Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Schodami do nieba #3
Patty:
Otulała cię czerń. Nieprzenikniona, czysta czerń. Doświadczałeś zaś tylko chłodu, przeraźliwego, dojmującego zimna, które zajęło miejsce wszelkich innych doznań, wypełniało wbrew logice każdy zmysł. Wkrótce potem odpłynąłeś w nieświadomość. Obudziłeś się nieokreślony czas później, w marmurowej komnacie. Zdawała się szara i ciemna. Dopiero po chwili mógłeś dostrzec że jesteś bytem astralnym, uformowanym na własne, fizyczne podobieństwo, niemniej jednak duchem, ukształtowanym z energii magicznej płynącej z duszy. Po chwili do komnaty weszła Patty, która odcinała się od szarości otoczenia niby słońce na nieboskłonie. Biło od niej jasne, oślepiające światło, zmuszające po chwili do odwrócenia wzroku.
Marduk Draven:
Nigdy nie doświadczył tego. Nigdy nie pomarł i nie stał się astralnym bytem. Niepewny, nieznajomiony z dziwnym miejscem usiadł z pozycji leżącej. Kiedy do komnaty weszła Patty, Marduk zasłonił oczy dłonią, potem zaś odwrócił głowę.
– Co się stało? – spytał anielicę. – Gdzie my jesteśmy?
Patty:
- W Niebiańskiej Przystani. Musiałam wyrwać twoją duszę z ciała by cię tutaj zabrać. Żaden śmiertelnik nie ma wstępu do tych świętych sal. Jest w tym jednak pewna nauka. Tysiące lat temu, nasz Pan ostatkiem sił zwrócił się do jeszcze jednej, śmiertelnej istoty. Jego słowo powołało do służby najwyższego spośród nas. Narodził się Elorchajos. Dziś stoję tu prze wami w jego imieniu powierzając wam święty płomień Pana naszego Zartata.
Patty uniosła dłoń, na której płonął płomyk, i włożyła ją przez przez pierś twojej astralnej formy. Płomień rozpłynął się w smudze manifestacji astralnej rozpalając jej barwy. Poczułeś nagły przypływ siły, a z twoich pleców wystrzeliły wiązki energii magicznej, które zaczęły formować się w skrzydła.
Marduk Draven:
Marduk w odpowiedzi przechylił głowę. Jego twarz przybrała wyraz mówiący "okej, rozumiem". Nie odzywał się. Nie miał w sumie niczego do dodania. Dotyk Patricii nadał mu nowej siły. W dodatku, z jego pleców wystrzeliła magiczna moc, która formowała się w skrzydłach. Draven zwyczajnie zgubił język w swej astralnej buzi.
Patty:
- Pozwoliłam rozkwitnąć łasce Zartata, która znajdowała się w tobie znajdowała. Narodziłeś się na nowo jako byt o wiele potężniejszy i pojmujący szerzej, więcej. Stałeś się aniołem, dokonało się, ponieważ byłeś godny.
W tym czasie w komnacie pojawiła się kolejna postać, jaśniejąca blaskiem o wiele mocniej od Patty. Była to inna anielica, która złożyła twoje bezwładne ciało na posadzce i bez słowa odeszła.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej