Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Zapomniane ostrze

<< < (2/24) > >>

Narrator:

Krasnolud uśmiechnął się radośnie, a jego jedyne pozostałe oko rozjarzyło się delikatnym blaskiem.
- Otóż mam. Tak myślę. Ale przejdźmy się, opowiem wszystko po drodze - powiedział i z trudem wstał ze swojego krzesła. Zarzęził przy tym dziwnie, ale wstał - Pójdziemy do mojego sklepiku i pracowni. Normalnie zaprosiłbym panią tam od razu, ale ciężko tam trafić. Stąd karczma - zaczął się tłumaczyć.

Patty:
- Bez znaczenia. Chodźmy zatem - również wstała, lekko i z gracją i sięgnęła po pas z mieczem. Broń, do tej pory oparta o stolik, znalazła się chwilę później na plecach anielicy. Patty poluźniła pas, nie chcąc by oręż zawadzał jej przy wędrówce po Ekkerund i spojrzała na pancernych, również gotowych do drogi - Prowadź zatem.

Narrator:

- A bo widzi pani, mam taki mały zakładzik nieopodal, tyle co trza nam zejść do dzielnicy specjalistów. Ale jest na uboczu i łatwo pobłądzić, zwłaszcza jak się u nas nie bywa, to wolałem zaprosić najpierw do karczmy, by strudzona podróżą pani hetman mogła coś przekąsić i w lepszym nastroju przejść do interesów - mówił szybko krasnolud, prowadząc Patty wraz z obstawą przez uliczki Ekkerund. Samdor zachowywał się dziwnie nieswojo, mówił nerwowo i niespokojnie, co jakiś czas gubiąc słówka. Trudno było powiedzieć co tak na niego działało, im jednak bliżej byliście zakładu krasnala tym bardziej rozbiegane stawało się spojrzenie kolekcjonera.

Patty:
Idąc ulicami Ekkerund anielica mimowolnie podziwiała krasnoludzką architekturę. Pamiętała jak odkryli to miasto, gdy tutejsze krasnoludy były jeszcze nieznane światu i pamiętała jakie wrażenie wówczas na niej zrobiło. Zaśmiała się w duchu, wspominając jak młoda wtedy była. Również i dzisiaj miasto robiło na niej spore wrażenie, z tymi wykutymi w skale uliczkami czy domami jak i po prostu faktem, że było pod ziemią. Prywatnie nie chciałaby tu spędzić życia, brakowałoby jej słońca, jednak te krótkie wycieczki podczas których odwiedzała Ekkerund w zupełności zaspokajały jej chęć poznania tego miasta. Przynajmniej na pewien czas.
- Spokojnie rozumiem. Uliczki tego miasta są rzeczywiście zagmatwane, ciężko gdziekolwiek trafić - odpowiedziała Samdorowi. Pancerni szli za nimi w ciszy, pobrzękując jedynie zbrojami.

Narrator:
- No tak, rzeczywiście... - mruknął krasnal i resztę drogi pokonaliście w milczeniu. Sklep Samdora znajdował się istotnie w bocznym zaułku bocznego zaułku, trafić tam bez przewodnika byłoby faktycznie trudnym zadaniem. Trudno było powiedzieć dlaczego kolekcjoner prowadził swój zakład akurat w takim miejscu. Interes widać jednak w jakiś sposób prosperował. Krasnolud odchrząknął i otworzył wyciągniętym z kieszeni kluczem drzwi, po czym ustąpił miejsca anielicy i szarmanckim w jego przekonaniu gestem zaprosił ją do środka
- Panie przodem - oznajmił, wyszczerzony dziwnie.


Do sklepu prowadziły wąskie schodki, za którymi znajdowało się wąskie pomieszczenie wypełnione rozmaitymi przedmiotami. Były tam zarówno zanurzone w słojach z formaliną rozmaite zwierzątka, jak i zawieszone pod sufitem o wiele większe, wypchane okazy. Na półkach pyszniły się ciężkie tomy pełne zakazanej wiedzy, na innych zaś można było dostrzec broń czy po prostu niecodzienne przedmioty użytkowe. W rogu stała nawet zbroja, na oko wykonana z czarnej rudy lub czegoś do niej bardzo podobnego. Pancerz zdawał się pochłaniać światło.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej