzców i skłonił się lekko na pochwałę anielicy.
- To dla mnie zaszczyt. - odpowiedział na przywitanie Patty. - Miło mi to słyszeć, staram się ile mogę. - Gdyby jaszczury potrafiłyby się ładnie uśmiechać, to Gascaden właśnie by to zrobił.
Marduk Draven:
Gascaden i Patty dogadywali się. To dobrze. Lepiej się wtedy walczy ramię w ramię. Marduk poczekał chwilę, co by nie przeszkodzić im. Wszak wtrącanie się komuś w słowo byłoby niegrzeczne. W międzyczasie nadeszła typowa pogoda valfdeńskiego Atunus - deszcz. Natarczywa i "wredna" ulewa zaczęła lać się z nieba jak manna. Marduk zarzucił na głowę kaptur, który okrył jego twarz w cieniu. Krople wody dźwięcznie uderzały o pancerze koni oraz wozu.
- Dopóki nie byłeś gotowy, Gascadenie to nie wplatałem cię w to - zaczął nagle tajemniczo wielki mistrz. - Ale od jakiegoś czasu zmagamy się z pewnym arcymagiem. Jest to generalnie typ chcący przejąc władzę i zrobić sobie tutaj królestwo umarłych. Psychopata, socjopata, w dodatku potężny - tłumaczył.- Jakiś czas temu odkryłem, że mają jakąś małą strażnicę na granicy gminy Gear. Mają tam jakiś najętych zbirów i bandytów jako przednią straż i z tego co wiem, ma tam stacjonować jeden z uczniów tego nekromanty, razem z bardziej zaawansowanymi mutantami, które tworzą. Cel jest prosty. Wbić się tam jak ostry stalowy sztylet i wytłuc wszystko. Bandytów, mutanty oraz co ważniejsze jednego z tych uczniów nekromanty. To na pewno bo osłabiło. Polega na nich, bo to oni cyklicznie wskrzeszają go. - poprawił miecz na plecach, sprawdzając jak chodzi w pochwie i kontynuował.- Nekromanta i jego uczniowie porywają mieszkańców wyspy, szczególnie z gmin pod moją opieką i eksperymentują na nich. Szczyt ich mutacji to tak zwane Orksteiny. Wielkie i potężne kombinacje ludzi i orków, dodatkowo wzmocnione czarną magią. Innym przykładem tego, co potrafią jest Styks. 6 metrowy kolos okuty stalą i uzbrojony w arsenał śmiercionośnej broni. Jednego takiego zabiliśmy tylko wspólnym wysiłkiem króla, Patty, Evening, moim i kilku bękartów Rashera oraz innych najemników. Musisz być pewien tego, że chcesz na pewno stanąć przeciw czemuś takiemu. Nikogo nie zmuszam do tego, nawet z Bractwa. Bractwo to moja domena i moje dzieci. Każdą śmierć rycerza czy rekruta biorę jak śmierć swego syna czy córki.
Patty:
- Ja tam się nie czuję jak twoje dziecko, syn czy córka - mruknęła z głębi swojego kaptura Patty i pociągnęła łyk z podróżnego bukłaka, przytroczonego do siodła. Długi rzemień sprawiał że nawet gdyby wypadł z ręki nie spadnie na ziemię. Anielica przełknęła i westchnęła głęboko, co sugerowało że bukłak nie zawierał zwykłej wody.
Marduk Draven:
- I z wzajemnością. Za jasne masz włosy - odpowiedział z małym uśmiechem, mimo wszystko jednak trudno widocznym spod kaptura.- Co tam popijasz? W dodatku na służbie? - powiedział, zerkając na kobietę.
Patty:
- Wodę - odpowiedziała krótko anielica i pociągnęła kolejny łyk. Przełknęła i chuchnęła przeciągle w rękaw - Nie lubię jak ktoś zagląda mi w kielich. Lub bukłak. Ufam że wiesz co robisz, będzie miło jak to zaufanie zadziała w obie strony - uśmiechnęła się delikatnie anielica i odwiesiła bukłak.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej