Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Zapomniane ostrze

<< < (23/24) > >>

Patty:
Patty odchyliła się nieco, siadając wygodniej i zmierzyła Malachaia spojrzeniem.
- To nie jest pojedynek który możesz wygrać - odparła. Nie zamierzała się niczym szczycić ani chełpić, po prostu znała swoje możliwości i nie sądziła by byle najemnik znikąd był w stanie jej zagrozić. Mężczyzna wyglądał co prawda niebezpiecznie, to musiała mu oddać, ale mierzyła się z lepszymi - Jeśli jednak chcesz... Dobrze zatem.

Narrator:
- Chodźmy - odpowiedział krótko najemnik i sięgnął po swoje sakwy. Zostawił na blacie kilka srebrnych monet, zapewne napiwku i wyszedł, kiwając głową na anielicę i pancernych. Miał sztywny, zasadniczy krok osoby przyzwyczajonej do noszenia kolczugi i pasa z mieczem, który zresztą posiadał. Prosta, obciągnięta wytartą skórą rękojeść i brak zdobień zdradzały oręż przeznaczony do walki, nie parad. Na lewym biodrze Malachai nosił komplementarny lewak.
Poprowadził anielicę i jej zbrojną eskortę poza obręb gospody, prowadząc nieco głębiej w tunele. Rozpalił jedną z pochodni, oświetlając drogę i wkroczył w końcu do opuszczonej, dracońskiej sali.
- Tu będzie idealnie. Rozświetlisz naszą małą arenę? - zapytał Patty, wbijając żagiew w ziemię.

Patty:
- Elisash! - szepnęła kobieta i posłała świetlik trzy metry nad ziemię, rozświetlając okolicę. Sala nie była duża, w sam raz na pojedynek na miecze. Obejrzała się na pancernych i skinęła głową - Pilnujcie wejścia - przeniosła wzrok na Malachaia - Wnoszę że dobrze znasz te tunele.

Narrator:
- Całkiem nieźle - przyznał i postąpił parę kroków w tył, stając idealnie naprzeciw anielicy. Jednym, płynnym ruchem dobył miecza, czarna klinga błysnęła w magicznym świetle mrocznie, niepokojąco - Wampiry płacą nieźle, choć dziwnymi, starymi monetami. Ale i oni potrzebują pomocy, nie mogą przecież wychodzić w dzień. Nie wszystkie przynajmniej... No ale! Stawiaj, anielico! - zawołał, przyjmując nienaganną, wyjściową pozycję szermierczą.


Malachai

Patty:
Patty sięgnęła za plecy, zaciskając palce na rękojeści miecza. Oceniła dystans do Malachaia, jego wyszkolenie i uzbrojenie, a także jego dość zabawne żądanie i odetchnęła lekko, cofając się o krok. Lewa ręka przeszła pozornie do pasa, by ściągnąć go w dół, ułatwiając dobycie miecza, jej przeciwnik mógł się spodziewać tego ruchu, inaczej ciężko byłoby dobyć broni zza pleców i w ostatniej chwili chwyciła za pistolet, wyciągając go zza pasa i odciągając jednocześnie kurek. Wystrzeliła niemal z przyłożenia, ale to nie miało znaczenia, nie na darmo spędziła dziesiątki godzin na ćwiczeniach z pistoletami. Kula z czarnej rudy wbiła się w brzuch najemnika, tak jak chciała anielica, momentalnie powalając go na ziemię. Nawet gdyby miał pod skórzanym kubrakiem jakiś pancerz i tak nie miałby szans.
- Przejrzyjcie jego juki, zabierzcie miecz - poleciła sucho pancernym i dmuchnęła w dymiącą wciąż lufę pistoletu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej