Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Braterska pomoc
Kenshin:
Kenshin rozumiał punkt widzenia brodacza, ale to była tylko jego wypowiedź. - A, gdzie się podział twój duch przygody Kazmirze? Hahahah. Zaśmiał się choć sam z chęcią, by zobaczył tutejszą dżunglę od środka, ale wpadł na pewien pomysł, który mógł przypaść do gustu każdemu. - Tak poważnie to przeprowadźmy głosowanie i niech zadecyduje większość czy jedziemy przez las albo naokoło, zwiększając za razem dystans do przebycia, także kto jest za ominięciem dżungli niech powie "ja". Pasterz stworzenia wiedział, że zdrowy rozsądek weźmie górę nad chęcią przygody i być może walki ze stworzeniami nad wyraz agresywnymi, bo takie można zastać w takich lasach, ale zawsze lepiej mieć wybór niż go, nie mieć.
Kazmir MacBrewmann:
- To jest wojsko a nie wybory do Izby Lordów Kenshin. I tak musimy zatrzymać się we wsi jakiejś bo na tej jebanej mapie nie ma dróg. Pogonił konia trzaskając lejcami, wóz jak i kompania przyspieszyli.
Melkior Tacticus:
- Wierzę że sobie poradzisz. Późnym popołudniem statek zbliżał się do Sannau. Największe miasto na wyspie, leżące na południowym wybrzeżu. Liczące sobie niemal 23 tysiące mieszkańców. Można by rzec iż jest to typowe portowe miasto, jednakże Sannau od zawsze dbało o dobry wizerunek. Port - wizytówka stolicy - to przede wszystkim karczmy, zamtuzy i kasyna. Budynki są tu murowane a ulice nawet czyste i pozbawione nadmiaru typowych portowych "aromatów". Przy wojskowym nabrzeżu zawsze cumuje 5 fregat gotowych do obrony przed nagłym atakiem z morza bądź do pościgu. Na klifie na wschód od miasta wznosi się zamek Al'Iqr będący siedzibą władcy.
Kenshin:
Koń orka również przyspieszył, by złapać odpowiednie tempo, po drodze na pewno miną kilka wiosek, o których mówił Melkior tam zapewne, dostaną potrzebne im informację.- Kazmir ja nie zamierzam się z tobą kłócić, bo wezmą nas za stare małżeństwo, ale ostatnio zrobiłeś się strasznie marudny. Kenshin nieco odżył po tym jak demon, opuścił jego ciało nie miał już nawet zmąconego umysłu i może dlatego, chciał poczuć się jak młodzieniaszek, przeżywając jakąś przygodę dopóki, nie powróci do konkordatu.
Nawaar:
- Zobaczymy. Odpowiedział, gdy fort był już niezauważalny na horyzoncie. Teraz reszta kompani płynęła do stolicy wyspy, po drodze nie działo się nic ciekawego dlatego czas dłużył się nieco. Nawaar chciał zobaczyć bogactwo tego państewka a takie coś jest możliwe tylko w stolicy, więc zniecierpliwienie było większe. Do tego dostał misję, która tylko z pozoru wydała się łatwa i dobrze, by było dla niego, jakby się z niej wywiązał. Ciemnoskóry po jakimś czasie dostrzegł port oraz dość duże miasto, które ładnie się prezentowało z okrętu, bo było zdecydowanie czyściej niż w Atusel. Tutejsi dbali, o swój największy port a zarazem wizytówkę miasta dobrze się składało, bo ulokowane niedaleko karczmy mogą mieć wiele informacji, które mu się przydadzą do tego może załapie jakąś fuchę po drodze, także nic tylko zawijać do portu!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej