Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Schodami do nieba #3
Marduk Draven:
Nazwa wyprawy: Schodami do nieba #3
Prowadzący wyprawę: Patty
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: możliwość przystąpienia do awansu na anioła
Uczestnicy wyprawy: Marduk Draven
– Niech więc tak będzie – odpowiedział skrzydlatej kobiecie marszałek koronny. Powstał z ławy zarzucił na grzbiet pelerynę, którą zaraz po tym zapiął na srebrnym łańcuchu, aby ta nie spadła. Hełm miał podpięty pod pas. Tak też ruszył przez kapitularz, ku wyjściu z niego. Jako, że znał twierdzę wzdłuż i wszerz, długo nie szedł na dziedziniec i szybko się na nim znalazł. Pełen ekscytacji, determinacji i siły woli. Napełniony niecierpliwością na to, co ma nadejść. Wzburzony jak fale oceanu. Co to będzie, co to będzie? Pytał siebie w myślach, oczekując Patricii, z którą miał się tu spotkać. Otulił się troszkę szczelniej peleryną, tak, że zakrywała ona cały jego tors.
Patty:
Wkrótce dołączyła do ciebie Patty. Nie była ubrana typowo, w zwyczajowe jej ubrania szlachcianki, szła natomiast przyobleczona mimo chłodu w skromną, białą szatę. W dłoni zaś dzierżyła prosty, drewniany kij, którym podpierała się lekko w miarę jak się do ciebie zbliżała. Wkrótce stała obok i zapatrzyła się na zachmurzone, ciemne niebo. Twierdza Świtu, nieco wbrew swojej nazwie, skąpana była obecnie w półmroku Hemis.
- Specyficzna pora by zacząć. A może odpowiednia... - powiedziała do siebie anielica i stanęła bosymi stopami na śniegu, rysując końcem kija symbol.
Gdy skończyła stanęła na jego środku i skinęła głową na Marduka.
- Podejdź i złap mnie za ręce. I cokolwiek będzie się działo, nie puszczaj.
Marduk Draven:
Marduk zdziwił się na widok anielicy. Nie było to zdziwienie samym jej widzeniem, lecz to, jak była ubrana. Biała szata kontrastowała z jej czarnymi skrzydłami, lecz jednocześnie pasowała do blond włosów i wszechobecnej bieli śnieżnego, hemisowego puchu. Miała racja, pora była specyficzna, a może też odpowiednia. Może to, co miało nastąpić, miało być zwiastunem Świtu? Jeden Zartat to wiedział. Róża skąpana w ogniu. Miłosierdzie, które wypala zło. Święty mściciel zbliżył się do Patty. Zdjął rękawice, po czym schowawszy je, chwycił dłoń Patricii. W jego oczach malowała się niepewność. Na twarzy, która ostatnio ugościła kruczoczarny zarost, panowała kamienna mimika.
Patty:
Patty uśmiechnęła się lekko i odrzuciła kij, ujmując drugą dłoń Marduka.
- Zabiorę cię do Niebiańskiej Przystani. Miejsca gdzie spotkasz więcej takich istot jak ja, miejsca gdzie wola Zartata i emanacja jego siły jest najpotężniejsza. Dlatego pytałam, czy jesteś gotów... Żaden śmiertelnik nie może wkroczyć do Przystani.
Mówiąc do anielica zaczęła poruszać skrzydłami, zaś gdy skończyła mówić zaczęła nimi potężnie bić. Symbol na ziemi rozjarzył się złocistym blaskiem, a niebiosa zdawały załamywać nad ich głowami. Najpierw pojedyncze błyskawice przecięły nieboskłon, rozjaśniając sklepienie, a potem dołączyły do nich świetliste pioruny. Chwilę potem światło bijące z symbolu wyrysowanego pod stopami Patty i Marduka stało się niemalże oślepiające, a z nieba uderzył snop światła. W tym momencie kobieta zabiła raz jeszcze skrzydłami i wzniosła się do góry, wyrywając w straszliwym ryku mężczyzny manifestację jego ducha. Ciało Marduka upadło bezwładnie na ziemię, a Patty wznosiła się do góry, ku Przystani.
Marduk Draven:
Przywitał go stary przyjaciel. Ból. To nie był ból, jaki kiedykolwiek czuł. Nie był to oparzenie, nie było to cięcie miecza, sztyletu, jakiekolwiek uderzenie. To nie był ból, jaki kiedykolwiek przeszył jego ciało, a jego rodzajów było dużo. To był ból rozrywania jego samego. Ból jego duszy odrywanej od ciała. Separacji sacrum od profanum. A gdy ból ustał, został chłód, przenikliwe zimno, które przeszyło to, co z niego zostało.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej