Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Braterska pomoc

<< < (2/102) > >>

Leonard:
Leonardowi średnio widziało się robienie za tragarza i przenoszenie ciężkich skrzyń z przystani do okrętowej ładowni, jednak druga opcja leżała mu jeszcze mniej. Nie znał się na statkach, więc zmuszony do pomocy w przygotowaniu okrętu do wypłynięcia nie wiedziałby nawet za co się złapać. Tylko przeszkadzałby marynarzom w ich pracy i jeszcze coś by popsuł. Ostatecznie więc westchnął lekko, tak coby dowództwo nie zauważyło, po czym wrócił na suchy ląd i złapał za jedną ze skrzynek. Cholera, co my tam zabieramy? Zapasowe części pancerza dla oficerów? Chłopak patrzył na ich zbroje z lekką zazdrością. Kiedyś też dorobię się czegoś takiego.
-Morale stabilne!- Odpowiedział Themo ponownie wchodząc na pokład. Odłożył na chwilę skrzynię na bok.
-Chociaż nie spodziewałem się, że tak krótko po przybyciu na Valfden znowu znajdę się w domu.

Mirzak aep Rothgar:
- Morale wysokie sir. Rzucił idąc na statek. Bękartów było sporo. Gdy krasnolud wszedł na pokład dostał kurwicy. Podszedł do jednej z armat widząc źle zamocowaną linę.
- Co to kurwa jest? - opierdolił majtka i poprawił wiązania. - Pierwsza lepsza fala i to by się zerwało, zabijając każdego po drodze. Kurwa, mogłoby nawet maszt złamać debile! Ryczał na załogę. Co jak co, ale żeglarzem to był dobrym. Zrobił więc przegląd wszystkich 62 armat. Cztery razy, na wszystkich pokładach. Kubryki były pełne, 200 "ludzi" gotowych do drogi. Sprawdził proch, smakując odrobinę. - Dobry, Ekkerundzki, nie to importowane gówno.
Wyszedł na pokład.
- Gotowi w zasadzie do wypłynięcia sir. Zameldował.

//Notka od prowadzącego, czekamy na Patty bo chciał iść i ma me zaproszenie. Jak ktoś jeszcze ma chęć zarobić i pobawić z nami zapraszam

Kenshin:
Kenshin kierując się zapiskami w brukowcu, ruszył w stronę Łęcin w gminie Javemir. Ork miał do przejechania spory kawałek, ale cóż na nudę nie mógł narzekać z powodu towarzystwa demona.
Znowu w siodle co? Mi też się znudziły te ciągłe modły. W końcu jakaś akcja! Po tej nieudanej.
Łowca musiał się zgodzić.
- Wyprawy Gunsesa zawsze są górnolotne a potem kończą się jak widać. Teraz dopiero musi czuć hańbę i znów szybko się nie pojawi.
Następnym razem skręcę mu kark!
- Przesadzasz, ale prawda działać na nerwy to on potrafi, nie ma co!
Tak sobie oboje gaworzyli, kiedy znaleźli się na trakcie to coś, upolowali, jedli, rozmawiali. W końcu udało im się dotrzeć w te hemisowe dni. Czarny ork zawitał do małej mieściny, gdzie robił się raban jak nie ma co. Kenshin zapytał jednego z tutejszych, o tym co mówiła gazeta.
- Przepraszam to prawda jest, że ktoś z stąd wypływa?
Rozejrzał się wokół, poszukując na własną rękę odpowiedzi, gdyby chłop był akurat niemową.

Melkior Tacticus:
- No, nie widoć? Bękarty płyno.

Kenshin:
Gazeta mówiła prawdę, także mógł podjechać bliżej. - Dziękuję zacny człowieku. Podziękował chłopu, potem zaś zbliżył się do portu, gdzie jeszcze trwał załadunek. Wyglądało to na wyprawę dalekomorską, jednakże będąc tyle czasu poza światem rzeczywistym, nie poznał żadnego z bękartów, których znał osobiście albo się tak postarzali. Dlatego gdy podjechał, zszedł z konia natychmiast, pytając. - Kto tutaj dowodzi?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej