Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Solą i ogniem
Marduk Draven:
Chłop pazernie zabrał pieniądze, jednocześnie wpuszczając do środka Gascadena.
W karczmie była zaś masa dymu z najtańszego i najpodlejszego tytoniu. Towarzyszył mu zapach najtańszych, chrzczonych alkoholi i średniej jakości jedzenia. Głównie kapusty, kaszy oraz grochu. Było głośno, ludzie gadali, krzyczeli, przekrzykiwali się i wznosili toasty. Między drzwiami a szynkwasem była masa zajętych stolików.
Nikt nie zwrócił większej uwagi na jaszczura.
Gascaden:
W środku napotkał oczywiście to, czego się spodziewał, na szczęście nikt nie zwrócił niepotrzebnej uwagi na nowego gościa. Dziwiło go jednak, że skoro tutaj straszy, wszyscy tak dobrze się tu bawią. Podszedł do szynkwasu i gestem ręki przywołał karczmarza.
Marduk Draven:
Karczmarz miał typowo karczmarską aparycję. Był otyły, z wąsem, w poplamionym kaftanie. Jak typowy gospodarz polerował gliniany kufel.
- Co podać? - spytał.
Gascaden:
- Żytniówkę.
Położył na ladzie 5 grzywien i poczekał aż karczmarz naleje kieliszek.
- Podobno starszy tu u was, prawda to?
Marduk Draven:
Karczmarz zebrał grzywny, po czym odkorkował jakiś garniec. Polał z niego połowę kubeczka alkoholu. Nie chrzcił go wodą.
- Ano straszy, straszy - westchnął, wspierając się na szynkwasie.- A i ludzie tyż znikają. Ale co wam do tego? - zapytał.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej