Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wkurwiony mag

<< < (10/20) > >>

Melkior Tacticus:
Elf odstąpił. - Co teraz, tam na dole jest ich więcej. Masz mistrzu jakiś czar który pozwoli nam na dół zejść bezpiecznie?

Isentor:
- Nigdzie się nie wybierają, będą tam na nas czekać. Zajmę się tym tutaj. Skinął głową na szkielety. Te podniosły z ziemi inkwizytora, chwyciły go za ręce i uniosły w powietrzu. Isentor spojrzał na kamienną posadzkę, rzekł - Grishil ipash grusha elash! Pod stopami inkwizytora uformowała się kałuża z lawy. Płomienie buchały w stronę stóp nieszczęśnika, krople potu spływające mu z czoła skapywały w gorącą posokę skwiercząc się w wysokiej temperaturze. - Powiedz ilu Was tu jest, kto Was przysłał i jakie macie zdanie. Masz 3 sekundy na odpowiedź. Później moje szkielety zaproszą Cię na kąpiel.

Melkior Tacticus:
- Gadaj, bo nie przepadam za zapachem palonego ludzkiego mięsa. A twoi koledzy zginą szybko, albo i nie. Powiedział wzruszając ramionami, nie chciał wyrzynać tych na dole. Znaczy chciał. Ale wolałby gdyby się poddali, jak bandyci w Mirtach. Można by wtedy ich powiesić na jakim drzewie jako wiadomość. Jasne, wyrżnięcie nastu inkwizytorów przez pięciu najemników też niesie przekaz. Isentor teraz się mścił, ale czy zemsta nie jest oznaką słabości? Melkior myślał o tym by do Inkwizycji dotarło że to Bękarty ich dojechały.

Inkwizytor:
- Pierdol się - odrzekł inkwizytor. Isentor skinął tylko na szkielety w odpowiedzi. Nieumarli opuścili nieco więźnia serwując mu kąpiel w lawie. Nogi nieszczęśnika aż po kolana wpadły do gęstej brei płomieni. Ból był nie do zniesienia. Krzyczał i wił się w konwulsjach. Kiedy opadł już z sił i nie mógł już nawet krzyczeć mag rozkazał szkieletom, by wyciągnęły go z lawy. Po gorącej kąpieli z jego nóg zwisały już tylko spalone kości. Isentor zbliżył się, uderzył nieszczęśnika w policzek. - Tylko mi tu nie mdlej. Mów o co Cię prosiłem.

Na dole w piwnicy pije jeszcze kilku chłopaków. Na górze odpoczywa cały oddział. Nieopodal w lesie przy rzecze mamy swoje obozowisko...

Isentor:
- To mi wystarczy. Isentor zdezintegrował szkielety. Rozpadły się w kupę kości, które rozsypały się po podłodze. Inkwizytor nie był już przez nikogo trzymany nad kałużą lawy. Runął w gorącą breję, gdzie w okrutnych cierpieniach dokonał swojego żywota. Jęki jakie wydał w ostatnich sekundach swojego życia rozbijały się echem po pomieszczeniach. - Niech usłyszą, niech zapadnie im w pamięć co czeka tych, którzy ośmielają się podnieść rękę na moich braci.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej